Ciemnogrodzianin bije się w piersi.

 
W moich poprzednich artykułach krytykowałem ateizm i ateistyczne podejście do życia. W poniższym tekście natomiast zamierzam ponarzekać na "moje" podwórko - na Kościół, to znaczy kler i Lud Boży, czyli wszyscy wierzący. Artykuł ten jest skutkiem moich przemyśleń po obejrzeniu filmu: "Imperium Ojca Rydzyka".

Co do samego Ojca Rydzyka: teraz on powinien wykonać ruch. Został oskarżony o wiele rzeczy, a więc powinien starać się ze stawianych mu zarzutów oczyścić. Jeżeli nie ma nic na sumieniu to nie powinno być z tym żadnych kłopotów i twórcami filmu powinien zająć się sąd. Jeśli jednak Ojciec Rydzyk nie będzie się starał wszystkiego wyjaśnić, to musi liczyć się z tym, że stawiane mu zarzuty uwiarygodnią się w oczach opinii publicznej. Radio nie może mieć nic do ukrycia, jego finanse powinny być czyste jak łza, zresztą jak wszystkie tego typu przedsięwzięcia.

Film "Imperium Ojca Rydzyka", jak już wspomniałem, wywołał u mnie przemyślenia nad stanem polskiego Kościoła. Trzeba zwrócić uwagę na kilka niepokojących rzeczy, które przyczyniają się między innymi do tego, że tyle jest obecnie na świecie wojujących ateistów. Pierwszą rzeczą są lekcje religii. Słyszałem, że jest wielu bardzo dobrych katechetów, którzy świetnie dogadują się z młodymi ludźmi, ale niestety całkiem spora grupa katechetów swoimi działaniami zniechęca młodych ludzi do Kościoła. Jako przykład niech posłużą tu moi nauczyciele religii. W najmłodszych klasach uczyła mnie katechetka, która za karę kazała dzieciom stać z rękami podniesionymi do góry. Było to straszne, lecz trzeba przyznać, że tak mogła zrobić nauczycielka jakiegokolwiek przedmiotu, mająca dość osobliwy kodeks karny. Do komunii przygotowywał mnie ksiądz, na którego nie powiem złego słowa. Był bardzo fajny, dowcipny, każdy lubił lekcje z nim. Ale potem przejęła nas ciocia (imię i nazwisko znane autorowi). Na początku wszyscy ją uwielbiali, a rozstawaliśmy się z nią z wielką ulgą. Dlaczego? Ano dlatego, że ciocia (imię i nazwisko znane autorowi) potrafiła przez całą lekcję mówić, mówić, mówić. A my słuchaliśmy, słuchaliśmy, słuchaliśmy. Mówiła ona na przykład o tym, że jak była na pielgrzymce w Medjugorie i cały autokar zbłądził w dalekiej Jugosławii to ... obłoczek pojawił się na niebie, zamienił się w strzałkę i wskazał im drogę. Na wszelkie nasze śmiechy ciocia (imię i nazwisko znane autorowi) mówiła: wiem, co widziałam! W liceum moim katechetą był ksiądz. Niby fajny, no właśnie - za fajny. Według mnie za mało było religii na religii, a za dużo odrabiania zadaä domowych z innych przedmiotów. No ale taki stan rzeczy to również wina uczniów. Podsumowując - uważam lekcje religii za rzecz potrzebną, w końcu nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział, że stara się żyć według Dziesięciu Przykazań, bo nic lepszego nie wymyślono. Lecz jeżeli lekcja religii stanie się kolejnym nudnym przedmiotem, między matematyką a biologią, to tylko zniechęci młodzież do Kościoła. Religia powinna być czasem poświęconym na dyskusje o Bogu, sensie życia, w której braliby udział wszyscy chętni uczniowie - wierzący i ateiści. Następną sprawą, która odciąga wiernych od Kościoła jest bogactwo niektórych księży. Księża kupują niezłe samochody, budują wielkie kościoły, a niektórzy nawet prowadzą interesy. Często gonią oni za pieniędzmi, aby jak najszybciej zakończyć budowę kościoła, a przecież to nie mury przyciągną wiernych. Mój ulubiony poeta, ksiądz Jan Twardowski pisze o Bogu: "nie potęga, Twa słabość umocni mnie w wierze". Ksiądz Twardowski odnosi się tutaj do Chrystusa, który umarł za nas na krzyżu. Jest On Panem, a jednak ofiarował się za nas, to dla nas się poniżył i właśnie to poniżenie umacnia wielu w wierze. A czy podobnie nie jest z księżmi? Czy ludzie nie garną się bardziej do Kościoła, gdy ksiądz jest prawdziwym sługą dla swoich owiec?

Wiele zastrzeżeń można mieć również do ludzi, którzy chodzą regularnie do kościoła, ale swoim postępowaniem nie świadczą o tym, że są katolikami. Co z tego, że ktoś będzie chodził co niedzielę do kościoła i przyjmował komunię świętą, skoro w każdy poniedziałek będzie oszukiwał, będzie nieprzyjazny dla otoczenia? Co z tego, że ktoś będzie chodził codziennie do kościoła, skoro będzie zaniedbywał rodzinę? Wszak wiara bez uczynków ślepa jest. Nie można poprzestać tylko na modlitwie, trzeba również pracować na chwałę Bożą. Święty Ignacy Loyola powiedział: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie".

