Wstępniak

Opowiadania Czytelników

 

Bonusik

Powrót do
AMaga

 

:::: Ixchel ::::

-------------------------------------
<< poprzednie :::: następne >>
-------------------------------------

Zemsta

 
 

[Małe wyjaśnienie: Opowiadanie pojawia się w kąciku raz jeszcze, tyle że tym razem niepocięte i (mam nadzieję) bez tzw. robaczków. Przyjemnego czytania - R.]

Rano obudziłam się, jak zwykle, bez pomocy budzika. Jacek jeszcze spał, więc skierowałam swoje ciche kroki do łazienki. Po kilku minutach usłyszałam pogwizdywanie dochodzące z kuchni. Wychyliłam się przez drzwi.
- Wstałeś już? - Głupie pytanie, oczywiście, że wstał.
- Tak, Kochanie.
- Czy mógłbyś zrobić mi kawę?
- Jasne, Kociaku.

Jego dobry nastrój dało się łatwo wytłumaczyć, tym, co robiliśmy wieczorem. Koszula, w której sypiał była pognieciona a na twarzy królował nieco głupawy uśmiech.

Śniadanie zjedliśmy prawie w milczeniu. On delektował się swoją jajecznicą, ja jogurtem wiśniowym i razowymi bułeczkami. Od czasu do czasu spoglądałam na niego z uśmiechem, żeby nie pomyślał, że coś jest nie tak. Był bardzo inteligentnym facetem i dobrze mnie znał, więc w większości przypadków potrafił po minie odczytać mój stan ducha. Tym razem jednak udało mi się go oszukać.

Do pracy wyszłam o czasie, miałam ze sobą wszystko, czego potrzebowałam, czteroletnie auto było czyste i zatankowane. Odkąd Jacek zaczął mnie zdradzać moje życie stało się niezwykle uporządkowane i zaplanowane. Łudziłam się, że jeśli wszystko będzie tak, jak trzeba, on wreszcie się opamięta i nawróci na monogamię.

W biurze zajmowałam się tworzeniem projektów, prowadzeniem rozmów oraz robieniem dobrego wrażenia. Nadawałam się do tych rzeczy idealnie, byłam wykształcona, ułożona i taka przewidywalna. Po wypełnieniu swoich służbowych obowiązków, na które składało się przesiedzenie siedmiu godzin w sztucznie oświetlanym, nudnym i frustrującym pomieszczeniu, postanowiłam zrobić mały spacer po rynku. Kupiłam sobie jaśminowy olejek do kąpieli i nową szminkę. Odwiedziłam też fryzjera. Moje włosy były teraz krótsze i przeplatane słonecznymi refleksami. Niestety, te działania nie były wynikiem mojej kokieteryjnej natury, lecz rozpaczliwą chęcią zwrócenia na siebie uwagi.

Po powrocie do domu nastawiłam obiad, jednak bez nadziei, że Jacek zjawi się nań bez spóźnienia. Nie pomyliłam się. Przyszedł wpół do siódmej, tłumacząc, że miał dużo zajęć. Z początku nie zauważył zmiany, jego myśli wciąż jeszcze krążyły wokół ciała tamtej kobiety. Gdy w końcu spostrzegł, zaczął obrzucać mnie komplementami ("uroczo, Skarbeczku"), na koniec zaś powiedział, że to dobrze się składa, bo jesteśmy zaproszeni na pewną uroczystość w przyszłym tygodniu. Uroczystość, na której zapewne będą wszystkie jego znajome, a ja będę się musiała z nimi grzecznie witać i (O Boże!) rozmawiać, także o tym, jakim to Jacek jest cudownym mężczyzną.

Nie cieszyłam się na tę imprezę, lecz nie mogłam przecież puścić go samego. Kupiłam więc niezwykle seksowną, czarną "kreację" i postanowiłam zrobić konkurencję tym jego wywłokom. Ogólnie, to mój plan wypalił, pomijając te kilka tańców z koleżankami z pracy, które mogły być rzeczą zupełnie naturalną, gdyby Jacek nie szeptał niektórym partnerkom terminów kolejnych spotkań. Co prawda, nie miałam pewności, że tak było. Ale takie rzeczy się czuje. No i doszła do tego podsłuchana rozmowa, w trakcie której Jacuś przyrzekał jednej ścierce, że jest jedyną jego miłością. Żałosne. Musiał je tak okłamywać, żeby z nim sypiały.

