Re: komputerowe.uzależnienie
(i nie tylko)
by wielebny _q_
Chciałbym dorzucić swoje trzy grosze do tekstu niejakiego Maćka Bodeka traktującego o komputerowym uzależnieniu. Uważam komputer za diabelską machinę, a wiecie dlaczego? Bo za dużo potrafi. Możemy na nim oglądać filmy, słuchać muzyki, edytować grafikę, czytać gazety (np. AM czy Załogę G), opowiadania, korespondować, tworzyć pamiętnik, wreszcie: grać. Ta różnorodność przyciąga beznadziejnie, przykleja do monitora na bardzo długo; siadasz przy pececie, grasz w Warcrafta, piszesz maile (nierzadko dużo), chodzisz po sieci, przy tym słuchasz muzy, oglądasz filmy i nie możesz w efekcie z tego wszystkiego wyjść. Sam nie wiem czy owa różnorodność zastosowań komputera to negatyw czy pozytyw. W sumie jednak tak czy siak on izoluje: nawet, jeżeli przesiadujesz przed PieCem wykorzystując go na tak wiele zbożnych celów, to i tak powoduje to twoją sublimację tak samo, jak gdybyś go nie miał, a cały swój czas poświęcał słuchaniu muzyki, rysowaniu, pisaniu tekstów, tradycyjnym korespondowaniu, układaniu puzzli/pasjansa, oglądaniu VHS/DVD, pisaniu tekstów i dziennika, czytaniu książek. Wyobraźcie sobie człowieka, który w jeden dzień zajmuje się wszystkimi tymi czynnościami. Niektórzy powiedzą o nim, że to dziwak, idiota, a będą wśród nich także sami komputerowcy, którzy czynią to samo, tyle że przed ekranem komputera! Jeżeli zatem, drodzy pecetowcy, wydacie taki wyrok, zastanówcie się, czy i wam on nie odpowiada.
Znajdą się i tacy, którzy powiedzą o rzeczonej osobie "człowiek - dusza" i będą wymieniali zalety jego bytu. Indywidualista, powiedzą. I bardzo dobrze, nie mam przeciwko takim nic do powiedzenia, albowiem nie znoszę hipokryzji.
Ja zaś uważam, że izolacja w jakiejkolwiek formie nie jest dobra. Możecie mówić, że macie Net a tam kolegów, z którymi sobie gadacie i w związku z tym wyalienowani nie jesteście. Ale rozmowa w sieci to nie to samo co w realu - jest ułatwiona i oducza i/lub pozbawia umiejętności zwykłego podejścia do kogoś i "zagajenia", jest o wiele od tegoż różne i prostsze, przez to nierealne a wirtualne. Jestem zdania, iż jakiekolwiek uzależnienia są o tyle groźne, że izolujące, w tym nawet czytanie książek czy słuchanie muzyki. Wyobraźcie sobie gościa, który tylko siedzi w pokoju i czyta. Czyta. Czyta. Czyta. I nic poza tym, czasem wyjdzie do ludzi, żeby się poprzyglądać, a potem wraca do swojego świata marzeń. Człowiek niedojrzały, omamiony, uzależniony, godny pożałowania i/lub współczucia. Prawdziwy otaku, jakby go określono w Japonii.
Przegięcie w żadną stronę nie jest dobre.
Czekam na polemiki:).
P.S. Moja playlista:
Niezawodna rozgłośna radiowa "Trójka"
to, co zwykle, czyli The Seatbelts i Joe Hisaishi
P.S. 2: Podziękowania wszystkim, którzy na to zasługują:).