"ZWĄTPIENIE"
© Copyright by 7-MAŁY-7

          Każdy w swoim krótkim życiu ma chwile zwątpienia. Zastanawia się wtedy nad sensem życia i dokonuje analizy wyboru drogi życiowej, podejmowanych decyzji itd. W moim życiu też nadeszła ta chwila, która zmusiła mnie do zastanowienia się nad słusznością swoich poglądów i racji.
          Jeżeli uważnie czytacie moje teksty z pewnością zauważyliście, że otoczenie, w którym się wychowałem nie było święte. Już w dzieciństwie paliło się papierosy i spożywało alkohol. W moich czasach o te używki nie było trudno - nie było wtedy jeszcze ustaw zakazujących sprzedaży alkoholu i tytoniu nieletnim, więc byłem na te używki bardzo podatny. Potem się dorosło - przyszedł czas na trawkę i panienki. Wtedy zaczęło się wszystko psuć - jak patrzę na to teraz.
          Nie pasowałem już do tych ludzi. Chciałem żyć normalnie. Mieć dziewczynę, a nie k*r*ę, która się co chwilę puszcza; mieć prawdziwych kolegów, a nie zdrajców, którzy tylko czekają na wbicie noża w plecy itd. Na pierwszy rzut oka wszystko było OK. W grupkach chodziło się na imprezy, jak trzeba było walczyło się o honor osiedla (o czym w innym tekście), wyrywało się dziewczyny, które szeptały do ucha "kocham Cię", a ja jak głupi temu wszystkiemu ulegałem, sądziłem, że jest to OK.
          Później zmieniłem szkołę - poszedłem do 8LO. Tam było tak samo, więc nic się nie zmieniło. Pech, albo szczęście chciało, że dobrałem sobie niepełnosprawnego kolegę z klasy za przyjaciela. Wtedy mój świat przewrócił się do góry nogami. Pomagałem mu we wszystkim, czym tylko potrafiłem, a pomoc ta mnie tak wciągnęła, że zapomniałem o innych - o tych ćpunach, pijakach, dziewczynach lekkich obyczajów etc.
          Przestałem palić papierosy - teraz się tego brzydzę, przestałem palić trawki - to głupie, przestałem umawiać się ze "wszystkimi dziewczynami" - szkoda sił. Po prostu zerwałem ze wszystkim, co mnie wcześniej łączyło z czynnikiem kryminogennym i stałem się normalnym obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej.
          A jaki związek ma ta historia z tytułem tekstu? Ano taki, że teraz - gdy żyję normalnie wszystko jest trudne. Ludzie patrzą na mnie jak na dziwaka, Mówią - "nie pali, nie ćpa, więc nie chcę mieć nic z nim wspólnego". W takich chwilach, gdy przyjaciół mogę policzyć na ""palcu"" jednej ręki zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem. Czy dobrze zrobiłem zrywając z tym, co było dla mnie dobre.
          Inni się cieszą z tego, że już piątek i mogą iść na jakąś bibę. Cieszą się z tego, że odbyli kolejną inicjację seksualną z kolejną dziewczyną. Cieszą się z tego, że pobili chłopaka do nieprzytomności. Cieszą się z tego, że się ze mną nie zadają. Cieszą się z tego, że murzynowi powiedzieli "wracaj do siebie". A co ja z tego mam? NIC! Co mi po moich gestach dobroci względem innych ludzi potrzebujących pomocy? Co mi po przyjacielu, który nie potrafi nawet biegać, a inni patrząc na niego uciekają? (Wiecie, jak wtedy się czuję?). Co mi po tym, że mam jedną prawdziwą koleżankę z którą łączą mnie tylko stosunki koleżeńskie, a nie jakąś *u*w*, która okłamując mnie utwierdza mnie w mojej słuszności? Co mi po tym, że pójdę na studniówkę, na której wszyscy się naćpają, a ja będę udawał, że się dobrze bawię? Co mi po tym, że dostanę w szkole 4- z odpowiedzi, a nie 3? Odpowiedź jest prosta - NIC. Nic mi to nie daję. A co bym miał, gdybym został w złym towarzystwie? Prawda - może i bym krócej żył, ale życie te byłoby lepsze. Miałbym pieniądze, wszystko by mnie bawiło, odbywał stosunki seksualne z kim chcę i kiedy chcę, a tak?
          Co mi po tym... Co mi po normalnym życiu...

PSy:

Ps. Nie odpowiadam na głupie i idiotyczne maile, czy też teksty, których zawartość w jakikolwiek sposób nie jest zgodna z ogólno przyjętymi zasadami dobrego wychowania.


W razie czego pisz: 7-MAŁY-7 (maly-7@go2.pl)
Strona WWW autora: www.rpgmaker.pl