PRZEGLAD KILKU KSIAZEK
Półtora roczku za nami..





... A raczej za Przeglądem Kilku Książek, który istnieje już od 18 miesięcy (mniej więcej). Trzeba przyznać, że nie jest mu zbyt różowo, ale jak na razie jeszcze się trzyma, w miarę dobrze - jak mnie zapewnia. Mam nadzieję, że pożyje jeszcze z kilka latek...

Co zaś dzisiaj przyszykował nam? Ano jak zwykle cztery książki, tym razem dwie autorstwa świetnego pisarza science-fiction, czyli Philipa K. Dicka, do tego dochodzi jeszcze kochany Terry Pratchett, znowu w niespecjalnie wysokiej formie, i niesamowicie przerażający H.P. Lovecraft. W kolejności wygląda to tak:

  • Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
  • Ruchome obrazki
  • Możemy cię zbudować
  • Dagon
    Muszę przyznać, że to całkiem dobry zestaw. Ba! Nawet bardzo dobry!

    Prolog



    Philip K. Dick "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?"


    Rick Deckerd jest Łowcą. Nie jest to zbyt pewny zawód, ponieważ nie daje stałych zarobków (oprócz nominalnych wypłat), ale jak się uda, to pieniędzy daje dużo. Wystarczająco dużo, żeby mógł sobie wreszcie kupić prawdziwe zwierzę. Na razie jednak musi się zajmować swoją elektryczną owcą. Zawsze marzył o koniu. Jego sąsiad właśnie go zakupił...
    Poprawę sytuacji może mu dać zaistniała właśnie w pracy sytuacja. Dave, starszy z dwójki Łowców, został wczoraj zlaserowany przez jednego z androidów, które wczoraj tropił i wylądował w szpitalu. Oznacza to, że Rick przejmuje jego sprawę. Nie jest to jednak łatwe zadanie, ponieważ andki, które ma zabić należą do nowego typu - Nexus-6. Aby sprawdzić czy standardowy test na empatię, pomagający odróżnić człowieka od androida, ma zastosowanie u nowego modelu, udaje się do Seattle, do siedziby Rosena...

    Tak właściwie, to książkę wypożyczyłem z czystej ciekawości, gdyż chciałem się dowiedzieć, jak prezentuje się powieść, na podstawie której powstał film Blade Runner (Łowca androidów). Film jest świetny... Książka też, z tym, że jest inna. Ma niesamowity nastrój, taki, który sprawia, że nie można się od niej oderwać, ale jeśli już to zrobimy, to po powrocie do czytania bez problemu odzyskamy jej klimat. Zaliczam ją do najlepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałem. Śmiem nawet twierdzić, że jest lepsza od najbardziej uznanej powieści Dicka - "Ubik". Proszę nie starać się usilnie mnie nawracać, bo to niemożliwe. Zdania swojego nie zmienię.



    Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
    Ocena: Super (Niepowtarzalna)



    Terry Pratchett "Ruchome obrazki"


    Gdzieś na krańcu Dysku, na plaży graniczącej z jakimś wzgórzem, w biednej, małej "chatce" umiera jakiś staruszek. Dopiero gdy przychodzi po niego Śmierć starzec uświadamia sobie, że nie znalazł swojego następcy, który powinien go teraz, kiedy już nie żyje, zastąpić. Ta konkluzja przeraża go, ale teraz nie jest już w stanie nic zrobić, aby naprawić ten niewybaczalny błąd..
    Tymczasem w innym miejscu na Dysku, a dokładniej w Ankh-Morpork, jeszcze dokładniej, w części Niewidocznego Uniwersytetu, którym jest placówka Alchemików, położona przy ulicy Alchemików, dzieje się coś bardzo dziwnego. Ustają nieodłączne w tamtych rejonach wybuchy, zamiast tego zza drzwi pracowni tych odszczepów prawdziwych magów słychać jakieś klikanie. Jeszcze dziwniejsze jest to, że po krótkim czasie alchemicy opuszczają swoje laboratoria i udają się w jakieś inne miejsce, w którym nikt im nie będzie zakłócał spokoju. Udają się do Świętego Gaju zwanego obecnie Holy Woodem...

