Tyle było już polemik (i polemik do polemik) do tekstu pt. "Wszystkie dziewczyny to...". Nie chcę dołączać się do dyskusji, niemniej uderzyła mnie jedna z wypowiedzi Eddiego:
[Eddie: Skąpstwo i chamstwo, to liczenie na to, że poznasz kobietę bez ponoszenia kosztów. Owszem, można raz czy dwa zaprosić na spacer, ale przy trzecim czy czwartym wypada zaproponować knajpkę lub kino.]
Dobiłeś mnie w tym momencie... Nie każdy ma na knajpkę i kino. Powiem, jak wygląda sytuacja u mnie. Komputer, kupiony w lepszych czasach, stoi i służy tylko do czytania/tworzenia tekstów, bo ma popsuty napęd CD. Nie ma myszki, bo mnie na nią nie stać. Powiem więcej. Przez ostatni rok moja Mama musiała kilka razy brać kredyt w sklepie na chleb (sic!), bo nie mieliśmy pieniędzy WCALE. W kinie byłem, bo oszczędzałem przez 2 miesiące, żeby mieć te 10 zł na "Raport mniejszości". Swoją drogą warto było, polecam, film jest genialny. Nie piszę jednak o filmie. Pytam się Ciebie, Eddie, co mam zrobić, jeżeli "przy trzecim czy czwartym razie wypada zaproponować knajpkę lub kino". Podejdę do dziewczyny i powiem "Cześć, bardzo mi się podobasz, pójdziesz jutro gdzieś ze mną? Niestety, nie mam pieniędzy. Następnym razem też nie będę miał, nie licz więc, że kiedyś pójdziemy do kina. No chyba, że kupisz mi bilet." Ona na to "Ależ oczywiście, chętnie kupię ci bilet i postawię piwo!" i wszystko będzie OK. Super.
[Eddie:
Nie chcę bagatelizować ani też ignorować Twojego problemu, bo zdaję sobie
sprawę z tego jak ciężka jest taka sytuacja. Obawiam się jednak,
że zapędziłeś się trochę w swojej złości i jest ona - delikatnie mówiąc
- chybiona. Widzisz, przedstawiłeś mój komentarz, zapomniałeś jednak przedstawić
słowa, do których się odnosił.
A
tam mowa była o sytuacji, w której jednak jakieś środki na ten (kobiecy)
cel przeznaczyć można, ale się nie chce, bo podobno miłość nie istnieje,
a w kobietę nie warto 'inwestować', itd. I tego właśnie dotyczyła moja
wypowiedź. Natomiast Ty czepnąłeś się komentarza nie znając (prawdopodobnie)
tekstu od którego cała dyskusja wzięła początek.
Wyjaśnię
Ci to jednak - Mały napisał w swoim tekście ("Wszystkie dziewczyny, to
oszustki" - lub jakoś tak) o genialnym sposobie na utemperowanie kobiecie
nosa (a nie poradzenie sobie z sytuacją, w której nie masz pieniędzy).
Polegać to miało na tym, że zapraszasz dziewczynę do knajpy, a gdy przychodzi
do płacenia robisz ją w konia, mówiąc: "Zapomniałem portfela, nie mam czym
zapłacić". Miało to służyć upokorzeniu jej i sprawienia, żeby poczuła się
tak samo, jak facet, gdy jest zdradzany/oszukiwany przez nią (to, czyli
dokładniejsze przeznaczenie sposobu, wyjaśniło się dużo później - AM33
- sam sposób wciąż jednak uważam za niegodny prawdziwego mężczyzny). Później
dopiero wywiązała się dyskusja, z której wyrwałeś moje słowa. Następnym
razem, zanim się do czegoś przyczepisz, bądź łaskaw zapoznać się ze źródłem.
A jeśli już bierzesz się za cytowanie, to przedstawiaj cały wątek, żeby
było wiadomo o co chodzi i czego dotyczy cytowany fragment.
Dlaczego wy wszyscy wypowiadacie się na temat braku pieniędzy, o którym zupełnie nie macie pojęcia?! Pożyjcie sobie przez miesiąc za 500 zł na dwie osoby + pies (wliczając opłaty) i pogadamy, a jak nie, to nie pierdol jeden z drugim, że TRZEBA coś dziewczynie postawić, bo czasami NIE MOŻNA. Twoim zdaniem pewnie mam nie umawiać się z dziewczynami wcale.