Często, niestety, spotyka się wrogie postawy w stosunku do wyznawców różnych religii. Dzieje się tak wśród wyznawców wszystkich religii, a taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Wierni skupieni wokół różnych Kościołów powinni się nawzajem szanować, wszak jesteśmy dziećmi tego samego Boga. Powinniśmy wspierać się wzajemnie, żyć obok siebie w pokoju, mówić o sobie wzajemnie "starszy lub młodszy brat w wierze", a nie "innowierca" czy "przechrzta". Wszyscy, którzy chodzą do kościoła, a nie miłują Boga i bliźniego powinni mieć w uszach słowa Chrystusa: "Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie! - wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę Ojca mego, który jest w niebiesiech. Wielu powie mi w owym dniu: Panie, Panie! Czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu? Czyż nie wypędzaliśmy czartów w twoim imieniu? Czyż nie zdziałaliśmy w twoim imieniu wielu códów? A ja wówczas oznajmię im publicznie: Nigdy nie znałem was; idźcie precz ode mnie wy, co nieprawość czynicie (Mt,7.21-23)!" oraz "Zaprawdę powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą pierwej od was do królestwa Bożego. Przyszedł do was Jan i głosił naukę o życiu sprawiedliwym, lecz nie wierzyliście mu; celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, lecz nawet wtedy nie nawróciliście się i nie uwierzyliście mu (Mt,21,31-32)", a także: "Na katedrze Mojżeszowej zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie wszystko i zachowujcie, co wam mówią, lecz ich uczynków nie naśladujcie. Bo postępują inaczej, a inaczej uczą. Zawiązawszy wielkie ciężary, które ledwie udźwignąć można, kładą je na barki ludzi, a sami nie chcą ich nawet palcem ruszyć. (...) Biada wam, wy ślepi przewodnicy! Powiadacie: Jeżeli kto przysięga na świątynię, to nie znaczy to nic; jeżeli zaś na złoto świątyni przysięga, to związany jest przysięgą. Głupi i ślepi! Co jest ważniejsze: złoto czy świątynia, która przecież dopiero uświęca złoto? (...) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Składacie dziesięcinę i z kopru, i z kminku, a zaniedbujecie najważniejsze nakazy Zakonu: sprawiedliwość, miłosierdzie i wierność (Mt,23.2-23). "

Tekst ten popełniłem by pokazać ateistom, że nie jestem ślepo zapatrzony w każdego księdza, że widzę błędy i nie biję się o nich mówić i pisać. A jednak, mimo, że dostrzegam błędy, to pozostaję w Kościele katolickim. Ktoś może się zapytać: dlaczego? Ano dlatego, że nie odejdę od Boga, który obiecał mi wieczne szczęście za trwanie przy Nim tylko dlatego, że miałem złą katechetkę, że księża w mojej parafii mi nie odpowiadają (chociaż w mojej parafii jest akurat czterech świetnych księży), że jakaś moja znajoma czy jakiś mój znajomy chodzi do kościoła, a nie żyje według zasad Ewangelii. Moim Mistrzem jest Chrystus, a nie ksiądz burdelarz, mogę sam zgłębiać zasady wiary, a nie słuchać katechetki (choć warto się wsłuchać w każdego człowieka, ponieważ może okazać się, że to nie ja miałem rację, a mój katecheta, nauczyciel, nie można założyć z góry, że ktoś mówi źle). Doskonale wiem, że choćby ksiądz chodził co noc do burdelu i miał dwa mercedesy, to Msza święta przez niego odprawiona nie traci swej ważności, że oprócz złego katechety są jeszcze księża, z którymi mogę porozmawiać, wyjaśnić moje wątpliwości. Mogę również przeczytać mądrą książkę. Wiem, że chrześcijaninem jest osoba, który prawdziwie żyje według zasad Ewangelii, a nie osoba, która chodzi codziennie do kościoła, a nie postępuje w myśl zasad Dobrej Nowiny. Wiem wreszcie, że Kościół katolicki, jako instytucja prowadzona przez ludzi nie może być pozbawiona niedociągnięć. I, mimo wszystko nie znam drugiej tak dużej instytucji, która owych niedociągnięć miałaby tak niewiele. A więc będę trwał przy Chrystusie, bo On jest Drogą, Prawdą i Życiem, i będzie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Jacek Stojanowski, patriota polski, Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego, kołtun i ciemniak śmiejący się w twarz wszystkim Jasnogrodzianom, patrzący na nich ze współczuciem i politowaniem, cacuszko proboszczów, piewca Ciemnogrodu, bohater emerytek różańcowych, fanatyk, oszołom, zacofaniec, przyzwyczajony do jasnogrodzkiego bełkotu, zwalczający konsekwentnie wszystkie przejawy postępu, totalnie krytykujący wszelkich Michników, Labuby, Kwaśniewskich i Millerów, sprzeciwiający się modnemu obecnie modelowi rodziny - 2 + 1 lub 2 + pies bądź kot, modelowi życia - tylko pieniądze oraz całe swoje życie opierający na Bogu Ojcu, Zbawcy świata.

 
Jacek Stojanowski
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego