PKK#17

PRZEGLAD KILKU KSIAZEK
Brytyjskie klimaty...





Nie oznacza to jednak, że jest dżdżysto i wilgotno. Nie ma też nigdzie wszędobylskich mgieł. Po prostu dzisiaj zaprezentuję wam książki autorstwa dwóch Anglików, dobrze już znanym stałym czytelnikom Przeglądu Kilku Książek, Davida Gemmella i Terry'ego Pratchetta. O ile tego drugiego nikomu raczej przedstawiać nie potrzeba, o tyle pierwszy z nich jest jednym z najbardziej cenionych pisarzy technofantasy, a zahacza i o zwyczajne fantasy z tym, że w jego wydaniu przypomina ono trochę bezmyślną sieczkę - jednakże cholernie dobrą sieczkę. Nie znalazłem jak dotąd drugiego autora, który pisałby w podobny sposób. To chyba dobrze...

Na koniec chciałbym jeszcze w tym miejscu podziękować Novinhi. Dzięki Twoim mailom uchroniłem się od popadnięcia w rutynę. Dziękuję i życzę powodzenia. Mam nadzieję, że Twoje teksty zostały dobrze przyjęte w gronie actionmagowiczów.

Na razie zaś zapraszam Cię czytelniku do przeczytania kolejnego, już 17, wydania PKK.

Prolog



David Gemmell "W królestwie wilka"


Miriel biegnie przez las. Chce dotrzeć do swojego domu jak najszybciej, ponieważ zapowiada się na deszcz, a taka pogoda w górach jest bardzo niebezpieczna. W pewnym momencie z boku pojawia się lwica, która rusza w pogoń za dziewczyną. Na szczęście jej przybrany ojciec, Dakeyras, wychodzi jej na spotkanie i w porę ostrzega o niebezpieczeństwie. Miriel zaprzestaje ucieczki, gdyż jest niesamowicie zmęczona po długim biegu i czuje już zakwasy w mięśniach. Postanawia zaatakować zwierzę z nożem w ręku...
Tymczasem gdzieś indziej, na dole, na rozległych nizinach roznosi się wieść o wyznaczeniu dużej sumy za głowę legendarnego zabójcy - niepokonanego Waylandera. Bandy rzezimieszków zaczynają poszukiwania. Należy do nich również Krevey, z tym, że on działa w pojedynkę i w miarę szybko udaje mu się dowiedzieć o tym, że w górach mieszka pewien mężczyzna w podeszłym wieku wraz ze swoimi dwoma córkami. Ten opis pasuje jak ulał do Waylandera, więc bandyta już cieszy się z wysokiej nagrody pieniężnej.

'W królestwie wilka' jest kontynuacją innej powieści Gemmella pt. 'Waylander'. Jej akcja dzieje się około 10 lat po wydarzeniach opisanych w tamtej książce, lecz większość bohaterów pozostała ta sama, co w sumie można zaliczyć 'In plus'. Zaś ogólnie o tym tytule można powiedzieć, że jest bardzo dobry, jak to z resztą zwykle u Gemmella bywa. Szczególnie podobało mi się poświęcenie, jakiego dokonał jeden z zabójców ścigających Dakeyrasa alias Waylandera. Coś pięknego, tak samo jak i cała powieść.



David Gemmell - W królestwie wilka
Ocena: Bardzo dobra z +



David Gemmell "Mroczny księżyc"


