GRAHAM MASTERTON - "RYTUAŁ"


Charlie, restauracyjny rewizor pracujący dla jednego z najlepszych informatorów turystycznych, wyrusza wraz ze swoim synem na małą wycieczkę krajoznawczą po Ameryce. Dla Charlie'ego jest to jedyna szansa na odzyskanie sympatii i miłości syna, którą utracił dawno temu z powodu częstych służbowych nieobecności w domu. Pomimo wielu prób Martin i Charlie nie potrafią dojść do porozumienia. Górę biorą wszystkie żale i rozgoryczenia, a także niemiłe wspomnienia z czasów związku Charlie'go z Marjorie, matką Martina.

Jednakże kiedy ojcu wydaje się, że odzyskał zaufanie syna i nawet się z nim zaprzyjaźnił, wydarza się coś nieoczekiwanego, co powoli, krok po kroku zaczyna z powrotem odbierać Martina. Zatrzymują się w maleńkiej mieścinie w stanie Connecticut , gdzie "psy pupami szczekają, a krowy przez okno 'dzień dobry' mówią" :)). Postanawiają zjeść obiad w niedużej restauracyjce "Żelazny Imbryczek". W czasie pobytu tam Charlie dowiaduje się od kelnerki o ekskluzywnej restauracji, cieszącej się jednakże niezbyt dobrą sławą wśród mieszkańców miasteczka, nazywającej się "Le Reposoir". Obojga zastaje w barze dość silna burza. Charlie zagapiony w okno restauracji dostrzega nagle małą zakapturzoną figurkę o dziwnie bladej twarzy, na której widnieje przerażająca mieszanina strachu i przerażenia. Gdy wychodzi z lokalu zastaje syna gestykulującego rękoma i jakby pogrążonego w rozmowie. Chłopiec zaprzecza wszystkiemu. Charlie za wszelką cenę postanawia zjeść obiad w "Le Reposoir". Martin wręcza mu wizytówkę restauracji, ale nie chce przyznać się, skąd ją ma. Bohaterowie postanawiają zamieszkać w pensjonacie pani Kemp, ale jak się okazuje, jest on już nieczynny. Pani Kemp przestała prowadzić go od czasu niewyjaśnionego zaginięcia jej córki, ale postanowiła przyjąć podróżnych. Charlie dowiedział się również, że w ciagu ostatnich kilku lat liczba młodzieży w miasteczku drastycznie zmalała. Związane to było z nagłymi zaginięciami, nigdy zresztą nie wyjaśnionymi. W nocy Charlie znów zauważa Martina prowadzącego z kimś konwersację. Chłopak nadal zaprzecza, ale ojciec domyśla się, że znów zaczynają się od siebie oddalać.

Wyruszywszy w dalszą drogę parę dni później zatrzymują się w innym hotelu. Tam Charlie pozostawia syna w pokoju a sam schodzi do westybulu. Skuszony atrakcyjnością pięknej Velmy spędza z nią noc. Wracając nad ranem do pokoju nie znajduje w nim syna. Wezwana policja nie podejmuje żadnych kroków. Wtedy Charlie podejmuje się poszukiwań na własną rękę. Wraca do "Żelaznego Imbryczka" i tam dowiaduje się, że za zaginięcie Martina odpowiedzialni są celestyni - sekta, nawiązująca w swej religii do mistycznego spożywania Ciała i Krwi Chrystusa, tyle że w sposób dosłowny - żywiąca się fragmentami ciała swych wyznawców...

Moim zdaniem "Rytuał" jest drugą po ukochanych "Drapieżcach" najlepszą powieścią Mastertona. To, co wyróżnia ją spośród grona innych, zasługujących na to miano książek to to, że czytana przy lampce w nocy może naprawdę przyprawić o dreszcze (może... ona przyprawia!). Poza tym, akcja powieści jest wartka, zwarta, nie ma w niej praktycznie żadnych zwolnień. Masterton nie pozwala nam nawet na krótki odpoczynek od krwi, okropnych opisów i innych, tym drastyczniejszych wydarzeń. Autor serwuje nam napięcie w proporcjonalnie tych samych, stałych dawkach, co jednakże nie powoduje przyzwyczajenia czytelnika do ciągłego strachu. Każde wydarzenie jest zupełnie odrębne, a jednak wszystkie łączą się ze sobą w jedną logiczną całość...

No właśnie. Logika to kolejny baaardzo mocny moim zdaniem punkt "Rytuału". W pewnych fragmentach książki pojawiają się pewne słowa, zupełnie nieistotne, i jak się z początku okazuje, trochę odbiegające od opisywanego wydarzenia. Jednakże po pewnym czasie wszystkie te słowa łączą się w jedną, zaskakująco logiczną całość! Jest to zdumiewające, jak pomysłowa może być ludzka wyobraźnia...

Jedynym minusem tej powieści był maleńki babol, nie wynikający jednakże z winy autora lub wydawnictwa, lecz biblioteki, z której ją wypożyczyłam, a raczej nawet z winy osób, które miały ją wcześniej. Otóż praktycznie "Rytuału" nie skończyłam, gdyż w książce zobaczyłam tylko pierwszą stronicę ostatniego rozdziału! Skandal! Na szczęście był to w pewnym sensie epilog, bo najważniejsze wydarzenia zdążyły rozwiązać się wcześniej.

Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi horrorów, któremu miłe jest zwłaszcza lekkie ukłucie strachu, a także z odpornym żołądkiem ;) Mam nadzieję, że docenicie "Rytuał" tak samo jak ja, a może nawet zaczniecie zaczytywać się w mistrzu Mastertonie!

-=mroofka=-(awitaszak@o2.pl)

PS1. Z góry przepraszam za wszystkie błędy, zarówno te ortograficzne, jak i nazwy własne (za te szczególnie). Nie mogłam przypomnieć sobie pisowni, ale mam nadzieję że mi to wybaczycie :)

PS2. Pozdrufki dla : Xanathosa, TomaYa, Anusi, K'GEE, ROKKYU, Doris, Szczypawy, Oka i reszty moich qmpli, zwłaszcza z Campton :) LUV U!