The Thing
Aline vs Predator 2
Max Payn
Return to Castle Wolfenstien
Unreal Tournament 2003
The Thing
Ludzie od dawna lubili się bać. Lubili strach, lubili tą adrenalinę, która
uderzała im do mózgu. Na samym początku ludzie opowiadali sobie prastare legendy
o smokach czy zapomnianych krainach. Następnie nadszedł czas książek, w których
autorzy opisywali różne potwory, czym człowiek miał większą wyobraźnię tym
bardziej się bał. I taki pan Lovercraft szybko załapał klimat i zaczął pisać
horrory. Jednak ludzie się zmieniali i nadchodziły złote czasy dla filmów.
Reżyserzy i scenarzyści coraz to bardziej wymyślali różne opowieści o zombie czy
robili filmy na podstawie słynnych książek vide Dracula. A gdy nasze komputery
zaczęły się zmieniać i generować coraz to bardziej złożona grafikę. Coraz to
większą rozdzielczość, więcej kolorów czy więcej poligonów twórcy gier
postanowili robić gry horrory.
Dokładnie horrory opisałem miesiąc temu w artykule "Gry Horrory" a dziś
postanowiłem skupić się na jednej z nich, wybór padł na dzieło panów z Vivendi,
czyli "The Thing". Powiem szczerze, że po raz pierwszy słyszałem o takiej firmie
jak Vivendi - nie wiem czy to moja niewiedza czy to owi panowie nigdy nie
stworzyli żadnej ciekawej gry. Więc do gry podchodziłem z wielkimi nadziejami,
ale i z wielkim strachem, że przyjdzie mi grać po raz kolejny w horror, który
zamiast straszy swoim klimatem raczej straszy swoim wykonaniem. No cóż, gdy po
raz kolejny czytałem pochlebne opinie na temat tego tytułu bardzo się
ucieszyłem. I szybko uruchomiłem "The Thing" bez większych oporów.
No cóż instalacja przebiegła bez większych problemów, więc szybko ominąłem
pierwsze wstawki i oglądnąłem sobie intro. Niestety filmie początkowy niczym nie
zaskakuje, a raczej troszeczkę odpycha od klawiatury. Po horrorze spodziewałem
się jakiegoś naprawdę wypasionego intra, po którym wszystkie śpiki z nosa by mi
powylatywały a komputer czekałoby zresetowanie. No cóż nic takiego się nie
stało, można to wytłumaczyć tym, że panowie z Vivendi chcieli nas przytrzymać w
niepokoju oraz ciągłym strachu. Chcieliby klimat był naprawdę dobry i by za
każdym razem gracz wchodząc do nowego pomieszczenia bał się.
No cóż po klimacie w horrorze oczekuje się wiele. Niby ma być ciężki, niby ma
być strasznie. Jednak jak wiadomo nie każdy potrafi tworzyć klimat, za to każdy
potrafi tworzyć chałę. No cóż producenci tego tytułu naprawdę trochę mnie
zawiedli. Niby klimat jest, ale jakiś dziwny, a może ja się starzeję. Klimat
jest na samym początku, a później chyba zamarza w arktycznym klimacie. Tu trzeba
przyznać wielkie brawa panom z Vivendi, ponieważ na samym początku naprawdę
boimy się. Jednak już po piątym levelu strach zanika, a zaczyna się sieczka.
Pamiętam jak grając w mój ideał horroru, czyli w "Silent Hill" potrafiłem
wyłączyć konsolę rzucić padem o ziemię i bać się wyjść do kibla. Przez około pół
godziny po wyłączeniu konsoli czułem autentyczny strach. A w "The Thing" tego
klimatu już nie ma, według mnie jest to wina zbyt dużej ilości wrogów. W
niektórych momentach czułem się jak w jakieś arkadowej szczelaninie a nie w
prawdziwym horrorze. Niby jakoś później twórcy gry dodają coraz więcej nowych
wątków i fajnych dodatków jednak i to nie pomaga. Po zabiciu naprawdę wielu
potworów nawet pokój cały w krwi z powyrywanymi nogami, z korpusami wiszącymi na
ścianie tak bardzo nie straszy. Ba powiem więcej czujemy zero strachu, a gdy
któryś z naszych kompanów zaczyna wymiotować na ziemię raczej na naszej twarzy
pojawia się uśmiech.