    Tym razem pan Terry Pratchett zaprezentował nam szybki rozwój i równie szybki upadek kinematografii w Świecie Dysku i wyszło mu to całkiem dobrze, jednakże gdzieś zatracił ten niepowtarzalny klimat swoich dotychczasowych powieści osadzonych w tym świecie. Nie jest źle, ale czegoś "Ruchomym obrazkom" brakuje... Podobają mi się za to nawiązania do innych świetnie znanych tytułów, m.in. twórczości Lovecrafta (Necrotelicomnicon :)) Zauważyłem też, że potrafi nadać książce, a raczej przedstawionym w niej wydarzeniom, niesamowitego pędu, tak jak to już raz uczynił w "Kosiarzu" (gorąco polecam!) w akcji z wózkami. Udało mu się też wykreować bardzo fajną postać, którą jest Gadpode, Cudowny Pies. Jest taki cyniczny... ^_^



    Terry Pratchett - Ruchome obrazki
    Ocena: Dobra



    Philip K. Dick "Możemy cię zbudować"


    Louis Rosen jest współwłaścicielem fabryki elektronicznych klawikordów i organ, pracuje też w spółce założonej przez niego i Maury'ego Rocka, zajmującej się rozprowadzaniem wymienionych powyżej produktów, a noszącej wdzięczną nazwę: WAZA. Ostatnio jednak interes ten staje się nierentowny, ponieważ sprzedaż produkowanych przez rodzinną firmę Louisa instrumentów drastycznie spada, w porównaniu do poprzednich lat. Przyczyną takiego, a nie innego, stanu rzeczy jest wprowadzenie na rynek przez korporacje Hammersteina i Waldteufla tak zwanych organów nastrojowych, które to nie są zwykłymi elektrycznymi organami, tylko wpływającymi na podświadomość człowieka maszynami, regulującymi w ten sposób nastrój emocji dowolnego człowieka; wciąż mają jednak związek z muzyką. Jednym zdaniem: łączą w sobie pożytek z przyjemnością. Maury Rock wpada na szczęście na pomysł jak wyjść z niekorzystnej sytuacji, jednak Louis podchodzi do niego z dużą nieufnością...

    Ta powieść jest trochę dziwna. Z początku czytało mi się ją bardzo ciężko, wręcz męczyłem się tym czytaniem. Z czasem jednak było coraz lepiej i ciekawiej - zacząłem chłonąć treść książki w zastraszającym tempie. Nie przeszkadzało mi nawet to, że byłem w stanie domyślić się co się stanie z głównym bohaterem, bo i tak fabuła potrafiła mnie niezwykle zaskoczyć, i to nie jeden raz. To zdecydowanie świadczy o geniuszu P.K. Dicka, że książka, która mnie wręcz nudziła, tak mnie obecnie pociąga. Godna przeczytania pozycja, ale tylko dla ludzi dojrzałych.



    Philip K. Dick - Możemy cię zbudować
    Ocena: Bardzo dobra



    H.P. Lovecraft "Dagon"


    Książka ta jest zbiorem niektórych opowiadań autorstwa Lovecrafta zebranych i zestawionych, jeżeli się nie mylę, specjalnie na nasz rynek, jest zarazem pierwszym tomem cyklu takich właśnie, zebranych do kupy opowiadań. Jest podzielona według poszczególnych bogów mitologii Cthulhu, tzn. poszczególne opowiadania są przypisane pojedynczemu bogowi (czasami nawet kilka dla jednego). Jedynie dwa pierwsze tyczą się właściwie samym tym istotom, a mianowicie Dagonowi i Hypnosowi, reszta jest już, jak przypuszczam, jedynie domniemaniem, że dana sytuacja może pasować do danego bóstwa lub to właśnie ono ma wpływ na przedstawiane zdarzenia, ale tego nie jestem w pełni pewien. Całość rozpoczyna jeszcze jakby preludium, którym jest tekst autorstwa Piotra Jaskanisa, pt. "Mitologia wg Lovecrafta". Traktuje on, może trochę ogólnikowo, o stworzonej przez H.P. Lovecrafta mitologii Cthulhu. Bardzo fajna rzecz dla miłośników twórczości powyższego autora; mitologia w pigułce. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to najprawdopodobniej będziecie mogli przeczytać ten tekst w Wrzasku o Północy, ale to nie jest jeszcze pewne na sto procent.
    Same zaś opowiadania jak zwykle stoją na bardzo wysokim poziomie i są, zapewniam Cię czytelniku, przerażające i niezwykle mroczne. Są to w kolejności zamieszczenia: 'Dagon', 'Hypnos', 'Artur Jermyn', 'Zeznanie Randolpha Cartera', 'Przemiana Juana Romero', 'Festyn', 'Zły duchowny', 'Z otchłani', 'Księżycowe Moczary', 'Bestia w jaskini' i 'Ulica'.

