INTELIGENCJA

Vitka! Ufff.. miałem kilkadziesiąt kłopotów w jeden dzień, ledwo co się wygrzebałem (do 6 nie miałem windy, a 14 yoosh martwa krecha, BTW: nie bójcie się Linux'a, Linuch RLZ!). Ledwo co się wygrzebałem i już przybyłem coś truć. Mam nadzieję, że moje texty czyta ktoś, kto się z nimi zgadza, ale widzi dziury. Za ewentualne uwagi dziękuję takim osobom. No, ale pasuje objechać jakiś temat... Biere gazete (tak mówi jeden z hipersupermegainformatykoof w moim cudownym liceum :), a dokładnie Politykę i znów się będę wyżywał. Polityki w moim wydaniu macie yoosh chyba dość, więc dziś popastwię się nad wami (a przynajmniej nad częścią) bezpośrednio. W numerze 47 (2377) w arcie 'Marichuana, Che i inne ideologie' Mariusz Janicki szuka odpowiedzi na pytania dotyczące dzisiejszych studentów. I mimo wszystko nie znajduje odpowiedzi, wręcz tylko uwypukla coraz to nowe powody i pateny na podziały wśród młodych ludzi.

Czy studenci są problemem? To może dziwne pytanie, ale w przygotowaniach do matury muszę oswajać się z takimi głupotami ;). Wydaje się, że nie, jeśli tylko nie patrzy się z punktu widzenia rządzących. Ale dziś już wśród słuchaczy na wyższych uczelniach coraz mniej wywrotowców. A jak to się stało, że kiedyś tak bojowa część społeczeństwa położyła uszy po sobie i 'zasnęła'? Studenci od lat mają zwyczaj zaliczania samych siebie do 'inteligencji'. Nic z tego, że ta studencka 'inteligencja' niewiele ma wspólnego z inteligencją z psychologii (czego przykładem jest jedna z rzeszowskich szkół wyższych (prywatna!) zwana dzięki poziomowi swoich uczniów 'buraczanką' :) dla nich jest to jeden z powodów, aby poczuć się kimś lepszym. A 'inteligencji' od lat 'wypada' po prostu się sprzeciwiać. Inteligencja to ta część społeczności, która ma różnić się od zwykłych ludzi pędzących po ulicach z domu do pracy i z pracy do domu. Sprzeciwiać się wypada więc całą gębą, jak najgłośniej, nie ważne czy z sensem. Wszyscy wiemy, że życie składa się przede wszystkim z wyrzeczeń. A tego student nie zniesie... Tak było kiedyś. Dziś, tak w okolicach trzeciego roku student jest w apogeum samouwielbienia (potem zaczynają się ciężkie sesje...), uważa się za specjalistę we wszystkim. Tak więc ważną nie jest już wyssana z palca (nie ze względu na słuszność, tylko przez utopijność) ideologia, inteligencja, otwarty i sprawnie działający umysł, dziś ważne jest coś, co można porównać z głównym założeniem Kalwinizmu - jeśli ci się dobrze powodzi to znak, że jesteś kimś lepszym, umiesz ruszyć główką (czytaj: kraść), :,... Więc każdy z naszych kochanych kolegów i koleżanek jest the best, tylko jakoś tak nikt nie chce ich zatrudnić, a jeśli już chce, to daje tyle, że nikt nie ma ochoty pracować za taką jałmużnę. A odpowiedź jest tak prosta, że aż hahawa się trzęsie. Uniwersyteckie ideologie wyciekły na podwórka, stały się udziałem pospólstwa, a 'inteligencja' powinna się od tego pospólstwa odcinać. No cóż, mamy 'demokrację', każdy dopasowuje ideologię do siebie, nie siebie do ideologii, możesz się przylepić do czego chcesz. Więc nie ma wyjścia, tu skini i anarchiści wchodzą na salony, chcą dokonać czegoś w polityce, ale to już jest udziałem pospolitych budrysów z pod bloku. Kasa, to czego brakuje w dzisiejszych czasach społeczeństwu, a co wreszcie nie będzie raczej jego udziałem :(. Więc 'inteligenci' rodem z polskich uniwerków wyruszają w świat i pokazują połamane pazury. Wszystkie wymienione w artykule związki poza młodzieżówkami LPR i SLD mają na celu polepszenie warunków uczenia się i przyszłego życia. Nic złego. No i jeszcze chore feministki. Chore? Odważne (a nazwijcie to jak chcecie, nie jestem przeciwnikiem idei, tylko jej opakowania) zdanie (nie ma to jak odpowiednio się dowartościować ;). Ciekawe, co by taka feministka powiedziała, gdyby otrzymała strzał między oczy (nigdy nie uderzyłem dziewczyny, sytuacja czysto teoretyczna). Walczą o równouprawnienie, a taki wypadek wynika z matematycznego rozumienia części '=' w nazwie równouprawnienia. I jestem za tą niesprawiedliwością, która każe mężczyźnie pracować dłużej, mając jednocześnie mniej urlopu i t. d. (a chciałbym urodzić sobie synka ;). Ta głupota jest jedną z kilku opartych na tych właśnie ideologiach, które każą odrzucić wszelkie ograniczenia. A ludzkość dla poprawnego funkcjonowania potrzebuje ograniczeń. Największą chałą jest punkowo-anarchistyczne patrzenie na świat (choć inne nie są lepsze). Każdy inny- wszyscy równi. Czysta prawda i tak oczywista, że nie zwracamy na nią uwagi, bo 'wszyscy równi'. Ale 'każdy inny'- nauczmy się SZANOWAĆ swoją odmienność. Jest jeszcze sprawa 'artystów'. Kiedyś (szczególnie w czasach historycznych) sztuka była jedyną możliwością przekazania na szeroką skalę swoich myśli. Dziś 'artyzm' jest na porządku dziennym, we wszystkich grupach społecznych są ludzie mający samych siebie za artystów. I ten szmirowaty artyzm stał się niemalże patologią. Nakociło nam się w ostatniej dekadzie pseudoartystów jak w żadnym innym kraju. Wchodząc do księgarni należy założyć przyciemniane okulary, aby nie oślepnąć od cukierkowych okładek marnych prac (lecz zawsze jakichś prac, to też ważne!). Tak już się utarło, że ważniejsze jest opakowanie niż zawartość. Teraz byle kto może zostać 'natchnionym', byle zmieścił się w kanonach, spróbował do nich dopasować tak, żeby każdy mógł na pierwszy rzut oka porównać go z DaVincim. Artyści są też kimś 'wyższym' niż szara społeczność z śródmieścia, im udało się 'zrealizować' marzenia. Zrealizować znaczy sprzedać.