A tak w ogóle, o co chodzi?
"The Thing" jest grą, TPP, w której sterujemy oddziałem do zadań specjalnych,
który ma odnaleźć ekspedycję ratunkową, która wyruszyła przed nami. Tak pokrótce
wygląda fabuła. Zostajemy zesłani na Antarktydę i po chwili dowiadujemy się, że
tu wylądował statek kosmiczny. A jak to w takich wypadkach bywa przybysze z
kosmosu są bardzo wrogo nastawieni do ludzkości. Powiem nawet więcej oni chcą by
wszyscy ludzie się na ziemi pozabijali, lub chcą nam w tym pomóc i przejąć naszą
planetę (chyba?). Do fabuły nic nie mam jest po prostu zwykła i nic nowego
niewnosząca. Jednak skoro sterujemy oddziałem specjalnych komandosów, którzy są
stworzeni do takich akcji to, czemu zachowują się oni nie raz jak zwykli
tchórze. Jakoś komandosi kojarzą mi się z odważnymi i mężnymi ludźmi, a nie z
tchórzami, którzy puszczają pawie na lewo i prawo, gdy zobaczą ludzkie flaki.
Jednak to mogę zrozumieć, bo każdy może mieć słaby żołądek lub mogli zjeść coś
niedobrego podczas podróży. Jednak, gdy nasi dzielni komando całkowicie świrują,
tracą zmysły czy umierają na zawał to raczej śmieszy. Przecież nie przystoi
komandosowi by umierał na zawał, gdy zobaczy wroga.
To coś.
Jest wszędzie może być w każdym miejscu, czy za tymi drzwiami, pod stołem, nad
tobą a nawet i w twoim kompanie a może nawet jest w tobie? Na tym polega cała
idea gry "to coś" całe zło może czaić się wszędzie. W każdym momencie twój
komandos może zamienić się w potwora, w każdym momencie może wyskoczyć z
najmniej spodziewanego miejsca. Czy będziesz na to przygotowany to zależy tylko
od ciebie. Od twojego zaufania do reszty załogi, jak zaufania ich do ciebie. Bo
gdy będziesz im chciał zabrać broń czy będziesz zadawał durne rozkazy mogą coś
podejrzewać. A wtedy mogą się zbuntować lub nawet szczelać do ciebie. Jednak,
gdy będą ciebie darzyć dużym zaufaniem mogą cię wspomóc ogniem, gdy coś się
zaatakuje, mogą cię uleczyć czy coś naprawić. Jednak tam samo musisz uważać na
nich i zbyt bardzo się nie przywiązywać do oddziału, ponieważ w każdej chwili w
twoim przyjacielu może odezwać się "to coś" i jego ciemna strona mocy dać o
sobie znać.
Grafika.
Jak przystało na nową grę "The Thing" musiał wyglądać ładnie i już po samych
screenach było widać że gra prezentuje naprawdę wysoki poziom. Wszystkie lokacje
są wykonane naprawdę ładnie, wszędzie znajdują się porozrywane ludzkie szczątki,
wszędzie jest brudno. Wygląd i design lokacji stoi na wysokim poziomie, właśnie
ten cały nieład, jaki panuje w niemal każdym pomieszczeniu nadaje grze trochę
klimatu. Możemy sobie wyobrazić jak ludzie walczyli o swoje przetrwanie, gdy
nikomu już nie mogli zaufać. Dużym plusem są wszystkie efekty świetlne jak i
cienie. Efekty świetlne musiałaby naprawdę bardzo dobrze wyglądać, ponieważ
wrogów można pokonać tylko i wyłącznie ogniem. Może ogień nie wygląda tak jak, w
"Return to Castle Wolfteinstein", ale i tak jest bardzo dobrze. Wszystkie
postacie w grze jak i potwory są wykonane ładnie, ale nic po za to. Po prosty
jest dobrze.
Muzyka.