Tarantio siedzi właśnie i marznie w jakiejś jaskini w górach. Znalazł się tutaj, gdyż armia, w której obecnie służył, poniosła sromotną klęską i została zmuszona do ucieczki. Teraz zaś musi się ukrywać w niej przed pościgiem razem z potężnie zbudowanym, rudobrodym Forinem oraz śmiertelnie rannym młodzieńcem o imieniu Kiriel. Oprócz nich jest tam jeszcze jedna osoba, o której wie tylko Tarantio, ponieważ chodzi o demona, który żyje w jego ciele. Ma na imię Dace i jest praktycznie, acz nie do końca, jego przeciwnością. Żyją oni we dwoje w jednym ciele, często się sprzeczając, ale zachowują się w stosunku do siebie jakby byli braćmi. Tarantio zajmuje się większością spraw, które ich otaczają, Dace zaś jest niezrównanym szermierzem i spełnia się tylko w walce i zadawaniu śmierci. Podczas bitew przejmuje on kontrolę nad ich wspólnym ciałem, dzięki czemu Tarantio wsławił się na świecie jako niepokonany wojownik. Teraz zaś zastanawiają się, co będą robić dalej, gdy nieprzyjaciel zrezygnuje już z pościgu...

'Mroczny Księżyc' to najlepsza powieść Gemmella, jaką ostatnio czytałem (a czytałem ich bardzo dużo, między innymi pozycje 'Waylander' i 'Król Poza Bramą', których to opisów w PKK nie znajdziecie, ponieważ były wakacje i nie chciało mi się ich opisywać). Muszę przyznać, że jest to najlepsza książka po pierwszych trzech tomach 'Opowieści Sipstrassi'. Jednym z powodów mojego takiego, a nie innego zdania jest to, że akcja tej powieści jest przedstawiona w świecie innym niż wszystkie inne, które dotąd opisywałem (np. jak powyższy 'W królestwie wilka' - pochodzi on z nienazwanej 'serii', która dzieje się w stworzonym przez Davida Gemmella uniwersum). Jest w nim więcej mistycyzmu i magii, pojawiają się też inne rasy rozumne - w dużym stopniu właśnie to mnie urzekło. Dlatego też i ocena najwyższa z możliwych.



David Gemmell - Mroczny księżyc
Ocena: Super



Terry Pratchett "Tylko Ty Możesz Uratować Ludzkość"


Głównym bohaterem książki jest dwunastoletni chłopak - Johnny Maxwell. Gra właśnie w grę komputerową zatytułowaną 'Tylko Ty Możesz Uratować Ludzkość'. Jest to kolejna kosmiczna strzelanka, polegająca na uratowaniu Ziemi przed atakiem bezwzględnych obcych, w tym przypadku ScreeWee. Według introdukcji po pierwszym ataku przetrwał tylko jeden, eksperymentalny myśliwiec, którego pilotem jest właśnie Johnny.
Po pewnym czasie gra zostaje jednak przerwana. Dokładnie w momencie, kiedy nasz bohater ma zaatakować okręt bazę obcych najeźdźców na ekranie monitora wyświetla się napis: CHCEMY POROZMAWIAĆ! Te słowa wytrącają Johnny'ego z równowagi gdyż w instrukcji nie ma nic na ten temat. Tymczasem jego przeciwnik jakby robiąc mu na złość dodaje jeszcze, że nie chce ginąć i że się poddaje. Tego młodzieniec już nie wytrzymuje, więc po zapisaniu gry wyłącza komputer.

Ogólnie o książce można powiedzieć, że nie należy do zbyt ciekawych, ani dobrych pozycji. Muszę przyznać, że po Pratchettcie spodziewałem się czegoś więcej, tymczasem dostałem coś bardzo rozwodnionego. Na pewno nie można tego porównać do Świata Dysku. To byłoby świętokradztwo. Między innymi dlatego, że dzieje się w naszym świecie, no i przede wszystkim jest cholernie słabe. W zasadzie taką też powinno dostać ocenę, ale z czasem zaczęło mi się trochę podobać, więc podciągnąłem końcową notę. Mimo wszystko nie doradzałbym jednak przeczytania. Nie warto.



