Wstępniak

Opowiadania Czytelników

 

Bonusik

Powrót do
AMaga

 

:::: Royal Gryffin ::::

-------------------------------------
<< poprzednie :::: następne >>
-------------------------------------

Wilgoć

 
 

Było to miasteczko, jakich jest wiele w naszym kraju. Brudne ulice przedmieścia, zadbany zgrabny rynek, ratusz - siedziba spasłych urzędników. Kościół pamiętający stare odległe lepsze czasy. Szkoła podstawowa i jedno niewielkie liceum kształcące światłą młodzież..... Komisariat policji wypełniony po brzegi wszelkiego rodzaju aktami. Remiza z wiecznie pijanymi strażakami. Dworzec autobusowy nie zasługujący na to miano. Odrapane mury i popisane przejścia podziemne. Szarzy ludzie i szare ulice. Kilka sklepów podupadających z powodu pojawienia się hipermarketu. Kilku dresiarzy, skinów, skate i innych młodych światłych ludzi. Każdy każdego nie tyle, co znał, ile przynajmniej widział tzn. znał z widzenia. Zadziwiające, ale wydawałoby się, że tu nie sięgają sprawy wielkiego świata, że tu nadal panuje ten błogi stan nieświadomości. Nic bardziej mylnego. Pod tą przykrywką sennej i powtarzającej się codzienności rozgrywały się najcięższe dramaty, ale gdzież ich nie ma? Po niedawnych wyborach pozostały jeszcze straszące przechodniów plakaty z obietnicami uśmiechniętych wypudrowanych twarzy polityków. I tak zwycięstwo odniósł tylko jeden i tylko ten usunął swoje reklamy ze słupów, przystanków i wszelkich innych budynków. Reszta pozostała niemymi obserwatorami, spoglądającymi teraz swoimi martwymi i nienawistnymi oczyma na przemykających w pośpiechu ludzi.

Pogoda nie zachęcała do spacerów. Siąpił lodowaty deszczyk. Wiatr w porywach potrafił wywinąć parasol na druga stronę, co dawało dość komiczny efekt, będący śmiesznym jedynie dla tych, którzy mogli to wszystko obserwować z plakatów swoimi nieżywymi oczyma. Właścicielom parasoli nie było wcale do śmiechu. Wszystko było mokre. Wilgoć dosięgała najszczelniej zakrytych zakamarków świadomości. Stawianie jej oporu było bezcelowe. Sam fakt walki z wilgocią wdzierającą się do umysłu obezwładniał ofiary. Po przegranych starciach z wrogiem pod postacią wilgoci zarażeni obojętnością i zwątpieniem wędrowali wśród mokrych i wilgotnych ulic miasta. Nawet reflektory samochodów miały taki dziwny żółty chorobliwy poblask. Wszystko przytłaczało w tym krajobrazie, nawet słońce nie miało ochoty na to spoglądać i schowało się wysoko za chmurami.

Ludzie wędrowali w milczeniu, w milczeniu się porozumiewali, bez słów rozmawiali. Może im się to wszystko wydawało, może nie rozmawiali ze sobą tylko to był ten głos w ich głowach. Szeptał coś w niezrozumiałym języku słowa nie były znane, ale wyczuwało się intencję oratora. W każdej głowie mówił to samo. Co mówił tego nie wiem, bo nie mogę tego powtórzyć, musiałbyś to usłyszeć sam. Ale takie sytuacje nie dzieją się zbyt często. Kto był właścicielem tego głosu, gdzie znajdowało się źródło tego rozbrzmiewającego w zarażonej wilgocią świadomości dźwięku?? Dlaczego kazał im snuć się codziennie po tych samych ulicach z tymi samymi uczuciami? Jaki miał w tym cel, czy to mu do czegoś było potrzebne. A może ten głos był kierowany innym jeszcze głosem wewnątrz własnego jestestwa? A może i z kolei ten głos głosu miał i swoją wilgoć??? Chorobę niczym robak toczącą jego myśli, nakazującą mu postępować tak, a nie inaczej.

