|
Łoziński vs. Skibniewska |
|
Ostatnio, czytając "Książki" natrafiłem na dwa interesujące teksty: 'W obronie Jerzego Łozińskiego' i 'W obronie "Władcy Pierścieni"'. Przyjemnie było sobie poczytać, ale twierdzę, że jeden poszedł w prawo, drugi w lewo, a ja pozostanę pośrodku ;-P. Trochę namieszałem, ale olać to ;-P, olać wstęp ;-), przejdę do rzeczy. Szczerze mówiąc, to sam jestem posiadaczem "Władcy" w tłumaczeniu pana Łozińskiego... na szczęście wydania z poprawionymi nazwami (tylko Łazik gdzieś się tam zapodział :-(. Narzekać nie będę, bo tłumaczenie jest dobre, czyta się przyjemnie. Co do pani Skibniewskiej, to mam "Hobbita" w jej tłumaczeniu, i jest git, a jeśli chodzi o "Władcę";, to w jej tłumaczeniu czytałem tylko wiersz na początku (znalazłem, na stronce poświęconej WP): Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem, Jak dla mnie brzmi to trochę... dziwnie, przedstawię ten sam wiersz, umieszczony na początku książki w tłumaczeniu Łozińskiego (chodzi o tłumaczenie książki, a nie wiersza): Dla elfich władców pod niebem jasnym Trzy są Pierścienie, Nic dodać nic ująć, a reszta książki nie odstaje zanadto, tłumaczenie jest extra (tylko dlaczego Łazik a nie Obierzyświat???). Shire to Shire a nie wieśniackie Włości, Baggins to Baggins a nie Bagosz, a Bag End to Bag End a nie Bagoszno, tylko Łazik tam został (Jezu, to też powinni poprawić). Wyraziłem tu swoje zdanie, Władcy w tłumaczeniu Skibniewskiej nie czytałem i czytać nie będę. Jak ktoś się ze mną nie zgadza, to trudno. Raven |
|