WP tłumaczenie - ciąg dalszy


Niedawno w Książkach w AM 29 albo 28 pojawił się tekst military "W obronie Jerzego Łozińskiego". Bardzo wkurzyły mnie niektóre fragmenty. W jednym zdaniu zauważyłem coś takiego, że prawie spadłem na podłogę (na szczęście krzesło było mocne):"Myślę, że spolszczenie większości nazw to świetny pomysł, a J.R.R. wiedział, co robi dając porady jak je zrealizować". A ja na to odpowiem: Haaaahaahaaahaahaaaahaaa!! No nie wytrzymie! W AM31 Mithrandir bodajże odpowiedział na niego z dosyć jednoznaczną opinią. Mimo, że trochę się spóźniłem, dorzucę jeszcze swoje zdanie.

Zasadniczo nie będę brał udziału w dyskusji. Nie użyję żadnych sensownych lub niesensownych argumentów. Proponuję, żeby Mistrz sam wypowiedział swoje zdanie. Zaskoczeni? Jednak spróbujmy. Poniżej zacytuję dwa listy Tolkiena, które możecie znaleźć w zbiorze "J.R.R.Tolkien-Listy", do zakupienia w lepszych księgarniach (to nie kryptoreklama, to zwyczajna reklama).

Na początek list nr 217 na stronie 446. Napisany został do wydawnictwa Aln & Unwin w sprawie polskiego tłumaczenia WP (którego, jak wiemy, dokonała p. Skibniewska, co potwierdza, że to ona pracowała zgodnie z życzeniami autora). Posłuchajmy :

"Przykro mi, że z powodu kłopotów domowych i zamętu nie odpowiedziałem na list pani Skibniewskiej. Nie jestem w stanie sporządzić dla niej szczegółowych wskazówek. Powinna kierować się ogólną zasadą, BY JAK NAJMNIEJ TŁUMACZYĆ CZY ZMIENIAĆ NAZWY." (podkreślenie moje, następne zresztą też-dop. Burok) "Jak sama zauważa, jest to angielska książka i jej angielskość nie powinna ulec zatarciu. To, że hobbici mówili dawnym, własnym językiem, jest oczywiście pseudohistorycznym twierdzeniem, wymuszonym przez charakter powieści. Mógłbym dostarczyć lub wymyślić oryginalne hobbickie formy wszystkich imion pojawiających się po angielsku, jak Baggins czy Shire, ale byłoby to zupełnie bezsensowne. Moim zdaniem, NAZWISKA OSÓB POWINNY ZOSTAĆ NIETKNIĘTE. Wolałbym także NIE RUSZAĆ NAZW MIEJSCOWYCH, łącznie z Shire. Sądzę, że najwłaściwszym wyjściem byłoby dołączenie na końcu książki listy nazw mających jakieś znaczenie po angielsku z wyjaśnieniami po polsku."(J.R.R Tolkien Listy, Wydawnictwo ZYSK I S-KA, 2000 ).

Wydaje mi się, że to by w sumie wystarczyło, ale dzisiaj niedziela i nudzi mi się :). Zacytujmy jeszcze list nr 190 str. 373. Napisany do Raynera Unwina w sprawie holenderskiego tłumaczenia WP.

"Mam nadzieję, że Ty i Dział Spraw Zagr., wybaczycie mi, że piszę do Ciebie taki długi list o holenderskim przekładzie. Sprawa jest (dla mnie) ważna; bardzo mnie zaniepokoiła i zirytowała oraz przysporzyła mnóstwo pracy w niezwykle niedogodnej chwili...
Z zasady wyrażam absolutny sprzeciw co do tłumaczenia nazewnictwa (nawet przez osobę kompetentną). Ciekawe, dlaczego miałby się czuć powołany czy uprawniony do czegoś takiego. To, że jest to świat wymyślony, nie daje mu żadnego prawa do przerabiania go według własnego widzimisię, nawet gdyby w kilka miesięcy stworzyć nową, spójną strukturę, której opracowanie zajęło mi wiele lat.
Zakładam, że gdybym przedstawił hobbitów jako istoty mówiące po włosku, rosyjsku, chińsku czy w jakimkolwiek innym języku, tłumacz zostawiłby nazwy w spokoju.(...) Ale oczywiście jeśli pominiemy fikcję dawnych czasów, Włość (dziwne, mimo tego co tłumacz sam przetłumaczył, sam korzysta z niechcianych nazw-dop. Burok) wzorowana jest na wiejskiej Anglii, a nie jakimkolwiek innym państwie na świecie (...) Przecież książka jest angielska, napisał ją Anglik, i prawdopodobnie nawet ci, którzy chcieliby przeczytać ją we własnej mowie, nie będą żądać od tłumacza, by celowo starał się zniszczyć koloryt lokalny. Ja o to tłumacza nie proszę, chociaż w miejscach, gdzie (rzadko) znaczenie nazwy miejscowej jest ważne, mógłbym ucieszyć się ze słowniczka. Nie chciałbym napotkać w książce stanowiącej wymyślone, lustrzane odbicie Holandii.(...)"

Teraz słuchajta. Niech nikt nie mówi, że mówię tylko to, co dobre dla mnie. Ten akapit wspomoże jeden z argumentów zwolenników Łozińskiego. Dotyczy on odwiecznego sporu: czy powinno się mówić krzaty czy krasnoludy? Chociaż w sumie poniższe zdania stawiają obydwie nazwy na równi.

"Jeszcze raz chcę powiedzieć, że NIE ZAMIERZAM TOLEROWAĆ JAKIEGOKOLWIEK MAJSTROWANIA PRZY IMIONACH. Ani przy nazwie/słowie hobbit. Nie zniosę kolejnego hompen (przy którym nie skonsultowano się ze mną) ani hobbel i temu podobne (widać w innych krajach tłumacze mieli jeszcze fajniejsze pomysły-dop. Burok). Elfowie, krzatowie, trolle - tak: są to jedynie współczesne odpowiedniki właściwych terminów. Lecz hobbit (i ork) są z tego świata i muszą w nim zostać, bez względu na to, czy brzmią z holenderska, czy nie (...)"

Taa, to by było na tyle. Po przeczytaniu tego wspaniałego /fenomenalnego / niesamowitego / cudownego / wywołującego spazmy / odkrywczego / nowatorskiego(proszę niczego nie skreślać:) tekstu każdy chyba widzi wielkie błędy tłumacza. Mam nadzieję że nie pojawią się już żadne bezsensowne argumenty. Dobra, spadam. Hejas.

Burok
burok@go2.pl
24 listopada 2002