TYLKO RZECZYWISTOŚĆ
Mój starszy kuzyn od bardzo dawna mieszka w Australii, w kraju o którym kiedyś myślałam jak o cudownej krainie szczęścia. Byłam wtedy mała, a on przysyłał mi w paczkach pluszowe misie koala. Moje poglądy w sprawie tego kraju, w sprawie właściwie całego świata radykalnie się zmieniły. Pewnie dlatego, że dorosłam. Jednak wizja Australii zawsze pozostawała w mym sercu jako kraj misiów, kangurów i strusiów. Wiem, że tak jak w każdym innym kraju, są tam ludzie cierpiący głód i niedostatek, ale w dzieciństwie wbiłam sobie do głowy, że na tym odległym kontynencie życie jest jednak inne, kolorowe jak pocztówka przysłana przez kuzyna. Taka ucieczka od realności. To marzenie mieszkało we mnie te 18 lat (tyle chodzę po Ziemi). Komuś może się to wydać śmieszne... możliwe, że takie właśnie jest.
W tym roku kuzyn postanowił przylecieć do Polski. Odwiedził nas niedawno i stwierdziłam, że od naszego ostatniego spotkania zdążył wydorośleć tak, jak ja. Przedstawiłam mu moją utopijną (i infantylną) wizję Australii. Zamyślił się i powiedział, że jakiś czas temu, chłopak mieszkający niedaleko niego zaginął. Szukała go policja, szukała rodzina, przyjaciele, sąsiedzi. Nie zostawił listu. Wyszedł z domu i już więcej się w nim nie pojawił. Minęło trochę czasu zanim go znaleziono w opuszczonym budynku, nieopodal rodzinnego domu. Powiesił się na klamce, a znalazła go tak mała dziewczynka, która bawiła się tam wraz z innymi dziećmi w chowanego. Całą okolicę bardzo to poruszyło, bo chłopak miał kochającą rodzinę, dobrze się uczył. A jednak nie chciał już żyć. Zrezygnował z cudownej egzystencji w tym cudownym kraju mając 19 lat. Długo jeszcze rozmawiałam z kuzynem na temat życia w Polsce i Australii. Powiedział mi, że tam wcale nie jest lepiej. Może poziom życia jest wyższy od naszego, ale ludzie borykają się na co dzień z tymi samymi problemami co Polacy.
Po tej rozmowie na zawsze rzeczywistość bezdusznie wdarła się w moje marzenia. Skoro Tam jest źle, to jak jest Tutaj? Dopiero teraz zaczęłam dorastać emocjonalnie do życia na tym ponurym świecie. Aż dziwne, że dopiero teraz... (pewnie dlatego, że zawsze byłam 'nieco' stuknięta). Postanowiłam sobie, że właśnie na tej realności wybuduję własną, szczęśliwą krainę...
"Szczęśliwy ten, komu udaje się żyć co dzień, swoim własnym życiem"- Seneka
Veneath ( veneath@wp.pl )
P.S. I nie napisałam tego, by brutalnie pozbawić jakiegoś czytelnika złudzeń o istnieniu lepszego świata niż ten, który nas otacza. Przeciwnie, chciałam tylko uświadomić niektórym ludziom, że nie ważne jest gdzie mieszkamy i wychowujemy się, najważniejsze jest to, byśmy sami budowali nasze szczęście. Co za różnica, czy jest to Polska, Australia czy Tajlandia.