TRZY PRAWDY, czyli słowo do ateistów


Ostatnimi czasy coraz częściej słyszy się pokrzykiwania wszelkiej maści ateistów, ogłaszających wszem i wobec swój porządek świata. Nie rozumiem tych ludzi. Po prostu nie rozumiem. I właśnie dla tego napisałem tego arta. Zawarłem w nim trzy prawdy, dla mnie oczywiste, przeciw którym opowiadają się coraz szersze ludzkie rzesze, podążając za modą i nawet się nad tym, co robią, nie zastanawiając...
Impulsem była dla mnie rozmowa z pewnym czlowiekiem, za wszelką cenę usiłującym mi wmówić, że dusza nie istnieje, argumentującym na zasadzie "nie ma, bo nie ma", i sugerującym mi dość niegrzecznie, że nasłuchałem się za dużo Radia Maryja. Zabolało mnie to, nie powiem, jako że o rozgłośni o. Rydzyka (i stadka pomniejszych Rydzykoidów, wiernie go wspierających) nigdy nie miałem pochlebnego zdania, a i do specjalnych powiązań z Kościołem się nie poczuwam.
Moje poglądy są w gruncie rzeczy od niczego niezależne. Piszę z własnej, nieprzymuszonej woli, świadom wagi swoich słów i ich znaczenia.

Gotowi?

1. Świat został stworzony przez Boga. Jako niepoprawny kreacjonista (copyright by Pasibrzuch) jestem o tym całkowicie przekonany i liczę na to, że i Was uda mi się przekonać. Gdyby wziąć problem na logikę, okazałoby się, że alternatywy dla Genezis nie ma, a wszelkie pseudonaukowe rozważania są nietrafne. Nauka twierdzi uparcie, że "było sobie nic, i to nic nagle wzięło i wybuchło". A tymczasem wyjrzyjcie przez okno. Czy to, co widzicie, naprawdę wydaje się Wam efektem wybuchu wielkiego nic?
Czy widząc piękno słońca, zachodzącego nad linią lasu na tle bezchmurnego nieba, naprawdę wierzycie, że to jedynie płonąca kula gazów, wokół której przez przypadek orbitujemy? Czy czując zapach naozonowanego po burzy powietrza naprawdę wierzycie, że jest ono jedynie mieszaniną tlenu i azotu, przez przypadek umożliwiającą nam oddychanie?
Czy naprawdę wydaje się Wam, że możliwe byłoby powstanie struktur tak skomplikowanych, jak ludzki mózg, w wyniku samego li tylko procesu ewolucyjnego, biorącego swój początek w pradawnej biozupie?
Czy gdyby ewolucja nie była odgórnie sterowana, mielibyśmy jakiekolwiek szanse na powstanie?

Przemyśleliście? To lecimy dalej.

2. Człowiek posiada duszę. Ta oczywista prawda z dzikim zapałem podważana jest ostatnimi czasy przez hordy ateistów. A tymczasem nikomu, najpewniej nie wyłączając Ciebie, nie zdarzyło się chyba poważnie myśleć o sobie jako o worku tkanek i organów, zawieszonych na kostnym szkielecie, a kierowanych przez grudkę galarety zamkniętą w mózgoczaszce.
Myślimy o sobie jako o indywidualnej jednostce, o sobie jako o człowieku, a nie jako o żywym ludzkim ciele. Czujemy, że stanowimy coś więcej, niż sumę bebechów, z których się składamy. Czyż nie?
Wiara w ludzką duszę dotyczy większości religii - tak tych "cywilizowanych", jak tych i dzikich, rodem z buszu. W posiadanie duszy wierzą chrześcijanie, muzułmanie, buddyści, ale i Aborygeni. W duszę wierzono w starożytnym Egipcie, w starożytnej Grecji. Nawet pierwsi ludzie, dopiero organizujący się w pierwsze jaskiniowe społeczeństwa, wierzyli w posiadanie duszy.
I proszę nie zbijać tych argumentów wątłymi kontr- o rzekomej wrodzonej ludzkiej potrzebie wiary w duszę. Z punktu widzenia czystej, samosterownej ewolucji byłoby to wiara po prostu zbędna.

Problem rozpatrzony? Nie oszukujecie?

3. Śmierć nie oznacza końca. Zastanów się przez moment, drogi ateisto. Jaki byłby sens w obdarzaniu nas świadomością (przez Boga lub ewolucję, niepotrzebne skreślić), gdyby owa świadomość była cechą ulotną, efemeryczną, skazaną na zagładę? Świadomość to specyficzna cecha, odróżniająca nas od innych stworzeń, z którymi dzielimy Ziemię. To dzięki niej wiemy, że w ogóle istniejemy. Ciężko sobie w ogóle wyobrazić stan, w którym nie istnielibyśmy - stan całkowitego nieistnienia naszego umysłu. Mówię oczywiście o naszej konkretnej, pierwszoosobowej perspektywie, wszak wyobrażenie sobie świata wolnego od naszej skromnej osoby niczym szczególnym nie jest.
Czy ktokolwiek z Was dopuszcza do siebie myśl, że w momencie śmierci jego świadomość umrze razem z ciałem? Zwróćcie tu jeszcze raz uwagę na samopostrzeganie się człowieka. Uważamy się za istotę nadrzędna w stosunku do naszego ciała, czujemy, że ciało należy do nas, nie że nami jest! Podświadomie wiemy, że ciało jest jedynie nośnikiem naszej duszy. Duszy, czyli świadomości!
A gdy to sobie uświadomimy, oczywistym stanie się, że nasza egzystencja bynajmniej nie zakończy się w momencie fizycznej śmierci.

Dziękuję za uwagę.

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. Być może treść powyższego arta wydaje się Wam troszkę kontrowersyjna. Prosiłbym w związku z tym o zastanowienie się nad nią - przed ewentualnym wyśmianiem i zbluzganiem jej autora.
p.p.s. Sprawy techniczne. Od teraz zmieniam czcionkę w moich artach na przyjaźniejszą ponoć oczom Verdanę, a i marginesy poszerzam, co by nie było, że nie dbam o czytelników. Proszę o anonsowanie innych wad szaty graficznej artów mojego autorstwa, o ile takowe dostrzegacie. Z góry dziękuję.