|
Hehehe |
|
Taką śmieszną rzecz odkryłem, kiedy przeczytywałem kolejne artykuły w książkach... Mianowicie recenzję "Zielonej mili" Stefka Kinga. Bez urazy, szanowny autorze, ale kilka rzeczy napisanych przez Cię przysporzyło mi dobrego humoru na resztę dnia (i chciałem Ci podziękować, gdyż od kilku tygodni włada mną grobowy nastrój). O cóż mi chodzi... Pozwólcie, że zrobię "kopiuj" i "wklej", żeby nic nie uronić ze znakomitości... Pan Coffey przybywa na bloku śmierci oskarżony o gwałt i morderstwo dwóch dziewczynek. Co za sadystyczne dziewczynki, gwałcą i mordują! Fabuła, rzeczywiście, niecodzienna. Nie rozumiem tylko ludzi, którzy pomylili się tak bardzo oskarżając rosłego murzyna miast dwóch słodziutkich dzieciaczków. Teraz poważnie - chyba powinieneś był napisać "gwałt... NA dziewczynkach", ew. "zgwałcenie i zamordowanie dziewczynek". Nieważne, może to tylko drobne zaburzenie komunikacji. Powieść napisana jest w formie pamiętnika Paula Edgecomba, staruszka przebywającego w domu starców. To tak jakby napisać, że szkolny uczeń uczy się w szkole... A teraz obietnica autora recki: I następne akapity: (...)kiedy Dziki Bill dusił Deana Stantona, czy wtedy kiedy Percy rozdeptał Pana Dzwoneczka (który jednak przeżył, ale czemu zawdzięczał życie to już sami przeczytacie). Rzeczywiście, to co zaskakujące, zatrzymałeś dla siebie. Szczególnie scenę z myszą. Perfidny jesteś! Teraz będzie czepiactwo: Musisz mieć pojemne płuca... military
|
|