- Dobrze się bawiłaś, Słoneczko? - zadał pytanie, na które praktycznie istniała tylko jedna poprawna odpowiedź.
- Tak, było bardzo przyjemnie. Poznałam wielu twoich znajomych z pracy. To świetni ludzie.
- Też tak sądzę. Tworzymy naprawdę zgrany zespół.- hm... zgrany?
- Chciałabym ich bliżej poznać. Nie zapomnij mi, proszę, powiedzieć o następnym takim spotkaniu.
- Oczywiście, Skarbie. A teraz jazda do domu, bo jestem strasznie zmęczony. Zrobimy sobie kąpiel z dużą ilością piany. Wiesz, ta dwuosobowa wanna to był jednak wspaniały pomysł.
- Od początku tak twierdziłam. Ruszaj, masz zielone.

W nocy śnił mi się bankiet. Jacek znów tańczył z koleżankami. Tym razem jednak nie było to takie niewinne. Jedna z nich objęła go nogami w pasie i namiętnie się o niego ocierała. Gdy to zobaczyłam nie wpadłam jednak w furię. Byłam już przyzwyczajona do takich sytuacji, do wyobrażeń jego z tamtymi, nagich. Zdenerwował mnie jednak ten taniec i w ramach wynagrodzenia sobie jego niewierności pojechałam na rolkach kupić kiwi.

Obudziłam się zmęczona. Nie z powodu niewyspania, lecz tej całej sytuacji. Można by spytać, czemu jeszcze z nim jestem. Odpowiedzi było kilka. Po pierwsze nie miałam dowodów, ale na co ja głupia czekałam, że zastanę go z jakąś w naszym łóżku? Dowody były, lecz ja bałam się je uznać. Po drugie kochałam go i byłam z nim mocno związana. Parą byliśmy od czterech lat. Zdążyłam się już przyzwyczaić do nawet najśmieszniejszych jego nawyków, do tej jego dbałości o szczegóły i do perfekcjonizmu. Po trzecie bardzo lubili go moi rodzice i przyjaciele (wróżący nam rychły ślub, byliśmy przecież tak zgraną parą). Poza tym bałam się odejść. To by oznaczało zaczynanie wszystkiego od początku, szukanie faceta, bez którego życie wydawało mi się niemożliwe. Nawet samo rozstanie budziło we mnie grozę. Nie byłam pewna, czy dam radę powiedzieć mu w oczy co myślę i nie ugiąć się przed jego błaganiami. Musiałabym też wytłumaczyć się przed znajomymi, chociaż znając mściwość Jacka nie miałoby to sensu. Rozpowiedziałby wszystkim, że jestem bardzo przemęczona lub po prostu stuknięta (burzyć tak idealny związek? Nonsens) i "że on nie chce być z wariatką, która go i tak podobno zdradzała".

Tak więc nie szykowało mi się rozstanie. Szykował mi się za to służbowy wyjazd do Monachium. Termin - 24 lipiec (za dwa tygodnie!). Postanowiłam wypocząć i dobrze się zabawić. Nie miałam jednak w planie zdradzenia Jacka dla zemsty. Wiedziałam, że to nie przyniesie ulgi, za to sprowadzi nowe kłopoty i poczucie poniżenia. Swoją drogą dziwne było, że Jacek do tej pory nie czuł się jeszcze jak dziwka. Sypiać z tyloma kobietami (naliczyłam sześć etatowych i dodatkowo kilka "jednorazówek", nie na raz oczywiście) i nie czuć do siebie wstrętu. To chyba sprawa bardziej odpornej męskiej psychiki, a może po prostu łajdaczy charakter.

Nadszedł dzień wyjazdu. Jacuś mój kochany zawiózł mnie na lotnisko i ze łzami (szczęścia) w oczach się ze mną żegnał. Lot minął w miłej atmosferze, ponieważ okazało się, że na to sympozjum leci ze mną kilku dawno nie widzianych znajomych.

Zakwaterowani byliśmy w czterogwiazdkowym hotelu, do dyspozycji duża sala konferencyjna, sala balowa, bufet, centrum odnowy biologicznej i sauna. W tej ostatniej nigdy nie byłam, więc zaraz po przyjeździe udałam się na seans. Był to jednak poroniony pomysł, bo przy mojej niewydolności oddechowej musiałam dochodzić do siebie półtorej godziny.
Pierwsze zebranie o 12.00. Później czas na zwiedzanie miasta, o siódmej uroczysta kolacja, w trakcie której odbędą się prezentacje firm. Nuda przeogromna, do tego trzeba było siedzieć prosto, ładnie się uśmiechać i jeść z gracją, ponieważ byliśmy filmowani. Siedziałam przy stole z jeszcze siedmioma osobami, w tym mój szef, który bezlitośnie kazał nam wysłuchiwać swoich dowcipów.
- A znacie to o blondynce i buldogu?
- Daj spokój, Janusz. Nie zanudzaj swoich najlepszych pracowników.- Żona pana Gadomskiego wielkodusznie się nad nami zlitowała.

