Live at Woodstock '94

    Któż nie słyszał o Woodstock. Organizowane co 5 lat wspaniałe kilkudniowe imprezy skupiają tysiące ludzi, którzy są dla ukochanej muzyki gotowi do mieszkania w namiocie lub czymś jeszcze mniej wygodnym przez kilka dni. Ostatnie dwa festiwale niewątpliwie trwale wpisały się w historię muzyki rockowej. Z tym że ten ostatni (z 1999 roku) niestety mało pozytywnie. Ale po kolei. W 1994 roku Bóg pokazał, że jest obdarzony poczuciem humoru i gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki w pierwszy dzień, zaczęła się potworna ulewa. Wszyscy zapamiętają to wielkie błoto, taplanie się w nim, wzajemne obrzucanie i spożywanie. Niesamowita, niezapomniana impreza. Z kolei dwa lata temu, w 1999 roku, było już mniej pozytywnie. Liczne rozróby, pożary i generalnie nieprzyjemna atmosfera to przodujące cechy minionego Woodstock. Organizatorzy ponoć nie są zdecydowani, czy w ogóle odbędzie się kolejna impreza. No ale, my tutaj nie o tym. Na obu tych imprezach wystąpiła Metallica. W 1994 roku zagrali utwory: Breadfan, Master of Puppets, Wherever I May Roam, Harvester of Sorrow, Fade to Black, For Whom the Bell Tolls, Seek & Destroy, Sad But True, Nothing else matters, One, Creeping Death, Enter Sandman, Whiplash i So What. Natomiast w 1999 roku mogliśmy usłyszeć i zobaczyć: So What, Master of Puppets, For Whom the Bell Tolls, Fuel, King Nothing, Bleeding Me, Sad But True, Turn the Page, Wherever I May Roam, One, Fight Fire with Fire, Nothing else matters, Seek & Destroy, Creeping Death, Die Die My Darling, Enter Sandman i Battery. Dziś zajmiemy się pierwszym z wymienionych koncertów.
    Odbył się on 13 sierpnia 1994. Trwały wtedy prace nad nowymi kawałkami na nową płytę, co będziemy mogli usłyszeć także na tym bootlegu. Co mile zaskakuje to wspaniała jakość nagrania - rzadko bootlegi są tak świetnie nagrane!! Chociażby z tego względu warto zapoznać się z tym wydawnictwem. Ale są też inne powody. Cudnie zagrane kawałki. A konkretniej:
    Jak widać powyżej, zaczyna się od
Breadfana. Moim zdaniem całkiem niezły kawałek na początek, szybki i krótki, w sam raz na rozgrzewkę. My możemy się natomiast zapoznać z jakością, która po prostu powala. Szkoda że nie możemy usłyszeć utwory od początku - zaczyna się w momencie kiedy wchodzi Lars i jego bębny.
    Zaraz po Breadfanie przychodzi czas na
Master of Puppets. Zaczyna się porządny Metalliczny czadzik - przecież to jeden z flagowych utworów. Przekonujemy się o tym, że Jaymz miał wyśmienity humor tego dnia - już po początkowym riffie nagle przerywa i żegna się z publiką. Oczywiście to tylko skromny żarcik naszego misia. James i publika śpiewają na zmianę. Niestety zagrali jak zwykle wersję skróconą, czyli do pierwszej solówki. Zamiast tego mamy...
   
Wherever I May Roam - utwór zagrany w całości. Intro puszczone jak zawsze z głośników. Fajnie dudni werbel Larsa na samym początku. Po tym utworze możemy usłyszeć pierwszą rozmowę z publiką na tym koncercie. Jaymz prosi fanów Metalliki aby pokazali "tym nowym", co mają robić i dedykuje następny utwór właśnie nim, a jest to...
Harvester of Sorrow - zagrany już nieco inaczej niż na koncertach podczas tras 1989-1993. Przede wszystkim szybsze tempo i parę drobnych różnic, ale w sumie Harvester to Harvester! Na początku jak zwykle Jaymzowe "Ej! Ej!" moblilizuje publikę to krzyczenia i klaskania co sił. Potem jest znakomite solo Kirka. Trzeba posłuchać. Potem bez żadnego gadania zaczyna się...
   
