KĄCIK HISTORYCZNY

ANCIENT ZONE nr 10

Legion
Prophet of disaster

O Legionie zapewne mieliście okazję poczytać w CD-Action. Ciekaw jestem jak ocenił go recenzent, bo tę grę można albo bardzo polubić, albo znienawidzić. Ja - o dziwo - z Legionem się zaprzyjaźniłem i muszę powiedzieć, że owocna to znajomość...

W co gramy?

Gramy nie jak to mówią w komputer, a w grę komputerową. I to grę całkiem, całkiem. Legion jest pierwszą od dłuższego czasu porządną strategią rozgrywaną w turach. Przypomina troszkę Civilization, z drugiej strony zalatuje Herosami. Starsi czytelnicy być może pamiętają też popularną swego czasu gierkę Centurion (dostępna początkowo na Amigę, potem pojawiła się pecetowa konwersja) - autorzy silnie się na niej wzorowali, można wręcz rzecz, że Legion jest niemalże remakem tej produkcji. Zatem stajemy na czele młodego państwa i koncentrujemy swe działania na dążeniu do maksymalnej ekspansji terytorialnej i gospodarczej (ten wątek występuje w raczej symbolicznych rozmiarach). Co sugeruje sama nazwa, pierwsze skrzypce odgrywa tu armia rzymska. Trzeba wprawdzie tytułowi oddać, że do wyboru mamy nie tak mało innych nacji, ale nie ma to jak bawienie się w historycznego cezara i używanie władzy do woli.

Trudno mówić tutaj o państwie w dzisiejszym tego słowa znaczeniu - granice stanowią obszary sąsiadujące z podległymi nam miastami. Jak ma się to do prawdy historycznej, nie będę wyrokował. Od tego jesteście w końcu wy - czytelnicy Ancient Zone i miłośnicy historii. Najdziwniejsze jest jednak w tym wszystkim to, że miast nie możemy zakładać!!! Nowe ośrodki można co najwyżej zdobyć na drodze wystąpień militarnych, co pociąga za sobą pewne ryzyko. Jak widzicie, bojowy tytuł gry ma się, i to nie byle jak, do założeń programu. Wszystko "spoko luz", ale jeśli dorzucę do gara info o tym, że bitwy toczą się bez jakiejkolwiek kontroli gracza to już różowe barwy ustępują miejsca bezwzględnej czerni i robi się nie za wesoło. Bo co za radość w obserwowaniu starcia, na którego wynik nie mamy praktycznie żadnego wpływu. Mówię "praktycznie", bo tuż przed rozpoczęciem walki można dokonać lekkich przetasowań w ustawieniach armii. To jednak niczym nie tłumaczy autorów w oczach tych, którzy spodziewali się wrażeń porównywalnych przynajmniej z tymi, z Age of Empires.

Jak gramy?

Gra nie wygląda źle. Nie wygląda też dobrze. Empire Earth to to nie jest. Civilization III też nie. O grafice w 3D możemy zapomnieć, o ultrapłynnych animacjach również. Ważne, że nic po oczach nie bije, i daje się na to bez odwracania łepetyny spoglądać. Interfejs prezentuje średni, wyważony poziom, a jego sprawna obsługa jest kwestią kilkunastu minut spędzonych z podręcznikiem w ręku. A więc sytuacja w normie.

O udźwiękowieniu za wiele wam nie powiem, bo raz, że go prawie nie ma, dwa, że i tak podczas grania zapuszczam sobie inną muzykę. No ale gdy pogrywam w takie perełki jak Ed Hunter albo chociaż Legacy of Kain to jednak upajam się ich oryginalnym udźwiękowieniem. Wniosek? Gdyby ścieżka dźwiękowa Legiona powalała, z przyjemnością bym jej słuchał. A że tak nie jest (o czym po pierwszych 3 minutach sromotnie się przekonałem) to zupełnie ją sobie odpuściłem, co też sugeruję uczynić każdemu, kto na swoim dysku ugości grę.

Runda podsumowawcza

Jeśli coś kosztuje 49zł to cudów nie należy się spodziewać. Ale naprawdę nie zawsze cud potrzebny jest do przykucia pecetowca do monitora. Czasem wystarczy solidnie wykonana, bazująca na sprawdzonych wzorcach gierka, taką jaką Legion z pewnością stanowi. Sam się zdziwiłem, że tak długo trzymał mnie w swoich sidłach. Kilkanaście godzin borykania się z problemami imperium w ciągu trzech dni to nie mało. Zwłaszcza, że ikonka Legion na moim pulpicie sąsiaduje z utytułowanym GTA 3.

Kończąc, pójdę na rękę tym, co do tej pory nie zatrybyli: Kazika w garść, do sklepów marsz! Biegiem :).

Ocena: 7+/10

Plusy:
> grywalność
> urzekająca prostota (nie mylić z prostata!)

Minusy:
> grafa, dźwięki


"Die with your boots on" - tą piosenkę polecam na podkład muzyczny do Legiona, niezwykle pasuje do tematu gry

'Cos if you're gonna die, if you're gonna die
'Cos if you're gonna die, if you're gonna die

"The Trooper" też swe powiązanie ma...

The bugle sounds and the charge begins
But on this battlefield no one wins
The smell of acrid smoke and horses breath
As I plunge on into certain death


Obowiązkowe pozdrowienia

Jakąś satysfakcję z tego arta muszę mieć :). Pozwólcie wyrazić ją pozdrowieniami dla trzech najfajniejszych dziewczyn jakie poznałem tych wakacji :). Komu się one należą?

Nieprzewidywalnej Marianie, szczęściarze Ance oraz wcale nie takiej przeciętnej Aśce. Girls, who's yours leader?