Wyjaśnienia


Tzw. POCZĄTEK, co by to trochę tajemnicy tekstowi przydało

Chciałem Tobie, drogi Phnomie, podziękować za dopiski do mych artykułów, więc dzięki - tym większe, że ostatnio nieczęsto można zobaczyć twe pismo. {To akurat niewielka strata. Aha, chciałbym powiedzieć tylko, że ponieważ tekst jest adresowany do mnie, będę się w nim ze zrozumiałych powodów dopisywał. - Phnom Penh} Jednak, jak każda świnia, mam własne zdanie - niekoniecznie takie, jak to, które skostniało już, przez wieki będąc niepodważonym dogmatem. Pozwól więc, że co nieco obalę, tamtemu zaś zaprzeczę, tudzież wynegocjuję jako taki rozejm.

Do rzeczy przechodzę, co fachowo nazywa się "autor przestaje bredzić"...

"Proces". O tym już się wypowiadałem, ale jako, że nie mam w zwyczaju na wstępie odkrywać wszystkich asów, co nieco sobie zostawiłem na wypadek takiego właśnie dopisku. A cóż tam skrobnąłeś? Przypomnijmy:

"mam zdecydowanie inne zdanie. Co więcej - nie tylko ja, ale również tzw. "fachowcy", ludzie zajmujący się literaturą zawodowo. Uważam, że dzieło Kafki - poza interpretacją dosłowną (człowiek postawiony wobec aparatu władzy w państwie totalitarnym) - ma także wymowę paraboliczną: Józef K. symbolizuje każdego człowieka, jego proces jest metaforą ludzkiego losu - bardzo mało zależy od nas, każdy rodzi się skazany na śmierć (mówiąc w dużym uproszczeniu)."

Pierwsza rzecz, którą chciałbym wyjaśnić - nie będę się sprzeczał z tzw. "fachowcami", ale uważam, że interpretacja jest osobistą sprawą, a czasami oficjalnej jej wersji do nadinterpretacji dużo nie brakuje. Nieważne zresztą. Istotny jest fakt, iż do schematu, przypisywanemu fabule "Procesu", można przypisać większość książek traktujących o przeznaczeniu, bądź też kończących się śmiercią głównego bohatera. Wiem, wiem - bardzo gęsta mgła pokrywa części wspólne tych powieści, ale... Spójrzmy na "Lalkę". Co tam mamy? Starania człowieka, który wierząc w sens swych poczynań, nie ma świadomości tego, iż są one bezcelowe. A końcówka? Bohater gdzieś przepada... I nie wiadomo, co dalej. Może to symbolizować śmierć, o której nie wiemy nic, a jest najbardziej nieodłączną częścią życia. Czyli - samo życie, a do tego z bardzo głęboko ujętą warstwą psychologiczną (te naprzemienne zakochania i "kubły zimnej wody"). Całkiem niezła intepretacja, jak na powieść krytykującą program pozytywistów, jak dla mnie. A co powiesz o takim Wiedźminie? Chłop pomaga ludziom, męczy się i... ginie. Mimo, że nie jest takim przęciętniakiem jak K., ale został wybrany spośród zwyczajnych dzieci. Hę?

{No cóż, ja też nie jestem zwolennikiem "skostniałych dogmatów", a zaprezentowana przeze mnie interpretacja "Procesu" jest po prostu wyrazem tego, jak ja odczytałem tę powieść. A co do "Lalki" czy "Wiedźmina", to odróżnia je od dzieła Kafki taka podstawowa sprawa, że są to powieści o jasnej, racjonalnej fabule, przedstawiają po prostu jakieś "story", podczas gdy - wg mnie - fabuła opowieści o Józefie K. jest tak pełna niedomówień, dwuznaczności i symboli, że nie sposób brać jej tylko dosłownie. Jak dla mnie cała ta książka jest po prostu złożoną alegorią, choć może raczej kilkoma alegoriami nałożonymi na siebie w taki sposób, żeby nic nie było do końca jasne i żeby zwolennikom jakiejkolwiek interpretacji można było podać pod nos przykłady przeczące ich teoriom. Wydaje mi się, że pod tym względem Kafka poniekąd zadrwił sobie z krytyków, którzy będą próbowali ułożyć jakieś jasne i spójne wytłumaczenie wydarzeń. Ale być może, że nadinterpretuję. Być może, że Kafka się po prostu naćpał i opisał swoje narkotyczne wizje... Ale przyjmując taką postawę, musielibyśmy się powstrzymać od interpretacji jakichkolwiek książek, co - przynajmniej dla mnie - zmniejszyłoby przyjemność z ich czytania.}

