Gwiazdka

Gwiazdka
Spadła kiedyś gwiazdka z nieba prosto w kałużę. I nikt, do cholery, jej nie wyciągnął. Tydzień błagała, łkała niczym dziecko, z nadzieją spoglądając na przechodniów. Ktoś ją przydepnął, kto inny, dzieciuch jakiś, się potknął. Niegdyś ogromny płomień oświetlający kawał nieba nagle zaczął przygasać. W końcu gwiazdka zmarła. Zmarła, ale patetyczne słowo, zgasła po prostu. Nikt się nie przejmował niespełnionymi marzeniami, bo nikt jej nie wyłowił.
I kiedyś przyszła mała dziewczynka. Zaczęła grzebać w kałuży, rzucając wszędzie błoto. W końcu dogrzebała się gwiazdki, podniosła i wypowiedziała dwa słowa; "Fajny kamyk.", po czym z całych sił rzuciła gwiazdką o ścianę. 
I nikt nie powiedział, że to boli. Nie wierzył.
A gwiazdka istnieć przestała. Nie, śmierć jej nie zabiła. Nie w tym sensie. Marzenia wylądowały na ścianie.

Drogi czytelniku. Short ów napisany został pod wpływem chwili, przeciągającej się depresji jesienno-zimowej, braku snu i poczucia własnej wartości.
Jeśli kiedykolwiek poczujesz się jak ja, nie rzucaj gwiazdką o ścianę.

Shardac