Wymknęłam się przedwcześnie, przytłoczona takim tłumem. Szłam dumnie i pewnie. Nagle spostrzegłam wysokiego mężczyznę, zamykającego drzwi od pokoju, który znajdował się nieopodal mojego. Mężczyzna wyprostował się i obrócił w moim kierunku. "Tomek!!!" krzyknęłam w myślach, moje serce zaczęło bić mocniej. Zachowałam jednak zimną krew i z lekkim uśmiechem na twarzy podeszłam, by się przywitać. Był zaskoczony tak samo, jak ja.
- Cześć!! Nie spodziewałem się ciebie tutaj - Tomek zainicjował rozmowę.
- Słyszałeś o tej firmie, która prowadzi negocjacje z Morass Corporation ?
- Tak, chodzi ponoć o duży kontrakt.
- Pracuję w niej - ale za mnie ważniak - A ty czym się tu zajmujesz ?
- Moja firma zorganizowała to sympozjum na potrzeby takich, jak twoja.

Rozmawialiśmy jeszcze kilka minut, aż doszliśmy do wniosku, że pójdziemy do baru na drinka pogadać o przeszłości. Na prezentacje i tak nie mieliśmy zamiaru wracać.

Tomek podobał mi się kiedyś. Widać nie przeszło mi jeszcze, skoro zareagowałam na jego widok tak emocjonalnie. Był wysokim, śniadocerym szatynem i miał nieodparty urok osobisty. W liceum, bo tam go poznałam, podobał się wielu dziewczynom. Miał opinię kobieciarza, co nie było jednak do końca zgodne z prawdą. Uśmiech Tomka był niezwykle szczery i ujmujący; miało się ochotę pogładzić palcami jego silną szczękę i czerwone usta. Rozmawiało się nam bardzo przyjemnie, nie byliśmy niczym skrępowani, nie mieliśmy się czego wstydzić. W barze siedzieliśmy prawie godzinę, zdążyliśmy jednak wypić tylko po jednym drinku (likier kokosowy z sokiem ananasowym i wódka). Zaczęło robić się tłoczno, więc wyszliśmy. Miałam szczerą nadzieję, że to jeszcze nie koniec wieczoru i nie mam na myśli seksu w moim lub jego pokoju. Chciałam z nim jeszcze porozmawiać, miałam też ochotę na coś szalonego. Nagle zdałam sobie sprawę z własnej dorosłości, a do głowy przyszedł mi pomysł spędzenia reszty nocy.
- Tomek, jeśli chcesz, proponuję ci nocne zwiedzanie Monachium.
- Jasne, czemu nie.
- Przebierz się. Spotkamy się za dwadzieścia minut.
- Ok., zapukaj, jak będziesz gotowa.

Ubrałam się w wygodne jeansy , bluzkę i rozpinany sweter po dziadku. Zaczesałam włosy w kucyk i w osiemnaście minut po rozmowie z Tomkiem zamykałam już drzwi. Mój "towarzysz" właśnie wyszedł z pokoju. Zaoszczędził mi tym samym konieczności pukania do jego drzwi i decyzji, jak się zachować, gdy powie "Wejdź". Uśmiechnęłam się porozumiewawczo i kiwnęłam, by szedł za mną.
- Gdzie idziemy ?- spytał zdziwiony.
- Nie możemy raczej wyjść przez główne wyjście. Będziemy musieli zgłosić gdzie idziemy i na jak długo. Nie chcę być pod obserwacją.
- Więc ? wykradniemy się przez kuchnię?
- Nie, przez duże okno męskiego kibla na parterze. Nie pytaj, skąd wiem, że tam jest duże okno.
- Ok., nie spytam.
- Dobra, to tu. Chodź.

