Ciekawe co pomyślałeś sobie po przeczytaniu tytułu....znawcy hiszpańskiego pewnie tak zrozumieli ten tytuł - Wilk rulez! text chociaż popełniony przez Wilczycę ale bynajmniej o wilkach nie będzie.....niektórzy być może skojarzyli Lobo z gatunkiem jabłka.....spoko o jabłkach też nie będzie......ale pewnie znalazł się ktoś kto wie KIM jest LOBO.
[Eddie: Ja wiem! Ja wiem! Ja! Ja! Wiem! Shrek! Shrek! Weź mnie! Ja wiem! ;) ]
Skoro zdarzają się wśród czytelników fani kreskówek to być może zdarzyli się też fani komiksów. Ci ostatni powinni kojarzyć o kogo mi się rozlega. Pierwszym komiksem z Lobo, który wpadł mi w łapki było specjalne wydanie TM-SEMIC 1/98 o wdzięcznym tytule `Nieamerykańscy Gladiatorzy`.
[Eddie: Oj, jeśli pamięć mnie nie myli, był to chyba jeden z słabszych numerów z Lobo. Dla mnie wciąż króluje numer z Lobo zaprowadzającym porządek w niebie i piekle, no i jeszcze pierwszy numer z jego przygodami - szkoda tylko, że mam taką kiepską pamięć do tytułów . ]
Od tego momentu ważniak zagarnął sobie I miejsce w
moim rankingu bohaterów i nadal tam pozostaje. Ale do rzeczy....skoro nadal
to czytasz to pewnie chcesz wiedzieć coś więcej na temat Lobo. I dowiesz
się.....tylko żebyś nie żałował.... . Zacznijmy od prawidłowej interpretacji
imienia. Lobo w dialekcie Khund znaczy - ten kto pożera wnętrzności i to
mu sprawia przyjemność. Jeśli dobrze pamiętam trafiamy na takie wyjaśnienie
w komiksie o walce Lobo z Supermanem, ale głowy za to uciąć sobie nie dam.
Już samo imię daje nam pojęcie o jego właścicielu. Oczywiście Lobo w żadnym
razie nie pożerał swoich ofiar...... przynajmniej nie dosłownie. Skoro
były ofiary, to było i zabijanie.......no tak naszemu Lobo często zdarzało
się zabijać.......hmmm..........nawet bardzo często.......jeśli nie częściej.
W końcu jest międzygalaktycznym łowcą głów, mordercą na zlecenie.....i
to najlepszym. Jedynym celem Lobo jest ZABIJANIE. Jego wola, energia i
zdolności są podporządkowane pozbawianiu życia innych. Niewiarygodnie silny,
odporny na uszkodzenia i zmęczenie, obdarzony niesamowitym refleksem i
tzw. żelaznymi nerwami jest niebezpiecznym przeciwnikiem. Ciekawą umiejętnością
jest też zdolność regeneracji - "Cygarka mi nie zaszkodzą.....bo
mam naturalną moc ozdrawiania. Nieważne co mi dolega, mam we krwi serum,
które wszystko naprawi! czy to trądzik, czy mnie ciachną w pół!"
(Lobo: I Quit! [12/95] ). To wyjaśnia też czemu Lobo po 5 dniowej balandze
alkoholowej jeszcze stoi. Co do krwi to związana jest z nią jeszcze jedna
umiejętność - możliwość tworzenia własnych klonów z jej kropel(umiejętności
tej oryginał Lobo został pozbawiony przez Vrilla z L.E.G.I.O.N-u). Naturalnie
nie można zapomnieć o szczególnie rozwiniętym zmyśle tropienia......dzięki
niemu Lobo zawsze znajdzie swoją ofiarę, gdziekolwiek by się nie skryła.
Sam mózg Lobo jest niesamowity....w ciągu sekundy jest w stanie przejrzeć
zamiary przeciwnika i odkryć jego najsłabsze punkty....nie wspominając
o ogromnej wiedzy Lobo na temat wszystkiego co zabija. Chyba nie wyolbrzymię
sprawy jeśli powiem, że jest mistrzem wszelkiej broni(od noża do gnata^_^).
Działa przeważnie w pojedynkę. Pracuje za pieniądze(tzw. kredytki)jednak
zleconych mu zadań nie wykonuje tylko z powodu kasy. Zadania, które dostaje
są dla niego rozrywką, zabijają nudę, a przede wszystkim pozwalają pokazać
kto jest najlepszy i kto tu rządzi(niezależnie od tego gdzie jest to "tu").
W tym miejscu wypada też wspomnieć o honorze ważniaka. Jeśli podejmie się
jakiegoś zadania to zawsze je wykona i nic nie jest w stanie go przed tym
powstrzymać....i nieważne czy jest to sprawa osobista, czy zlecona mu przez
kogoś. Lubi jeśli ofiara chce się bronić - "Zresztą
nie mam do niego pretensji, że walczył do końca. Tym większa moja satysfakcja,
że on leży, a ja stoję!" (Lobo : Paramilitarne święta specjalne
[2/98]). Lobo jest w stanie przeżyć w przestrzeni kosmicznej, a do poruszania
się po niej(a także i po planetach) używa motoru Spazzfragg 666 wyposażonego
w różnej maści bronie i sprzęt grający. Ważniak jest miłośnikiem muzyki
rockowej^_^, a w jego słownictwie zagościły pseudowulgarne słowa....chyba
najbardziej znane jego powiedzonko to "Kurde bele".
