Wstępniak

Opowiadania Czytelników

 

Bonusik

Powrót do
AMaga

 

:::: Mariusz Saint ::::

-------------------------------------
<< poprzednie :::: następne >>
-------------------------------------

Dzień z życia ucznia

 
 

Obudziło mnie szczekanie psa sąsiada. "Zdjąłem" za pomocą snajperki najpierw psa, a potem sąsiada. Dobrze, że reszta mieszkańców jeszcze spała i nikt się nie wychylił, aby sprawdzić, co się stało; szkoda nabojów. Powtórzyłem moje motto: "damn the present day, fuck the present day", zerwałem kartkę z kalendarza i postanowiłem znowu rzucić się w bagno, jakie przynosi każdy nowy dzień. Umyłem zęby, przepłukałem szklanką spirytusu. Wziąłem ze stołu resztkę pieniędzy, które klasa powierzyła mi w nadziei, że wpłacę je na wspólne konto (wniosek - dobrze jest być skarbnikiem) i udałem się do sklepu w celu kupna niezbędnych do życia artykułów spożywczych. Schodząc po schodach kopnąłem kota. Kot nie zareagował, bo był od wczoraj bardzo martwy. Napił się kwaśnej wody z kałuży.

W sklepie jakiś tłustawy pan dzielił się z ekspedientką swoją wizją przyszłości kraju: "oni nas wydoją do reszty, przez ten rząd zdechniemy z głodu!", Po czym kupił 12 kilo szynki królewskiej i zapłacił dwusetką. Zabawne, pozwoliłem mu odejść z życiem. Co nie znaczy, że odszedł w całości - dłoń z banknotem powędrowała do kasy. Dlaczego? Zabrakło 3 zł, a tasak ekspedientki był nowy i wymagał sprawdzenia w warunkach bojowych. Po kupieniu żółtego sera (a może białego "z drugiej ręki') wróciłem do domu - na szczęście miałem odliczoną kwotę. Zjadłem śniadanie, zarzuciłem zwyczajowe 40 kilo ładunku na plecy (5 % - książki i zeszyty, 95 % - przybory szkolne: kilka granatów, poręczna dwururka na bliskie spotkania, snajperka, uzi oraz moje ukochane dziecko - długi na dwa metry, szeroki na pół metra miecz - używam go w ostateczności, gdyż nie lubię go brudzić - czasy teraz niepewne, można chwycić EJC lub inne BSE) i ruszyłem do szkoły, dumy naszego miasta: Zespołu Szkół Elektroniczno - Militarnych.

Postanowiłem dla żartu (i możliwości wyżycia się) pójść przez planty. A raczej po obrzeżu plant; środek zarósł tak, że trudno było się przezeń przedrzeć, a w środku można było się natknąć na surwiwalistów, stanowiących kiedyś oddziały policji - parę naście lat temu mafia legalnie przegłosowała rozwiązanie tejże. Na jednej z ławek siedziała grupa "złotej młodzieży" z 13 LO. Łatwo poznać, skąd są - po braku uzbrojenia (wyrzekają się przemocy, przez co do matury dożywa 9 % uczniów, a tych, co przeżyli maturę było przez ostatnie 50 lat trzech). Gorzej rozpoznać, czy to chłopaki, czy dziewczyny - wszyscy tonęli w tych swoich polarach, nosili krótkie blond-włosy oraz kolczyki i diament w nosie. Nie wkurzało mnie to - wkurzyło mnie coś innego: wszyscy przesyłali sobie SMS-y, mimo że siedzieli zaraz obok siebie oraz śmiali się głośno, kiedy takowy otrzymali. Rzuciłem im granat - ostatni z niezbyt udanej serii produkcyjnej (czasem odbijały się, jak chciały - byłbym dostał za to parę uwag, ale na szczęście jednemu nauczycielowi urwało ręce, a drugi nie miał do tego głowy). Jeden tylko przeżył, ale urwało mu nogi. Szybko zebrał się tłum gapiów. "Co, do domu już nie dojdziesz!" - śmiali się serdecznie. Reszta drogi do szkoły upłynęła spokojnie - czołgopekaesy były zbyt dobrze opancerzone, aby z nimi zadzierać. W samej szkole było nudno - to był koniec miesiąca, więc po serii wyczerpujących sprawdzianów wszystkim już brakowało amunicji. Dzisiaj jedynie nauczyciel P.O. oberwał w ramię: wynikało to z braku uwagi uczniów; nauka przysposobienia obronnego w dzisiejszych czasach to tak samo, jak nauka alfabetu na studiach polonistycznych.

Droga do domu również wypadła spokojnie - jedynie grupa ku-klux-klanowców wieszała na drzewie zwolennika gry czarnoskórych w reprezentacji Polski (łatwo ich poznać - po koszulce z napisem "kiedyś znowu zagramy w Mistrzostwach Świata!"). Gość darł się w niebogłosy, więc jakiś dziadek wychylił się z okna swojego domu: "Bawcie się ciszej dzieci, ciszej trochę proszę!" "S[...]j dziadku!" - usłyszał miłośnik ciszy i schował się z powrotem. Jeden z ku-klux-klanowców jednak powiedział: "Ty, on ma rację! Lepiej poderżnijmy mu gardło!" "Jak to? I powiesimy go martwego!? Poza tym okrwawi nam sznur!" Zostawiłem ich z tymi problemami estetycznymi i poszedłem prosto do domu. Tam zapuściłem moją ulubioną płytę na wieżę i zabrałem się za odrabianie zadania. Zadane było wypracowanie na temat: "Dlaczego Konrad Wallenrod musiał użyć podstępu wobec Krzyżaków?" Odpowiedź jest jedna, krótka i prosta: "Bo żył w okrutnych czasach."

Poszedłem spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

 

Mariusz Saint

mariuszsaint@interia.pl


Wyślij Opowiadanie