Nad Niemnem
Eliza Orzeszkowa i mezalians


Lato tego roku było piękne, słońce zachodzące za borem pozostawiało czerwone ognie na rzece, a wiatr wiejący od pól wzniecał fale na gładkiej niczym jedwab powierzchni wody. Minął czerwiec parny jak nigdy, z burzami wielkimi, które grzmiały i błyskały na wszystek stron, strzaskały dom Korczyńskich, tak iż ostała się tylko stodoła. Gospodarz młody wyrywał sobie włosy z głowy, często krzyczał: ojcze! ojcze za co!? Jednak nie był sam, jego żona także chodziła przygnębiona, jednak nie poddała się. Wiciu! Wiciu nie płacz, mamy jeszcze stodołę, uratowaliśmy wszystkie zwierzęta, Wiciu! Jednak wiciu nie chciał jej słuchać, brał się za ubranie i szarpał i krzyczał: O matko! Matko za co!? Odpowiadała mu głucha cisza, a on w końcu usiadł na ziemi, spojrzał wokół siebie i zatrzymał wzrok na Niemnie. Rzeka płynęła jak zwykle, spokojnie, cicho, jak ostatnim razem. Witold wstał i poszedł nad brzeg rzeki, znalazł tam czółno. Tchnięty nagłą myślą wsiadł do łódki i przepłynął rzekę. Na drugim brzegu zostawił łódkę i wbiegł do boru. Biegł dłuższy czas, aż w końcu dobiegł. Niewielka polana z nieznacznym wzgórkiem i małym krzyżem, mocno już podupadłym. Młodzieniec padł na kolana i zaczął się modlić.

Kiedy znaleźli go rano chłopi z pobliskiej wsi, a zwłaszcza gdy podniósł go Jan - pół żywego z bladą twarzą, on wciąż powtarzał: tego sa.. samego.

Co mogę powiedzieć o tej książce? Hm.. po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że autorka postawiła raczej na opisy, bo fabuła to chyba tylko część książki. Gdybym miał przedstawić stosunek opis - akcja, było by to mniej-więcej 3-1 :). No, ale cóż trzeba przyznać, że książka jako-tako jest zjadliwa (klej jak zwykle mniam! :). Szczerych chęci do czepiania nie mam i dlatego postanowiłem przytoczyć wam tylko niektóre (swoje) spostrzeżenia.

Z całego utworu najbardziej podobała mi się legenda o Janie i Cecylii.
Niektóre sceny działały mi na nerwy, tak że prawie skończyłem czytać.
Zbyt wiele opisów - książka jest moim zdaniem pokazówką Orzeszkowej - co umie.
Ciężko się to czyta - podczas gdy przy Potopie wyrabiałem się po 200 stron z Niemnem zaledwie 80.
Zachowanie niektórych bohaterów to komedia - albo raczej powód do śmiechu przez łzy.
Nie wiem czemu, ale głupio urządzony wątek miłosny. On ma pisanego kogoś, a Ona ma dawnego adoratora- sprawia to wrażenie pewnego przepychu. Ale po co? mało jest opisów?
Jak większość książek pozytywizmu popiera jego plany/ programy. Praca u podstaw, praca organiczna, utylitaryzm, scientyzm. Troszkę tandetne prawda? :).
Mogę jeszcze dodać fakt, że łatwo jest usnąć przy tej książce. Z zaciekawieniem czytałem ją tylko dwa razy - i dziwię się sobie - jakim cudem!?

Ostatecznie biorąc pod uwagę wszystkie te myśli książka dostaje.. całą czwórkę [4]. Jest to ocena pośrednia- między siedem a jeden nie ma środka i dlatego aż* tylko* czwórka

* niepotrzebne skreślić :).

Łukasz 'Splatch' Dywicki
splatch@wp.pl