Pociągnęłam go za sobą na koniec łazienki. Jakiś facet, który właśnie wyszedł z kabiny zmierzył nas podejrzliwym wzrokiem. Sądzę jednak, że podejrzewał nas o coś innego, niż zamierzaliśmy zrobić. Stanęłam na sedesie i z gracją wspięłam się na okno. Tomka, przy jego wzroście i sile, kosztowało to jeszcze mniej. Wyskoczyłam, nie mając pewności, co jest na dole. Była trawa. Znajdowaliśmy się na tyłach hotelu, była pierwsza w nocy. Najpierw zrobiliśmy sobie spacer po oświetlonych neonami monachijskich ulicach, później wstąpiliśmy do pewnego baru, gdzie poczęstowano nas pasztecikami z nadzieniem niewiadomego pochodzenia i piwem. Później znów spacerowaliśmy, podziwiając przepiękną architekturę miasta. Cały czas rozmawialiśmy i to w taki sposób, w jaki rozmawia się z najlepszym przyjacielem. On zwierzył mi się z kilku nieudanych znajomości, ja opowiedziałam mu trochę o Jacku, nie wspominając jednak o jego zdradach. Napomknęłam tylko, że zdarzają nam się zgrzyty.

Tak zeszło nam do trzeciej. Wpadłam na kolejny tej nocy pomysł, by mianowicie skierować swe kroki nad rzekę. Po drodze mijaliśmy stację benzynową, więc wstąpiliśmy tam po "zapasy", to znaczy piwo, chipsy i fajki. W miejscu, które wybraliśmy rzeka miała charakter zatoki. Usiedliśmy na pobliskim trawniku. Od Tomka dzielił mnie prawie metr, ot tak, by nie kusić losu. Rozmawialiśmy, piliśmy, głośno się śmialiśmy. Czułam, jak alkohol coraz bardziej uderza mi do głowy, mimo to starałam się nie stracić nad sobą panowania. Jezu! Jak on mi się podobał! Przez moment miałam nawet ochotę się na niego rzucić, wiem, że by mnie nie odtrącił. Wręcz przeciwnie, czułam, jak pieści mnie w myślach, spełnia wszystkie swoje i moje pragnienia, nawet te najmniejsze, najbardziej nieśmiałe, te z okresu liceum.

Do niczego jednak nie doszło. Zachowaliśmy się jak świadomi, dorośli ludzie. Wśród śmiechów i wrzasków zastał nas świt. To było piękne przeżycie, jedno z ważniejszych, tych, które będę długo pamiętać. Wiem, że zachowałam się wtedy tak, jak chciałam. I zachowałam godność. Udowodniłam sobie, że nie muszę ulegać najgłupszym popędom, że jestem lepsza od Jacka, który tego nie potrafi.

Był w pół do piątej, gdy postanowiliśmy wracać. Ciągle rozbawieni pozbieraliśmy puste puszki i ruszyliśmy w stronę parku. Ja szłam pierwsza, Tomek poszedł wyrzucić śmieci. Słyszałam, jak do mnie podbiega, lecz nie odwróciłam się. Nagle poczułam jego ręce obejmujące mnie w pasie. Przytulił mnie. Obróciłam się twarzą do niego, on, nie zwolniwszy uścisku, oparł mnie delikatnie o drzewo. Uśmiechnął się i spojrzał mi głęboko w oczy. Czułam się bezpieczna, wiedziałam, że mi nic nie grozi. Nagle poczułam jego rozpalone usta na swoich. Pocałunek trwał kilka sekund i był bardzo namiętny. Znów spojrzał mi w oczy: nie byłam zdziwiona ani zła. Z mojej twarzy można było wyczytać szczęście. Tomek oparł głowę na moim ramieniu, jeszcze chwile trwaliśmy w takim uścisku. Można by rzec, iż ten pocałunek był wszystkim, na co było nas stać, dorosłych ludzi z niemałym bagażem życiowym. Jednak byliśmy zadowoleni i tylko to się liczyło. Dla mnie było to niczym jazda na rolkach po kiwi.

Gdy wróciliśmy do hotelu, do śniadania zostały dwie godziny. Zdążyłam wziąć prysznic, ubrać się i odpocząć. Po śniadaniu spotkałam się z Tomkiem. Podziękowaliśmy sobie za miło spędzony czas i umówiliśmy się na kawę po powrocie do Polski.

Zdarzenie w Monachium zmieniło mój pogląd na życie. Zrozumiałam, że ja także mam prawo być szczęśliwa. Zostawiłam Jacka nie wyjaśniając bliżej powodów. Sam dobrze wiedział czemu. Od tego czasu minęło pół roku. Mieszkam teraz w uroczym mieszkanku w centrum miasta, dostałam podwyżkę. Pierwszy raz w życiu jestem naprawdę wolna i co najważniejsze - SZCZĘŚLIWA.

 

Ixchel

 


Wyślij Opowiadanie