    Gorąco zachęcam do zapoznania się z tym tytułem, jeżeli oczywiście lubisz odrobinę adrenalinki, a jeśli nie, to po lekturze tego tytułu powinieneś ją bardzo polubić, szczególnie wywołaną twórczością Lovecrafta. Bardzo dobra pozycja, właściwie błędem byłoby się z nią nie zapoznać. Polecam!



    H.P. Lovecraft - Dagon
    Ocena: Super




    Epilog

    W dzisiejszym Epilogu chciałbym się szerzej zająć tematem jednej z opisywanych w tym PKK książek, czyli Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka.

    Jak już wspominałem klimat książki jest niepowtarzalny i wywołuje u mnie niesamowity nastrój. Jest to jakby połączenie mroku z grozą i tajemnicą, doprawione jeszcze szczyptą emocji, które odczuwam, kiedy mam doła, czyli bezsensu istnienia i smutku. Tak smutku - to uczucie jest tutaj ogromne, jednak sprawia mi przyjemność, a naprawdę niewiele tytułów sprawia mi przyjemność na poziomie duchowym. Robią to jedynie powieści, które są po prostu najlepsze (może nie będę ich wymieniał, bo nie pora teraz na to), a taką z całą pewnością jest "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?". Ona jest po prostu INNA.
    Już sam świat, który jest w niej przedstawiony, nie jest typowy. Nie przypomina on tych wszystkich wizji przyszłości Ziemi opisywanych w innych tytułach science-fiction. Ani tych dobrych, ani tych złych. Jedyną wspólną cechą, z co poniektórymi, jest to, że wszystko dzieje się po wielkiej wojnie, w której zostały użyte "argumenty" nuklearne, bo przecież wojna to jedna wielka kłótnia. Tylko po co?
    Teraz powierzchnia Ziemi jest wyludniona, zostali na niej tylko ci, którzy nie mogą jej opuścić, gdyż wszechobecny pył zmienił ich - zostali specjalami - oraz ci, których na wyemigrowanie nie stać, albo nie mogą tego zrobić z innych przyczyn. Tak mniej więcej jest z głównym bohaterem tej powieści, czyli Rickiem Deckerdem, który musiał pozostać na Ziemi z racji wykonywanego zawodu Łowcy. W końcu ktoś musi dbać o to, żeby ludzie nie dowiedzieli się o tym, że androidy są wśród nich. Coś takiego jest niedopuszczalne.
    W ten sposób pędzi on przeciętny żywot przeciętnego człowieka, który odczuwa nim ogromne zmęczenie i wszechogarniającą niechęć, jednak dalej egzystuje - nie ma innego wyjścia. Innego wyjścia nie ma też drugi z kluczowych bohaterów fabuły, czyli J.R. Isidore, żyjący w samotności, w opuszczonym bloku na przedmieściach San Francisco, kurzy móżdżek. Ma na tyle szczęścia, że posiada stałą pracę, a sensem jego istnienia jest ciągła wędrówka z Mercerem za pomocą maszyny empatycznej, dzięki której ludzkie istnienia łączą się w jedną całość i wspinają się w górę, obrzucani kamieniami, by potem spaść w otchłań i czekać na wskrzeszenie i ponowną wędrówkę, i ponowny upadek, i ponowną wędrówkę...
    Monotonię jego istnienia potrafi jednak zmienić spotkanie z androidami i wynikła z tego, jak i kilku innych, faktu sytuacja. Wtedy to Isidore uświadamia sobie, że tak naprawdę lubi towarzystwo innych ludzi i podświadomie pragnie go. To pozwala mu uwolnić się z dotychczasowego trybu życia i przeprowadzeniu się na zamieszkały teren, na razie stopniowo, ale jednak zawsze...

    To zaledwie cząstka tego, co mogę powiedzieć na temat tej powieści, jednak jest to zarazem najbardziej reprezentatywna cząstka mojej osoby względem Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?. Niesamowita książka. Z całych sił pragnę Cię zachęcić do jej przeczytania, tylko ostrzegam - nie sugeruj się filmem! Naprawdę się opłaca...

    MetFan



  • © Copyright by MetFan
    www.metfan.rapnet.pl