TP - Tylko Ty Możesz Uratować Ludzkość
Ocena: Słaba z małym +



Terry Pratchett "Johnny i zmarli"


Wszystko zaczyna się pewnego dnia, kiedy to Johnny Maxwell wraca ze swoim kolegą Wobblerem ze szkoły. Wybierają drogę na skróty - przez stary cmentarz. Rozmawiając zadają sobie pytanie, po co nieżywym grobowce, które wyglądają jak domy? Tym bardziej, po co w jednym z nich małe okienko? Przecież na ten cmentarz praktycznie nikt nie przychodzi; czyżby nieboszczyk chciał sobie powyglądać na świat? Idąc dalej zaczynają rozmawiać właśnie o umarłych i Wobbler w pewnym momencie rzuca hasło w stylu: "Założę się, że nie zapukasz do tego grobowca, bo będziesz się bał, że coś się z niego wysnuje.".
Następnego dnia ponownie wracają cmentarzem. Johnny dowiaduje się od przyjaciela, że mają przenieść cmentarz, a w jego miejsce wybudować jakiś biurowiec, więc stwierdza, że tym co tu leżą na pewno się to nie podoba. W pewnym momencie, pod wpływem impulsu, zatrzymuje się przy jednym z mauzoleów i puka w metalowe drzwi. Po chwili z przerażeniem stwierdza, że te się otwierają, a zza nich wyjawia się zjawia i pyta: "Słucham?". Johnny rzuca się do ucieczki. Dopiero później okazuje się, że ma on zdolność porozumiewania się ze zmarłymi i że jako jedyny człowiek widzi ich.

Cóż można powiedzieć o tej książce? Na pewno jest lepsza od 'Tylko Ty Możesz Uratować Ludzkość' jednak nadal nie dotrzymuje kroku pozycjom z cyklu 'Świat Dysku'. A temat wydaje się całkiem interesujący i daje dużo możliwości na rozwinięcie fabuły oraz kawałek dobrego śmiechu. Jej potencjał nie jest spożytkowany w szczególnie dobry sposób, jestem pewien, że można by to było zrobić o wiele lepiej. A szkoda, bo zapowiadało się ciekawie. :(



Terry Pratchett - Johnny i zmarli
Ocena: (tylko) Dobra




Epilog

Cóż mi pozostaje powiedzieć na koniec? Może to, że mam nadzieję, iż przyjemnie spędziliście czas z tym numerem Przeglądu Kilku Książek, a może powinienem was przeprosić za moją nieobecność dwa miesiące temu? Tak to chyba dobry temat. Przepraszam więc wszystkich, którym zabrakło wtedy w pewnym actionmagowskim kąciku pewnego podkącika, którego autorem mam przyjemność być. Spowodowane to było zbyt szybkim biegiem czasu i moją nieuwagą. Ani się obejrzałem, a termin, w którym miałem wysłać Phnomowi PKK minął. Liczę na Twoje przebaczenie, drogi Czytelniku.

Przechodząc zaś dalej chciałbym was serdecznie zaprosić do przeczytania mojej recenzji książki pt. Gwiezdny pył pióra Neila Gaimana. No właśnie, Gaimana, a nie jak błędnie napisał to UnionJack - Gainmana. Podaję do Twojej informacji, że pan Neil ma na nazwisko Gaiman. Nie to, żebym się czepiał, ale taki błąd musiałem po prostu sprostować. Neil Gaiman jest bardzo dobrym pisarzem, dlatego też przydałoby się pisać poprawnie jego nazwisko. Co by to było, gdybym na przykład napisał o Andrzeju Sapkoskim? Trochę głupio, więc prosiłbym też o większe poszanowanie nazwiska wyżej wymienionego pisarza. Z góry dziękuję i mam nadzieję, że się na mnie nie obraziłeś za wytknięcie tego rażącego błędu. W razie czego przepraszam, ale liczę na to, że weźmiesz sobie moje słowa do serca.

Z resztą z was pozostaje mi się już tylko pożegnać i liczyć na to, że za miesiąc też tutaj wejdziecie, żeby poczytać, co to nowego ostatnio sobie poczytałem. :) Do zobaczenia!




© Copyright by MetFan
www.metfan.rapnet.pl