*** Summoning - "Stronghold" ***


Nie wiele można napisać o płytach, które w jakiś sposób stają się częścią waszej egzystencji, płytach które słuchane za tysięcznym razem wywołują te same wspaniałe przeżycia, co po pierwszym przesłuchaniu, płytach, których dźwięki budzą was codziennie rano i wieczorami tulą do snu...

Stronghold to piąta płyta zespołu (liczę z ep-ką Nightshade Forests) tworzonego przez dwóch Austriaków: Protcetora (klawisze, programowanie automatu perkusyjnego i gitary) i Sileniusa (darcie ryja, gitary, klawisze), których bez zastanowienia można nazwać ludźmi genialnymi, gdy tworzą tak ambitne, poruszające do głębi, a co najważniejsze oryginalne piosenki, jeśli to dobre słowo, bo hymny chyba pasowałoby tu bardziej. Stronghold przebił wszystkie poprzednie dzieła Summoning, z kultowymi Dol Guldur i Minas Morgul na czele, co jest już wyczynem niewątpliwie wielkim. O ile na poprzedzającym Dol Guldur całkowicie przewodziły klawisze uzupełniane różnymi dźwiękami średniowiecza;), tak tutaj panowie postanowili wysunąć bardziej do przodu gitary, co było strzałem w dziesiątkę i dodatkowo wzbogacić brzmienie elementami symfonicznymi, które wytwarza tu syntezator.

Na płycie tej znajdziemy 9 epickich, poruszających i wspaniałych piosenek. W niektórych momentach jest dumnie i majestatycznie (Rotting Horse On A Deadly Ground, A Distant Flame Before The sun), a czasem refleksyjnie (The Loud Music Of The Sky, Like Some Snow - White Marble Eyes). Dwa najlepsze kawałki to wspomniane A Distant Flame Before The Sun i Like Some Snow - White Marble Eyes. Pierwszy za sprawą znakomitych linii melodycznych i genialnego refrenu zapada w pamięć po pierwszym przesłuchaniu i potrafi tak samo poruszyć rok później. Drugi ma równie urzekajacą melodie, podczas słuchania której wymiękną najwięksi twardziele. Kilka słów na temat tekstów, które jak zwykle inspirowane są opowiadaniami Mistrza Tolkiena. Jeśli jest się jego fanem wystarczy na chwilę zamknąć oczy i przenieść się do innego, lepszego swiata i za sprawą wspaniałych krajobrazów zostawić na chwilę "przyziemne" zmartwienia. Jeśli jest się laikiem Mistrza, można liryków nie zrozumieć, chociaż muzyka pewnie i tak przemówi za siebie.

Wokal to typowy, solidny blackowy skrzek, z wyjątkiem kawałka nr 5 Where Hope And Daylight Die, gdzie głosu użyczyła ówczesna dziewczyna Protectora - Tania. O ile nie jestem miłośnikiem kobiecych wokaliz, tak tutaj efekt jest wgniatający w ziemię, może dlatego, że do jakże popularnych ostatnimi czasy, a zarazem tandetnych jak anegdoty Karola Strasburgera gotyckich zaśpiewów mu daleko.

Podsumowując: MUS dla wszystkich fanów twórczości J.R.R. Tolkiena, jak i wszystkich, którzy szukają w muzyce emocji. Bo pod względem emocji ta płyta dorównuje niejednemu norweskiemu pionierowi, a niejednego zostawia daleko w tyle. Ciężko opisać emocje jakie niosą ze sobą te dźwięki. Należy poprostu pójść do najbliższego sklepu muzycznego, kupić Stronghold, po powrocie do domu usiąść w fotelu, zamknąć oczy... i odlecieć.

Ocena: 10/10


© Satyr <satyr18@metal-rules.every1.net>