JAK GŁĘBOKO SIĘGA PAŃSTWO?

Dziś sk8ovskich filozofii część kolejna. Grzebiąc w tonach makulatury zalegającej na stoliku w poszukiwaniu ciekawego tematu zauważyłem okładkę Newsweek'a (36/2002, wiem, że to numer wrześniowy, ale temat ciągle aktualny) krzyczącą 'Jak głęboko sięgnie państwo?'. A jako, że 'zalegam' z tekstami do Pressroom'u zaczynajmy...

Po przeczytaniu artykułu 'Jak głęboko może sięgnąć państwo' pierwszym zdaniem jakie się ciśnie na usta jest pytanie 'Jak długo i w jaki sposób jesteśmy inwigilowani?. A jesteśmy od lat w spisach, tabelach i statystykach martwymi liczbami, czasem nawet jesteśmy marginalnym błędem ;). Wolność. Wydaje nam się, że mamy jej tak wiele, chcielibyśmy mieć jeszcze więcej, a tak na prawdę sami nie jesteśmy nawet swoją własnością. A przynajmniej pełnoletni obywatele nie są swoją własnością, opłacają nawet swoje prawo do istnienia. Niby mieszkasz w swoim domu, na swojej działce (w blokach mamy nieco bardziej skomplikowane zależności) masz na wszystko pozwolenia i akty własności, ale tak naprawdę to wszystko jest państwowe, a ty jesteś dzierżawcą. Przy zakupie opłacasz podatek (płacisz zbywającemu tyle, żeby mógł zapłacić podatek dochodowy i jeszcze, żeby był zadowolony), później dzierżawa przyjmuje postać podatku od nieruchomości. Kupujesz coś (produkty, usługi) i płacisz VAT, państwo nie może nie przywłaszczyć sobie wyników czyjejś pracy. Zarabiasz, co niestety jest głównym czynnikiem pozwalającym przeżyć, i nie zarabiasz na siebie, podatek, który płacisz od dochodów pozwala utrzymać państwo. Cokolwiek robisz - płacisz od tego podatek :(. Pierwszy mandat (w moim przypadku za przechodzenie na czerwonym) jest automatycznym zapisem do sądowych ksiąg, od dziś jesteś 'karany', a jeśli byłeś tylko świadkiem, lub podejrzanym- jesteś 'notowany' (BTW: gdyby PKP pozwoliły graficiarzom pomalować pociągi nie byłoby takiego syfu w taborze, przynajmniej z zewnątrz). Płacisz ubezpieczenie - każde zwichnięcie jest w twojej kartotece. Siedzisz na interku - każda stronka zostawia 'ciasteczko'. Co byś nie robił - gdzieś to zapiszą. A czy tego chcesz, czy nie Polska jest fotografowana przez satelity szpiegowskie średnio pięć razy dziennie. Niby mamy demokrację, ktoś 'mądry' na historii powiedział, że demokracja znaczy władza w rękach ludu. Taki polityczny blef. Kontrola społeczna tego co się dzieje w sejmie i senacie ogranicza się do wyboru oligarchów, faktycznie rządzących krajem. To nie lud głosuje nad ustawami, nie lud podpisuje budżet, nie lud zawiera umowy i pakty.

Czy to źle? Nie każdy z nas posiada świadomość, jak trudne są decyzje podejmowane 'na górze'. Wydaje się, że od tak podpisują sobie nowy podatek, kontrakt na rosyjską ropę czy budżet, ale tak nie jest. Polacy mają to do siebie, że łatwo zmienić ich poglądy piękną mową. Może wynika to z niskiego w sumie poziomu wykształcenia (nie chodzi mi o to, że mamy mniej magistrów, tylko o to, co każdy z nich umie) i zbytniego konserwatyzmu. Wybraliśmy (no, ja nie wybierałem, za młody jestem :) matołów na posłów, i to już nasza wina. Jeśli chodzi o bezpośrednią kontrolę - chodzi o kontrolę, nie o cenzurę! Pomyślcie, ilu potrzebaby ludzi, aby skontrolować każdego sms'a, każdego mail'a itp? Każdy komunikat przechodzi selekcję, i jeśli nie zawiera treści odczytanych przez kompa za zagrażające komuś nie masz powodów do obaw. Mówisz o podglądaniu, że ci się to nie podoba. Jak się wstydzisz wieczornych masturbacji - twój problem. Każda forma nadzoru, jeśli tylko jest sprawowany przez kompetentne osoby, jest wręcz pożądana. Czujemy się bezpieczniej, kiedy widzimy kamery zamontowane na rogach ulic, ale nie chcemy, żeby weszły do pokoju domorosłego sapera, bo przypadkiem ktoś zobaczyłby również nasz bajzel. Jeśli masz czyste sumienie czego się obawiasz? Należy też pamiętać, że prawa nie powstały po to, żeby krzywdzić, tylko by zapobiegać krzywdom. I w wypadku prawa problem też stanowią ludzie je egzekwujący. Ale (qrde, nie pamiętam gdzie to czytałem, chyba w Enterze) powstaje nowy system Microsoftu, który podobno ma uniemożliwiać kopiowanie płytek, crackowanie programów i odsłuch mp3. Strasznie zły, nie? Bo nie pozwala kraść, a jak tu żyć bez kradzieży? No powiedz, hulasz na oryginalnym Windowsie (Linucha pewnie nie znacie :(? Internet w coraz większym stopniu jest cenzurowany, ale nikt nie wyrzuca stronek fanów nielegalnie używających loga gierek (chociażby dlatego, że to darmowa reklama) czy odstępujących własną twórczość, ale crackerów już powoli zaczynają usuwać... Może gości udostępniających warez za friko można jakoś usprawiedliwiać (jak?), to kolesi, którzy biorą kasę za kradzione rzeczy należy wsadzać (ludzi, którzy to kupują też!). Może teraz ci się zdaje, że okradasz milionerów i jak Robin Hood dajesz biednym, czyli sobie, ale kiedy poznasz życie i ciężką pracę będziesz pewien, że mam rację.

Kiedyś i tak będziemy musieli dokonać wyboru między bezpieczeństwem a poszanowaniem własnej prywatności. I lepiej, abyśmy to my decydowali, a nie ktoś, kto działa ponoć w naszym imieniu. Nadzór rozpoczyna też błędne koło, bo kto będzie sprawdzał sprawdzających? A kto sprawdzających sprawdzających...

Ferenczy

P.S.'(...)Szukam stylu
ukryty pośród innych tylu
zaginiony jak Atlantyda
- Legenda wciąż żywa.
Owe aspekty odkrywam.
W oceanie życia pływam.
Kiedyś dojdę do celu...'
Oby, oby...

P.P.S. Co wy w tych mp3 widzicie? Tacy z was melomani, to podłączcie sobie kompa do wieży i słuchajcie tego syfu. Order uśmiechu temu, kto wytrzyma dwa utwory na pełnym nagłośnieniu. Nie mam też ochoty czytać tekstów w stylu 'ja mam oryginalną windę", bo na te słowa nie ma pokrycia :P.