[Eddie: Jak już wspomniałem, zupełnie źle to zrozumiałeś i niepotrzebnie się pienisz. Może inaczej, rozumiem Twoje wkurwienie, ale tylko i wyłącznie w odniesieniu do sytuacji takiej, jak Twoja. Muszę Cię jednak zmartwić, ja nie pochodzę z krainy miodem i mlekiem płynącej i bardzo dobrze wiem jak to jest nie mieć pieniędzy. Wiem również jak to jest, gdy bardzo by się chciało kogoś bliżej poznać mając jednocześnie świadomość, że potrzebne są do tego środki finansowe, których się nie posiada. I tylko dlatego jestem w stanie zrozumieć i usprawiedliwić Twoją chybioną złość, bo wiem jak czuje się człowiek będący w takiej sytuacji. Niestety, nie mam dla Ciebie żadnej rady (choć z pewnością zawsze można jakieś wyjście znaleźć), ale nie powiem też, że masz nie umawiać się z dziewczynami (bo to akurat rozwiązaniem problemu nie jest, a człowiek jest tylko człowiekiem). Uważam jednak, że to co piszesz nie ma zupełnie żadnego żadnego odniesienia do tego, co napisałem ja.
I Ty uważasz się za dorosłego, który pozjadał wszystkie rozumy i pieprzysz coś w stylu "A swoją drogą, dziewczyny w wieku 15-16 lat, to - za przeproszeniem - "siusiumajtki", które dopiero zaczną dojrzewać, ale potrwa to jeszcze trochę." I to jest następna rzecz, która mnie u Ciebie wkurzyła. Jeżeli mówisz o dojrzewaniu fizycznym - to OK. Zgadzam się Ale mówisz o psychicznym i tu się nie zgodzę (SURPRISE)! Nie ma tu żadnej reguły! Czepiasz się za uogólnianie typu "Wszystkie dziewczyny to oszustki", a sam piszesz "Wszystkie dziewczyny w wieku 16 lat to gówniary". A tu gów... eee, tzn. nieprawda. Jedni dojrzewają psychicznie wcześniej, inni później. Są ludzie w średnim wieku, którzy JESZCZE nie dojrzeli. Są ludzie w wieku 15-18 lat, którzy już zasługują na nazwanie ich dorosłymi. Niestety, oni mają na ogół pecha. Odstają od reszty. Są nazywani sztywniakami, bo na ostatniej imprezie nie lizali się z każdą osobą płci przeciwnej i nie chcą wymacać dziewczyny przy pierwszym spotkaniu. Po pierwsze: mimo moich 16 lat przeżyłem już bardzo wiele. Mam już w miarę sprecyzowany i myślę, że już dojrzały światopogląd. Wszyscy dorośli, z którymi rozmawiam na poważne tematy, potwierdzają to i uważają, że moje poglądy (np. na temat związków, uczuć, pieniędzy itp.) są dojrzałe.
[Eddie:
Ty piszesz o wyjątkach - z tym się zgodzę, bo wiem, że takie istnieją i
widziałem je nawet na własne oczy. Ja jednak mówię ogólnie. Pragnę Ci przypomnieć,
że też kiedyś (dawno, bo dawno :) ) miałem 15-16 lat i dobrze pamiętam
jacy byli wtedy moi rówieśnicy. I też znajdowały się wyjątki. Miałem znajomych
i przyjaciół w naprawdę różnych kręgach, subkulturach, usadowionych na
bardzo różnych szczeblach drabiny społecznej i wszędzie znalazł się jakiś
wyjątek - ale WYJĄTEK, czyli odstępstwo od ogółu. Poza tym, niejednokrotnie
mam okazję przysłuchiwać się młodzierzy szkolnej jadącej tym samym co ja,
porannym autobusem. Kochany, czasami aż uszy więdną, na lico pląs wstydu
występuje, a ja dochodzę do wniosku, że będąc w tym samym wieku, to było
ze mnie wcale uczciwe i grzeczne bobo.