I znów muszę powrócić do porównania z Silent Hillem gdzie muzyki prawie w
ogólnie nie było. Znaczy niby jakaś była jednak czy cięcie żelaza można nazwać
muzyką. I ludzie Vivendi starali się zrobić coś na ten styl, - czyli muzyka
bardzo psychodeliczna. No nie powiem czasami im bardzo dobrze wyszła. Włącza się
często wprowadzając jakiś klimat i poczucie strachu. Niemniej jednak właśnie
często tylko muzyka nadaje klimatu, ponieważ na monitorze zaczyna się naprawdę
duża sieczka i muzyki niestety nie słychać spod odgłosów szczałów.
Wrogowie.
Właśnie oni mieli tworzyć klimat w "The Thing" jednak chyba trochę zawodzą i
często bardziej bawią. To już nie są mała dzieci z wielkimi pazurami jak to
miało miejsce w Silent Hillu, Hollu tym bardziej straszny Nemezis z RE3.
Potworom trochę brakuje do tego poziomu, który prezentowali w/w istoty. Niestety
po kilku chwilach łapiemy jak należy ich zabijać i nawet większa ich ilość nic w
tym temacie nie zmienia. Po prostu jest ich za dużo i są za mało straszne,
panowie ze stajni Vivendi powinni nad nimi trochę więcej popracować. Szczególnie
denerwujący są bossowie, którzy po za ich wielkością niczym nie straszą, i
niestety są bardzo prości do unicestwienia.
Zagadki.
Jak przypadło na prawdziwy horror i w "The Thing" powinny one być i owszem są,
ale jakieś takie kieprawe. Jakoś nie zmuszają gracza do użycia tych paru komórek
mózgowych i nawet dla mnie nie stanowiły większego problemu. Przypominając sobie
zagadki z serii RE to niestety tutaj jest bardzo słabo. Większość zagadek zmusza
nad do znalezienia klucza, który otwiera zamknięte drzwi czy znalezienie
ukrytego przełącznika.
To już koniec. Wszyscy żyjemy?
Cóż mogę napisać w podsumowaniu tej gry. Pewnie już zauważyliście ocenę, jaka
jest widnieje na dole tej strony. Czemu taka wysoka? No cóż panowie, z Play-It
zapłacili mi bardzo dużą kasę, a tak naprawdę zapłacili mi za mało i nie dałem
10. Muszę powiedzieć, że słyszałem wielu moich kolegów wypowiadało się bardzo
dobrze o tej grze. Jednak ja czekam na coś, co klimatem przebije Silent Hilla.
Niestety The Thing nie zaoferowało mi nic ponad standardową rozgrywkę i niestety
musze powiedzieć, że 119 złotych, jakie kosztuje ta gra niestety to za dużo. A
zbyt mało jest tu z prawdziwego dobrego horroru. Jednak, jeśli ktoś miał małą
styczność z horrorami na komputer to ta gra powinna mu się spodobać i dla tych
ludzi jest ta ocena. A jeśli jesteś prawdziwym hardcorowcem, który przy rundce
Silent Hilla czuł się jak w niebie to niestety niech odejmie jedno oczko. A
jeśli jeszcze nie grałeś w żaden horror to można spróbować, bo czasami są
momenty, w których początkujący może udławić się własnymi smarkami. Jednak ja
wolę czekać na Silent Hilla na komputer, może kiedyś wyjdzie i wy drodzy
czytelnicy, którzy lubią grać w horrory i w już nie jeden grali poprawcie trupa,
co go macie w szafie i też czekajcie na SH wersja PC.
Caleb
Grafika:9 Muzyka:9 Grywalność:8
Ocena końcowa: 7+
Plusy: +Grafika +Klimat na początku +Czasami muzyka
Minusy: -Klimat później -Wrogowie -Komandosi
|
|
.::Wstępniak
.::Recenzje
.::Stare, ale jare
.::Małe gierki
.::THPS2&3 Center
.::Gta3 Center
.::Konsole Center
.::Gadanie
.::TNT
.::Stuff
.::Redakcja
.::Listy
.::Wyjście
|