"Mgły Avalonu" - Marion Bradley Zimmer


Jest to podobno najlepsza część sagi arturiańskiej, tak jest napisane na tylnej okładce. Co prawda jak dotąd niezbyt interesowałem się legendami arturiańskimi. Mówiąc szczerze to nie przeczytałem o nim żadnej książki. Ta była pierwsza.

Z początku mnie nie zaciekawiła. Ba! Wręcz czytanie tego mnie nudziło. W końcu nie mogąc wytrzymać przestałem ją czytać. Jednakże ostatnio nie miałem żadnej ciekawej lektury i postanowiłem wrócić do tej książki. Pierwsze 200 stron, które przedtem już przeczytałem sobie podarowałem. I znowu mało mnie to wciągało. Ale byłem wytrwały. Powoli, powoli zaczęła mnie wciągać. Zaznaczam powoli! No ale w końcu akcja zaczęła się rozkręcać. Musze przyznać, że dość późno, w okolicach 450-500 strony. Ale potem jest już ciekawiej.

W fabule głównie chodzi o zmagania starej religii, którą prezentuje Bogini z nową, chrześcijaństwem. Mimo iż jestem głęboko wierzącym katolikiem w tym pojedynku "kibicowałem" właśnie tej starej religii. Jest to jeden z plusów tej książki. Naprawdę czytając to można z ciekawej strony spojrzeć na chrześcijaństwo. Można na nie patrzeć oczyma poganina, który uważa się za tego, który wyznaje prawdziwą wiarę...

Autorka niekiedy trochę przynudza, niektóre sytuacje są po prostu nieciekawe. Ale ogólnie to da się wytrzymać. Poza tym książka to najkrótszych nie należy - ponad 1000 stron więc jest co czytać mimo iż nie zawsze jest to ciekawe.

Co jeszcze można o tym powiedzieć? Jak dla mnie jest to dobra książka ale nie może równać się do porządnego fantasy - to chyba nie moje regiony.

Ale ogólnie to jak kogoś legendy arturiańskie interesują to może poczytać, choć jeżeli macie coś innego do czytania to raczej polecałbym właśnie to coś innego. Po prostu to nie dla mnie. Może dla was?

Ogólna ocena: 4 i mały plus

Faramir