Fade to Black - cudo, cudo! Mój ukochany utworek i piękny performance! To lubię. Słyszymy pięknie zagrane intro na dwunastrunowej gitarze double-neck. Precyzja w wykonaniu tego utworu jest godna największych pochwał.
    Jaymz przypomina widzom, że "Ten facet za mną ma na imię Lars" i mówi, że zrobi on za chwilę wielki hałas i żeby publika to odwzajemniła robiąc też wielki hałas. I już po chwili słyszymy rytmicznie uderzaną centralkę - tak coś się święci. I już zaraz słyszymy sfuzzowaną gitarę basową Jasona. Gra on jakąś ciekawą melodyjkę. Po chwili dołącza do niego zwykła gitara. Widzowie klaskają jak mogą. Jaymz cały czas mobilizuje do mocniejszego hałasowania. "In this corner playing bass guitar for heavy metal group Metallica - JASOOON NEWSTEEED!" - przedstawia basistę zespołu Jaymz. "Zagraj coś naprawdę dobrego" - prosi Jasona. I co to jest?... Tak, znamy wszyscy ten utwór... To...
For Whom the Bell Tolls! Potem solówka Kirka i James znowu nawija.
    Tym razem mówi coś o jakimś nowym utworze i pyta publikę, czy nie mają nic przeciwko. Publika krzyczy. No to James mówi że "nasz przyjaciel Jason napisał ją dla nas, ale odkąd ją napisał, musi sam zaśpiewać". No i... niespodzianka!
Seek and Destroy z Jasonem na wokalu! Dosyć długa wersja bo 10 min., chociaż na Live Shit jest dłuższa. Już wiemy, że z tym nowym utworem to były żarty, ale nie tak do końca! Pod koniec utworu, gdzie jest miejsce na solówki, możemy usłyszeć parę riffów z Outlaw Torn! Poza tym bardzo zabawnie brzmi jak Jason śpiewa i będąc w transie wykrzykuje rzeczy typu: "U-yeah-yeah, all right!". Próbuje pod tym względem dorównać Jaymzowi i wychodzi mu to uroczo. Fajnie też przedstawił Larsa, odstawił mały kabarecik, trzeba posłuchać! Na koniec dziękuje publice za wzorowe śpiewanie. Też robi to dosyć zabawnie.
    Czas na małe uspokojenie. Słyszymy solo na gitarze. Spokojna, piękna melodyjka. To chyba jakiś znany utwór, ale ni w czorta nie mogłem skojarzyć, jaki. Piszcie meile jeśli wiecie co to jest. Zaraz potem słyszymy... Tak to
The Unforgiven! Gdy usłyszałem to pierwszy raz, to mało się nie popłakałem ze wzruszenia. Przecież to jest piękne. Potem jeszcze mały jamming i... Znów coś pięknego, ballada Nothing else matters. Wyszło jak zawsze cudnie, James śpiewa bardzo delikatnie, wkłada w to dużo serca. Na samym początku beknęło mu się dokładnie w tym samym momencie co na koncercie w Stuttgarcie w 1997 roku. Zbieg okoliczności? Hmm... Na koniec jest bardzo przyjemne zawodzenie gitary, którego nie było już na koncertach w drugiej połowie lat 90-tych. Poza tym perkusja jest przez cały utwór, jak na wersji albumowej, a nie tylko przez połowę, jest to pewna odmiana dla przyzwyczajonych S&M-em i najnowszymi bootlegami słuchaczy Metalliki.
    Po czymś spokojnym czas na dużą dawkę czadu czyli....
Creeping Death! Jaymz robi ten sam numer co przy Masterze i po intrze żegna się z publiką "Thank you, goodnight!". Widownia najwyraźniej nie jest zachwycona tym pomysłem, więc nasz misio proponuje: "Say: fuck no, James!", a widzowie grzecznie odpowiadają i Creeping Death rozbrzmiewa na dobre. Jest też oczywiście dajowanie ale i tak daaleko tej wersji to tej z Moskwy '91.
Powoli zbliża się koniec, ale kto po takim czadzie chciałby pożegnać Misiów? No właśnie. Mamy jeszcze jeden szybki (a nawet jeszcze szybszy) utwór, jednak zanim się zacznie, Jaymz cytuje refren i w odpowiednim miejscu cała widownia wspólnie wrzeszczy:
Whiplash!! No i mamy mega-szybki i czadowy jak mało co utwór z Kill'em All. To jeden z moich faworytów na Killu. Ma w sobie kopa aż chce się machać czachą we wszystkie strony. Ale to JESZCZE nie koniec. I co z tego?
    No właśnie,
So What? To już naprawdę ostatni kawałek na bootlegu. W sam raz na zakończenie.
Podsumowując, jeden z najlepszych bootlegów Metalliki. Jeszcze raz powtórzę: jakość naprawdę perfekcyjna, a i klimat jest naprawdę nieziemski. 

A co musieli czuć ludzie którzy tam byli. Jak pewnie zauważyliście na bootlegu brakuje trzech utworów: One, Sad But True i Enter Sandman, dostępne są one jedynie na kasetach video z tym występem. To dlatego, żeby koncert zmieścił się na jednej płycie. Generalnie gorąco polecam, pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się Metallifana. Bootleg jest nietrudno dostać nawet w marketach, np. MediaMarkt.

 

Woodstock '94

10/10

Jakość:

Data Nagrania:

13/08/1994

Miejsce Nagrania:

Chicago

Liczba utworów:

11

Całkowity czas:

74 min.


 

 

 

 

 

KOT