Staram się szanować wszystkie poglądy i wiem, że na łamach Pressroom'u to nie wychodzi, ale tu chodzi właśnie o to, żeby coś pokazać z jednej strony.

I co teraz? Nie wiem. Za rok przy dobrym wietrze przede mną matura, pewnie dołączę do studentów, ale mam nadzieję, że pozostanę tym, kim byłem (a może jednak zostanę feministką? ;). A studenci kiedyś się skapną, że 'inteligencja' bierze udział w pospolitym wyścigu szczurów, i zapewne postara się mu sprzeciwić. Nie napisałem niczego odkrywczego, to tylko pewne prawo rządzące uniwersytecką 'inteligencją', do której dąży pospólstwo, a która przed tym pospólstwem umyka co sił... Zresztą u większości ludzi w pewnym wieku przychodzi opamiętanie i tylko nieliczni zostają zbuntowani, reszta zajęta jest po prostu życiem.

Ferenczy

P.S.'(...) Nie twierdzę, że dorosłem do decyzji, by gadać za innych
bo to wymaga precyzji w większym stopniu.
A nie brakuje tych, co reagują na świat
jak po opium.
(...)Też mam tak, że tracę chęci,
gdy los pędzi w stylu extreme
by dystans zwiększyć.
Zero łaski, zero wzruszeń.
Ja sam w tym znów się uczę.
Uciec by uniknąć wykluczeń
nie da się.
Czarno na białym
co jest źle...'
Uhhhh, samo życie i mistrz O.S.T.R.

P.P.S. Pozdrowienia dla studentów, a w szczególności feministek i punków-anarchistów. Wiem, że jest też cała góra plusów, ale minusy należy zauważać i eliminować, po to, żeby było lepiej... Ripost pisanych przez studentów nie będę nawet czytał, wysyłajcie je na adres Pressroom'u, niech się the_chest męczy ;). (niech się męczę...)