Wiemy już, że Lobo jest istną maszyną do zabijania(nie pozbawioną w dodatku
fantazji w pozbywaniu się przeciwników)...czy to znaczy, że nie można go
zabić...? cóż...pozbawienie życia takiego przeciwnika jest cholernie trudne...ale
nie niemożliwe. Sam Lobo i jego klony umierali kilka razy. Jednak mimo
wszystko Lobo(oryginał) nigdy nie umarł całkowicie, bo ma zakaz wstępu
zarówno do nieba jak i do piekła(Lobo powraca! - wydanie specjalne 1/96).
Ten akapit będzie poświęcony szkicowi historii życia. Nie opowiem tu dokładnie
jego dziejów, z racjii tego, że Lobo miał sporo przygód i w wielu komiksach
występował....a nie wszystkie były wydane w Polsce, tak więc sporo rzeczy
mogło mi umknąć. Zacznijmy od tego, że Lobo urodził się na planecie Czarnia
w odległej galaktyce. Była to planeta szczęśliwości i spokoju, bez wojen,
kłótni, nienawiści. Tam spełniały się wszystkie marzenia. Brrr...takie
wizje przyprawiają mnie o dreszcze. Na szczęście pojawił się Lobo i od
dnia swoich narodzin zaczął zamieniać Czarnię w piekło. Z jego nadzwyczajnymi
zdolnościami i łagodnością Czarnian nie było to trudne. Ktokolwiek stawiał
się Dziecięciu Ciemności - ginął. Jego pierwszą ofiarą była położna, której
odgryzł cztery palce. Kobieta już na sam widok nowonarodzonego Lobo dostała
ataku histerii. W przedszkolu zalazł za skórę przedszkolance Lubli Blak.
W szkole nie było lepiej. Dzięki argumentom siłowym szybko zaczał tam rządzić.
Ofiarami padali zrówno koledzy ze szkolnej ławy, jak i nauczyciele (np.:
jednemu Lobo wyrwał gardło) oraz w końcu sam dyrektor Egon. W liceum Lobo
nie wystarczała już zwykła przemoc i morderstwa. Nie pomagały próby kontaktu
z jego lepszym ja(sam Lobo twierdził, że takowe nie istnieje), ani też
próby zastraszania. W końcu Lobo wykorzystał swoją niesamowitą inteligencję,
która w połączeniu z dużą wiedzą z biologii i jego pragnieniem zabijania
dała coś wyglądającego jak skorpion długości 117 mikronów. To coś wnikało
w ciało powodując wysypkę i zatrucie krwi. Ofiara umierała w strasznych
męczaniach w przeciągu pięciu dni. Sam Lobo uczynił się niewrażliwym na
działanie tych stworzeń i podczas kiedy 5 miliardów jego współplemieńców
konało, on sam siedząc na balkonie upijał się neurowinem i śmiał się. Jedyną
osobą, która przeżyła poza Lobo, była jego nauczycielka pani Tribb, której
akurat nie było na planecie(Lobo i tak ją dorwał i skręcił jej kark - Ostatni
Czarnian - wydanie specjalne[2/94]). Po opuszczeniu Czarni Lobo zaczął
działalność jako łowca głów i płatny morderca. Przez pewnien czas pracował
też w L.E.G.I.O.N-ie. Nie to żeby chciał tam pracować....tak się złożyło,
że Garryn Bek( z L.E.G.I.O.N-u właśnie) rozjechał jednego z kosmicznych
delfinów należących do Lobo. Ten w geście zemsty postanowił go zabić. Tak
to spotyka Vrila Doxa, dowódcę L.E.G.I.O.N-u. Stacza z nim walkę, a ponieważ
Vril wygrał Lobo musiał wstąpić do organizacji. Nie myślcie sobie, że Vrill
był lepszy w walce od Lobo. O jego zwycięstwie zdecydował przypadek. W
tym miejscu należy wspomnieć o roli muzyki w życiu Lobo. Interesował się
on muzyką rockową. W swoim czasie miał zespół "Mistrzu i Kilku Śmieciarzy".
Podczas debiutu na Festiwalu Dzwonki Poezji w wyniku spięcia instalacji
elektrycznej zginęło jury, obsługa baru z napojami i część widowni. Podczas
występu, po odśpiewaniu paru taktów członkowie zespołu zostali pozbawieni
głów(poza Lobo oczywiście....i to chyba z wiadomych względów?). Niedługo
po tym zdarzeniu Lobo kazał wszczepić sobie nadajnik przekazujący muzykę
prosto do mózgu(klinikę w której wykonano operację zniszczono a personel
wybito). Nadajnik odbierał stację "Kosmo-Rockowy Zombi". Ponieważ DJ-Wilkołak
Wilf został zastraszony przez Lobo stacja nadawała tylko to co sobie zażyczył,
a Lobo chcial słuchać tylko jednego utworu-"Zabiłem moją rodzinkę z zimną
krwią" Edypa Wraka. Właśnie podczas walki z Vrillem meteoryt walnął w generatory
na stacji i przestała ona nadawać. Lobo stracił zimną krew i Vrill wygrał.