Napisałeś, że nie po raz pierwszy spotykasz się ze stwierdzeniem, że "Mistrz i Małgorzata" to książka wspaniała, genialna i na dodatek wyśmienita.

Ja nie pierwszy raz spotykam się z negowaniem tego, co powiem. Właściwie jeszcze chyba się nie spotkałem z przyznaniem mi racji, choć wciąż czekam, ale równie dobrze mogę wypatrywać wejścia Polski do Unii... Teraz pozwól, że przytoczę późniejszy fragment Twej wypowiedzi.

tezy na temat dobra i zła, które można by wysunąć z "Mistrza i Małgorzaty" są dość oryginalne, ale nie mają - według mnie - żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Jednym słowem: nie potrafię znaleźć - fragment pomińmy - w tej najsłynniejszej powieści Bułhakowa żadnych ponadczasowych prawd, które nie byłyby powszechnie znane. Dlatego nie rozumiem kultu, jakim otoczona jest ta książka.

I sedno sprawy; werble i fanfary proszę...

Przeczytaj teraz, co napisałeś o "Procesie". I pomyśl, że ci sami tzw. "fachowcy", czyli ludzie zajmujący się literaturą zawodowo, twierdzą, że "Mistrz..." to książka taka i taka. Jak widzisz, uprzednio nie przyznałeś mi racji, powołując się na autorytety, a teraz o tych znawcach wypowiadasz się tak, jak ja wcześniej. Cholerna demokracja, co?... Nie można polegać tylko i wyłącznie na piśmie i w nim uczonych... Poniekąd zaprzeczyłeś sam sobie, moim skromniutkim zdankiem.

{A moim zdaniem nie. W przypadku "Procesu" nie broniłem opinii krytyków, tylko swojej, popierając ją jedynie przykładem "uczonych w piśmie". Jeśli zaś chodzi o "Mistrza i Małgorzatę" po prostu nie znajdowałem w tej książce niczego tak fenomenalnego, żeby zachwycać się nią tak, jak robią to rzesze ludzi. Nie jestem niereformowalny, prosiłem więc o ukazanie mi wyjątkowości najsłynniejszej powieści Bułhakowa, czego - swoją drogą - nie uczyniłeś. Choć, gdy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że wszystko wynika po prostu z odmienności gustów, bo już jakiś czas temu zauważyłem, że oceniam książki według innych kryteriów niż większość czytelników. Ale takie stwierdzenie prowadzi nieodmiennie do innego: że każda dyskusja na podobne tematy właściwie nie ma sensu.}

Trza się jednak pokajać czasami...

Rzeknę jednak, iż nie mogę dalej odpierać Twych zarzutów (choć jeszcze by się coś znalazło, cobym odeprzeć chciał), ponieważ popełniłem błąd - zlekceważyłem to, że jesteśmy w tej samej sytuacji, tzn. równie dobrze, gdybyś Ty napisał coś dłuższego o paraboliczności "Procesu", ja mógłbym swe zdanie umieścić w krótkim dopisku... Tym samym poddaję się, ze względu na bezcelowość nakłaniania kogoś do własnej opinii, skoro jest ona maksymalnie subiektywna. Kilka słów do mikrofonu?

military