Ty
możesz być wspomnianym wyjątkiem i ja wcale tego nie neguję, chwali Ci
się to bardzo. Mimo to obstaję przy swoim zdaniu, że ogół nastolatek/nastolatków,
to jeszcze 'siusiumajtki', które nie wiedzą czego chcą. ]
Poza tym uważam, że nie wszystko trzeba przeżyć, by móc o tym pisać. Myślę, że przyznasz mi rację, Eddie, ponieważ sam piszesz o rzeczach, o których nie masz pojęcia (np. brak kasy).
[Eddie: Zgodzę się z Tobą, ale tylko częściowo, a dokładnie rzecz ujmując, po przyjęciu założenia, że można mówić o czymś, jeśli ma się o tym przynajmniej jakieś wyobrażenie lub wiedzę teoretyczną. I śmiać mi się chce, gdy widzę jak po raz kolejny zarzucasz mi brak pojęcia o życiu z brakiem kasy. Kochany, nie tylko kasy mi w życiu brakowało, a żeby opowiedzieć Ci o co niektórych swoich zakrętach życiowych musiałbym poświęcić nie jedną noc, wierz mi. Inaczej mówiąc, nie zarzucaj komuś braku pojęcia, jeśli o życiu tego człowieka sam pojęcia bladego nie masz.
No i tyle do Eddiego. Dziękuję, przepraszam, pozdrawiam.
[Eddie:
Odpowiem w tej samej kolejności: Nie ma za co, nic nie szkodzi, nawzajem
:) A następnym razem, zanim kogoś - za przeproszeniem - zjebiesz, spróbuj
trochę opanować swoją złość i zastanowić się nad nią. W tym też już mam
niejakie doświadczenie i wiem co piszę :) ]
Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>
PS. Art stworzonym pod wpływem chwili, jednak przemyślany gruntownie po napisaniu. Nie chciałem obrazić nikogo, a zwłaszcza Eddiego. Przepraszam za przekleństwa.
[Eddie:
Eeeee tam, kląłeś dosadnie, ale z sensem i w odpowiednich, to znaczy podkreślających
wagę wypowiedzi, momentach, więc nie ma za co ;) A ja się nie obrażam,
po prostu uważam, że trochę - niepotrzebnie zresztą - się rozpędziłeś.
Pozdrówko :)
Słowo
na niedzielę. Wróć! Słowo komentarza na koniec - pierwotnie zamierzałem
na samiuteńkim końcu tego tekstu umieścić cały fragment dyskusji, z którego
autor wyciął moją wypowiedź. Zrezygnowałem z tego jednak, gdyż niepotrzebnie
zwiększyło by to rozmiar tekstu Doorshlaq'a a on sam mógłby sobie aż takiej
ingerencji w jego kompozycję nie życzyć. Zainteresowani, zaintrygowani
i zaciekawieni, jeśli tacy będą, i tak sami poszukają odpowiednich tekstów
:) ]
PS2. Ciekawe, kto pokocha nieśmiałego chłopaka bez pieniędzy i z przeciętnym wyglądem (chociaż z sercem i mózgiem...) :(
PS3. Słuchałem kasety Pink Floyd "Dark Side of the Moon".
[Eddie: Słuchałem Sentenced "Crimson" - chyba się starzeję, bo zaczynam za nowymi trendami podążać ;) ]
PS4. 7-mały-7, ale się ośmieszyłeś w arcie "Jaka naprawdę jest Ameryka?" :))) Po co kłamiesz, że tekst: "Hi. How are you. Im Emilia. Grzegorz is very nice. Thank's for him. I love poland. Bay" napisała dziewczyna z USA? Przecież tekst jest z błędami. Powinno być: "Hi. How are you? I'm Emilia. Grzegorz is very nice. Thanks for him. I love Poland. Bye." 4 (cztery!) błędy! Stary, nie rób z siebie idioty! Żaden Amerykanin nie zrobiłby tylu błędów w kilku prostych słowach! Komu chciałeś zaimponować? Nawet nie sprawdziłeś w słowniku, czy Twój fałszywy tekścik jest dobrze napisany. Śmiechu warte.