Kiedy syn Doxa przejął L.E.G.I.O.N zmusił go do wstapienia do R.E.B.E.L.S.
Jednak w końcu Lyrl miał go dosyć i wywalił Lobo z grupy. Od tej pory Lobo
wrócił do fachu międzygalaktycznego łowcy głów. Co do muzy to może jeszcze
dodam, że stację "Kosmo-Rockowy Zombi" rozwalił później sam Lobo za sprawą
nowego DJ-Tony LePoniego, który puszczał muzykę soul(DJ oczywiście zginął
z rąk Lobo).
A teraz chwila dla sponsora......ekhm....dla twórców Lobo. Człowiek, który
stworzył postać Lobo to Roger Slifer a ten, który wyrysował naszego ważniaka
to Keith Giffen.
[Eddie: Nie należy też zapominać o człowieku, który rysował również Judge Dredd'a - Simon Bisley (czy jakoś tak) ]
I moim zdaniem chwała im za to. Prawda, że komiks jest
brutalny, przesiąknięty okrucieństwem i przemocą(jak sam główny bohater)ale
jednak.....Lobo sam w sobie jest niepowtarzalny. Niezaprzeczalnie jest
moim numerem jeden. Cieżko powiedzieć dlaczego.... . Świat Lobo jest zupełnie
inny, odarty z moralności, przesiąknięty absurdem. Dla przykładu można
podać Urząd Fiskusa i pracujących dla niego S.P.M(Specjaliści od Przejęcia
Majątku) którzy chociaż sami mogli kogoś dotknąć to ich nikt nie mógł(wyjatkiem
był Lobo). Kiedy miałeś u nich długi i nie spłaciłeś ich na czas Urząd
przejmował twój majątek....niby nic tyle że podczas przejmowania majątku
uśmiercano właściciela. Innym przykładem może być `Najgorsze Zachodnie
Więzienie o Zaostrzonym Reżimie i Strzelnica`. Na tejże strzelnicy strzelało
się do więźniów, katapultowanych w powietrze przez pracowników więzienia.
I wreszcie wspaniałe Mondo Carno z teleturniejem Gra Rzeźnika(chyba najlepszy
teleturniej jaki oglądałam ^_^), gdzie za każdego wykończonego przeciwnika
dostawało się nagrodę + to co zdobył przeciwnik. Zawodnicy poruszali się
po specjalnym, najeżonym różnymi pułapkami torze. Na Mondo Carno były jeszcze
i inne atrakcje jak np.: dla dzieci plac zabaw z królikami, które ukatrupiano
z pomocą siekier ; przejażdżka Tunelem Zagłady(tunel gęsto nabijany kolcami)
, czy Park Samobójców(pełen świrów obwiniętych dynamitem i osób które prosiły
o to byś je zabił). Komiks z Lobo napewno nie jest dla wszystkich. Zawiera
często dość drastyczne sceny zabójstw(a trzeba przyznać, że Lobo miał niekiedy
niesamowite pomysły na morderstwa) i specyficzny czarny humor.
Ojjj....zdaje się, że jeszcze niezbyt wiadomo jak wygląda Lobo.....no to
na zakończenie postaram się go opisać(przynajmniej tak mniej wiecej). Jest
on humanoidalną formą życia, zaszczytnego wzrostu 193cm. Jak to wojownik
może się poszczycić wspaniałymi mięśniami. Zazwyczaj jest ubrany w ciemnoniebieskie
spodnie i skórzaną kurtkę(przeważnie ma ona pourywane rękawy). Całości
dopełnia pas ozdobiony czaszką(na niektórych rysunkach także wybijany ćwiekami)+inne
drobiazgi których nie potrafię opisać. No i oczywiście nie można zapomnieć
o nawiniętym na prawe(chociaż w komiksie to różnie bywa - raz na prawym
raz na lewym)przedramię łańcuchu zakończonym potężnym hakiem - ta ozdóbka
często służy też do walki. Włosy koloru ciemnoszarego, zazwyczaj potargane
sięgają mniej więcej połowy pleców(zresztą zależy od komiksu), biała skóra
i czerwone oczy, czarne otoczki wokół ust i oczu.............coś mniej
więcej jak Sinister z X-menów(nie bijcie jak źle napisałam jego imię, ale
chyba idzie domyślić się o kogo mi chodzi?) i zęby z wyróżniającymi się
dłuższymi kłami.
Jeśli nic co napisałam w swoim arcie Cię nie zraziło, to być może także zostaniesz fanem Lobo. Spróbuj więc znaleźć komiks z nim(pewnie będziesz musiał poszperać wśród znajomych, bo w kiosku raczej nie znajdziesz). Podczas pisana artu słuchałam utworu Edypa Wraka "Zabiłem moją rodzinkę z zimną krwią".