Wyobraź siebie między tymi zarażonymi wilgocią. A może już jesteś chory, a może i ja też? Możliwe. Wiem jedno, że chodzenie z nimi w tym ich błędnym kole nie należy do rzeczy przyjemnych. Na początku nie odczuwasz nic nie przeszkadza ci to, znajdujesz nawet swoistego rodzaju przyjemność w błądzeniu po zakamarkach rzeczywistości znajdując się w nierealności. Potem przechodzisz w rutynę i staje ci się to chlebem powszednim. Stajesz się jednym z wielu oddalających się od świata zarażonych. Chcesz coś zmienić i jak zwierze złapane w sidła rzucasz się na lewo i prawo. Rzucanie się nic nie daje, tylko pogrąża cię bardziej w otchłani bagniska ludzkości. Chciałbyś spojrzeć znów w słońce, ale w twojej duszy panuje niepogoda, nie stwarzasz odpowiednich warunków dla słońca, sam produkujesz bezwiednie chmury raniące je w samo serce, potem pada deszcz.......
Wszystko spływa we krwi. To twoje ideały umierają to ty sam się zatracasz w szarej codzienności, toniesz i nie ma już pana ratownika z pomarańczowym kołem ratunkowym. Próbujesz wołać, krzyczeć, ale w bezsilności tylko otwierasz usta i nic nie słyszysz, ponieważ jesteś zagłuszony tysiącami i milionami podobnych nawoływań, czekasz aż ktoś wyciągnie rękę aż powie: chodź, powstań, to ja świat realny.....
Nie bój się nie kryj się, uzdrów się sam. Szukasz rozpaczliwie ciepła, szukasz swoimi przygasłymi od zmartwień oczyma nikłych promieni słonecznych, ale jedyne światło, jakie napotykasz na codziennej trasie wędrówki zarażonych to światło chorobliwie żółtych reflektorów samochodów. Rwiesz z głowy kępki włosów. Próbujesz przemówić do sąsiada podążającego ta samą ścieżką i on próbuje odpowiedzieć, ale po chwili wszystko się rozmywa w odbiciu wystawy sklepowej zroszonej deszczem, krwią........
Nie rozumiesz sam siebie. Dumasz nad tym, kim jesteś i jaki byłeś. Któż powinien znać odpowiedzi na te pytanie jak nie ty sam. Tymczasem tak nie jest, ty nawet nie znasz odpowiedzi na pytanie: jak masz na imię. Nie jesteś nawet już tego pewien. Inni ludzie ci nie pomogą, bo oni sami nie znają swoich odpowiedzi. To ta cholerna wilgoć.......
Twój umysł już nie ma nadziei twoja dusza obumiera jak kwiaty usychają przed nadejściem mrozów. Jedynie w sercu tli się jeszcze malutki płomyk jasnego białego światła, płomyk czysty i nieskazitelny, płomyk delikatny, przyćmiony ogromem ciemności panującej wewnątrz. Płomyk chwiejny na wietrze, z największą troską próbujesz go pielęgnować i podsycać, kryjesz go przed smutnym wzrokiem innych. Ale nie jesteś w stanie go uchronić przed wypaleniem czy zgaszeniem przez porywisty wiatr i deszcz krwi.... Jesteś głupcem......... i wy wszyscy zarażeni też. My wszyscy.........

Takie to zwykłe miasto, jakich wiele w naszym kraju............ Pełne nieżywych oczu, umysłów, nieświadomości, obumarłych jestestw, krzywych zwierciadeł...........
A Ty wiesz jak masz na imię? Wiesz kim i czym jesteś?? Masz ratownika z pomarańczowym kołem???

 

Royal Gryffin

phantazm@interia.pl


Wyślij Opowiadanie