KING DIAMOND "ABIGAIL II : THE REVENGE"

COVER
INFORMATIONZ
King Diamond - wokale, klawisze
Andy La Rocque - gitara
Mike Wead - gitara
Hal Patino - gitara basowa
Matt Thompson - perkusja
Rok wydania : 2002
Ocena : 10/10
Wytwórnia : Metal Blade
DEVIL RULEZ
Po 16 latach Abigail powróciła spośród martwych by jeszcze raz nawiedzić posiadłość Jonathana La Fey... Pierwszy raz zaatakowała w 1986, teraz w roku 2002 maestro King Diamond doszedł do wniosku, ze nie może dłużej więzić tego demona, Abigail ożyła jeszcze raz! Już gdy pojawiły się pierwsze newsy o tej płycie było wiadome, że będzie to coś genialnego. W końcu skoro "Them" doczekało się kontynuacji, to i wielka "Abigail" powinna, a że "Abigail" to była najlepsza płyta Kinga to i kontynuacja powinna być wspaniała. Drugą sprawą byli ludzie zamieszani w stworzenie i nagranie tej płyty, w końcu niektórzy ludzie słowa "King Diamond" wypowiadają na klęcząco, a księża już wolą krzyknąć "chwała Szatanowi" niż wymówić imię tego kolesia. Kim Petersen to doskonały wokalista heavy metalowy, Andy La Rocque co najmniej tak kultowy jak King jest gitarzystą z najwyższej półki, wypracował sobie genialny i niesamowice rozpoznwalny styl; drugi gitarzysta Mike Wead rzeźbi solówki, których nie powstydził by się Andy, Hal Patino to jeden z najlepszych basistów świata (osobiście nie stawiałbym go na równi ze Steve'em Harrisem, ale jego gra też jest doskonała) a Matt Thompson to perkusita, który w niczym nie ustępuje Nicko Mc Brain'owi a często go nawet przewyższa. To wszystko jak i zawiesite, niesamowicie horrorowate brzmienie, świetne wykorzystanie klawiszy i świeże pomysły składają się na płytę absolutnie doskonałą. Może i nie lepszą od "Brave New World" Iron Maiden, ale i tak absolutnie fantastyczną. Oczywiście najbardziej wybija się absolutnie doskonały wokal Kinga, który na tej płycie zrealizował chyba wszystkie możliwe pomysły na aranżacje i wykorzystanie głosu. Bardzo ważny jest też niesamowity klimat i magia, magia, która nie pozwala się od tej płyty oderwać. Także sugestywność, jak posiadłość La Fey'ów się pali, rzeczywiście może się zdawać, że robi się gorąco a słuchacza ogarniają płomienie. Sama muzyka też sprawia wrażenie jak by był to koncert bez pomyłek dawany w twoim pokoju, prawie można zobaczyć jak King śpiewa metr od ciebie albo Andy gra solówke siedząc na twoim łóżku. Albo to ja po prostu jestem popierdolony? Nie wiem, w każdym razie jest to najlepsza płyta roku 2002 i powrót Kinga w chwale po nieudanym "House Of God". "Voodoo" to był killer, ale "Abigail II" to prawdziwy heavy metalowy tajfun! Ale przestaje pisać i puszczam rewelacyjny "The Storm" jeszcze raz. Tak na koniec jeszcze powiem, że największymi killerami z tej płyty są "The Storm", "Slippery Stairs", "The Crypt" i "The Wheelchair". Po prostu cudo!

CHAINSAW GUTZFUCK
As a being now possessed of a human body
In this world I swear to give my full allegiance
To it's lawful master, to worship Him
Our Lord Satan, and no other