Opowiem Wam pewną historię.
Historia ta zaczęła się jakieś szesnaście (16) lat temu w mieście Radom. Tam właśnie w jednym ze szpitali narodził się chłopiec, który po latach przyjął xywkę cyberCobra. Będąc pod dobrą opieką rodziców i dziadków rósł bardzo szybko aż nadszedł czas aby poszedł do szkoły. Tak mijały lata, on chodził do szkoły i uczył się całkiem dobrze (kujonem nie był ale problemów też nie miał). Dobrnął w ten sposób do pierwszej klasy gimnazjum i zakochał się w koleżance z klasy...
I tutaj zaczyna się właściwa historia. Wcześniejszy akapit był jakby wstępem. Zakochał się w niej ale został bardzo chłodno przyjęty (i tu należy dodać, że taki stan rzeczy trwa do dzisiaj czyli do trzeciej gim.). W czasie wakacji między II a III klasą poznał pewną dziewczynę, która w dużym stopniu odpowiadała jego wymaganiom czyli w powszechnym języku była (i jest) niezłą laską. Ponieważ z poprzednią mu nie wyszło postanowił ją "poderwać". Kiedy startował do tamtej z którą mu nie wyszło (nazwijmy ją X) no więc kiedy startował do tej X to ona traktowała go (mówiąc bardzo delikatnie) jak najgorszego wroga i obrzucała go od razu masą przekleństw. Bohater tej opowieści zrozumiał, że nie ma u X szans nawet najmniejszych. Wokół niego było wiele dziewczyn, które mu się podobały więc postanowił spróbować z nimi mając głęboką nadzieję, że się uda. Niestety przeliczył się. Każda do której startował reagowała tak samo więc zadawał sobie pytanie: co jest z nim nie tak? Myślał, że wpływ na to ma jego zachowanie (ciągle prowokowany do bójek miał niską ocenę z zachowania) więc postanowił to zmienić. Stał się uprzejmy na tyle na ile potrafił ale efekt był ten sam.
I tu gwoli ścisłości napisać należy, że opisywane w tym Arcie losy są w 100% autentyczne \. Opisywany tutaj chłopiec nie pali i nie pije bo nie lubi, nie jest dresem
W jego (niezbyt chyba normalnej) szkole uważano (i uważa się) go z kogoś gorszego bo jego matka wychowała się w Domu Dziecka. Czy to ma jakiś wpływ? Chłopak ten nie jest może napakowany kasą jak Arnold sterydami ale nie jest też biedakiem. Uważam, że ludzi nie należy oceniać po tym ile mają w portfelu tylko jakimi są ludźmi. Cały sęk w tym, że w jego szkole właśnie tak ocenia się ludzi.
Napisałem już, że opisywany przeze mnie facet poznał w czasie wakacji pewną laskę. Problem polega na tym, że laska ta ma już faceta.
Chyba już skapowaliście, że ten art jest o mnie. Nawet nie trzeba mieć wysokiego IQ żeby to zauważyć. Przejdę więc do opisywania w pierwszej osobie bo w trzeciej mi niewygodnie.
Kiedy poznałem tę dziewczynę postanowiłem ją sobą zainteresować. Od jej koleżanki dowiedziałem się wszystkiego co było mi potrzebne.
Zastanawiacie się pewnie dlaczego o potrzebne mi informacje wypytałem jej koleżankę. Są dwie odpowiedzi na to pytanie: (1) Ponieważ wówczas kiedy startowałem do X nabawiłem się komplexu, który polega na tym, że boję się podejść do nieznajomej dziewczyny bo mogę zostać potraktowany tak jak zostałem potraktowany przez X: spier***** kut****nie bo jesteś za chudy w uszach dla mnie, ty debilu! (2)Niektóre dziewczyny nie są zbyt rozmowne, szczególnie ze mną.
Kiedy miałem w kieszeni wszystkie potrzebne informacje i wiedziałem wszystko co chciałem wiedzieć mogłem spokojnie do niej "startować". W wakacje tak robiłem aby wyglądało, że spotkaliśmy się przypadkiem. W czasie roku szkolnego kilka razy pojechałem do jej szkoły i czekałem na nią na przystanku autobusowym. Okazywałem jej, że mi na niej zależy. Ale ona ma już chłopaka. Z tego co mi wiadomo o dziewczynach to mam u niej baaardzo niewielkie szanse. Posłałbym jej kwiaty czy coś w ten deseń ale nie chcę się jej narazić (że się narzucam) poza tym już i tak mam ostro na pieńku z jej chłopakiem.
Reszty można się domyślić: nie pakuję, wolę raczej posiedzieć przed kompem niż wyciskać na klacie kilogramy. Właściwie nie ma sensu odchodzić od kompa bo do qmpli mam kawałek, w mojej miejscowości (nie mieszkam w Radomiu!) nie ma miejsca gdzie moglibyśmy posiedzieć z całą paczką. Komputer to mój jedyny świat, a wszystko przez niepowodzenia z dziewczynami. Wiadomo teraz dlaczego w AR znajdują się dość często listy ludzi uzależnionych od Netu, od kompa, którzy siedzieliby w Sieci przez 24h. Na moim przykładzie widać to bardzo dobrze. Nie twierdzę, że to jakiś genialny sposób na życie ale z pewnością lepszy od wódy czy strzykawki. W moich rozważaniach nie powinno zabraknąć stwierdzenia, że 7- Mały -7 (taka xywka była w Jego arcie) to równy gość. Nie mają prawa bytu docinki do jego artu. Ten facet (kimkolwiek jest) ma baaardzo wiele racji w tym co pisze. Może niewszystkie dziewczyny takie są lecz ja do tej pory zetknąłem się tylko z takimi (i muszę powiedzieć, że bolało).
AVE MAŁY!!
Jeżeli ktokolwiek uważa, że nie mam racji to niech pisze i mi to udowodni. Ja i tak wiem, że mam rację inaczej nie pisałbym tego artu.
P.S. W tym peesie pozdrawiam wszystkich, którzy uważają, że mam rację ale też tych co myślą, że jej nie mam
P.S.2 Ponieważ w AM (do którego mam nadzieję się dostać) jest taka tradycja, napiszę czego słuchałem: NICZEGO bo mnie to rozprasza. Wsłuchiwałem się w miarowy, spokojny, cichy szum komputera