Kreator "Outcast"



W Stanach króluje Slayer, jednak jeżeli chodzi o europejski trash metal KREATOR nie ma sobie równych. Co z resztą udowodnił nam juz wielokrotnie wydając takie arcydzieła jak "Coma of Souls" czy "Violent Revolution". Jenak to nie o nich chcę pisać. Muzyką Kreatora zachłysnąłem się dzięki innemu wydawnictwu, a mianowicie "Outcast".

Wydany w 1997 roku krążek, nie odniósł wielkiego sukcesu. Znaczące zmiany stylistyczne odebrały Niemcom sporą liczbę fanów, jednak Ci, którzy postanowili pozostać i nadal wspierać ten zespół przyczynili się do dalszego rozwoju kapeli. I nie ma się czemu dziwić, bo muzyka zawarta na "Wyrzutku" jest porywająca i cholernie energetyczna. "Outcast" to taki "Diabolus In Musica" wspomnianego wcześniej Slayera. Obie kapele znacznie odeszły od dotychczasowych schematów.

Album jest przede wszystkim wolniejszy i mniej brutalniejszy od poprzedich, co nie znaczy, że gorszy. Wręcz przeciwnie nie męczy, lecz co chwila zadziwa swoją oryginalnością. Klarowne i głębokie brzmienie to domena tej płyty. Trzynaście utworów stanowi pewnego rodzaju odskocznię od panujących muzycznych trendów. To zdecydowany krok do przodu.

Już od pierwszych dźwięków - "Leave This World Behind" - mamy doczynienia z odmienioną Kreaturą. Gitara przepuszczona przez jakieś efekty, w tle industrialne odgłosy i ciężar. Tak, szybkość przemieniona została na ciężar, co słychać niemal w każdym szarpnięciu strun. Po tym ciekawym wstępie pora na najlepszy utwór z tej płyty, a mianowicie "Phobia". Utwór jest kapitalny, niezwykle dynamiczny, posiadający dosyć łatwy tekst i przez to zapewne świetnie sprawdza się na koncertach, gdyż publiczność może wrzeszczeć razem z wokalistą. Genialny jest również "Forever", w którym początkowe średnie, monotonne tempo zamienia się w końcówce na totalny odlot. Gitarzyści dają upust swoich możliwości, które z pewnością nie są przeciętne, tu również dostrzegalne są industrialne patenty. "Black Sunrise" wyróżniają wokale, które od łagodnego szeptu przechodzą do wściekłego krzyku. To bardzo nietypowa kompozycja, kojarzy się z Megadeth, którzy często nagrywali takie zakręcone utwory. "Noncorformist" to najszybszy utwór na płycie, który od samego początku powala swoją bezpośredniością, jest jak nadlatująca w kierunku nosa pięść. Zajebiście rozpoczyna się "Enemy Unseen" - potężne bębny ustalają rytm, następnie dołączają się gitary wygrywające świetny riff, ale cały kawałek jest raczej mało urozmaicony, nie wliczając dyskretnych elektronicznych smaczków. Pora na utówr tytułowy, który jest swoistym manifestem, czego dowodem nich będzie skandowany, wykrzyczany tytuł utworu. Kawałek nieco statyczny, dosyć wolny, bez znaczących zrywów, trochę nużący. Jednak do przebudzenia zmusza nas "Stronger Than Before", gdzie mordercze brzmienie i ciężkie gitary nie pozwalają się nudzić. "Ruin Of Life" to najbardziej przeciętny kawałek na tym albumie. Nie jest może beznadziejny, lecz niczym ciekawym nie zaskakuje. Na szczęście tuż po nim nadchodzi kolejny kandydat na faworyta płyty. Bardzo udany utwór, w którym zdecydowanie wyróżnia się sekcja rytmiczna, za sprawą głębokich bębnów. W końcówce wokal staje się komputerowy i na tle wrzeszczącego wokalisty rozbrzmiewa zakręcony riff. Tajemniczy początek "Alive Again" potęguje mroczny nastrój albumu, który udziela się słuchaczowi. Potem następuje masyny riff, który rozsadza głośniki. Nie można usiedzieć spokojnie. Praca jaką wykonał na tym albumie gitarzysta zasługuje na pochwałę. Dynamiczny wstęp utworu o wymownym tytule "Against The Rest" to także zasługa niezmordowanego gitarzysty, który we współpracy z perkusistą odwala kawał wyśmienitej roboty. Przyszedł już czas na niestety ostatnią pozycję na płycie. Ostanią, lecz jedną z najlepszych - "A Better Tomorrow", żywiołowe gitary atakują ponownie, a charakterystyczny wokal Petrozzy nadaje tej kompozycji drapieżności.

"Outcast" to niecałe 50 minut doskonałej muzyki, może odrobinę przebojowej, lecz na pewno nie jest to przebojowość, która odpycha. Osobiście uważam, że nie zmarnowałem cennego czasu słuchając tej płyty. To kolejny wielki album, który odkryłem zupełnie przypadkiem, ale to jest właśnie najlepsze - nie szukaj dobrej muzyki, jeżeli się takowa broni z pewnością odnajdzie Cię sama...

Ocena: 8+/10
© kaReL jotun@terramail.pl † † www.INFLAMES.of.pl