KĄCIK HISTORYCZNY

ANCIENT ZONE nr 10

Akropol
Marek

Perykles - ateński mąż stanu - dążył w V wieku p.n.e. do zaciśnienia związków pomiędzy greckimi miastami - państwami. Chciał też uczynić z Aten - największego ówczesnego hellenistycznego miasta - może nie stolicę, ale coś na wzór centralnego punktu władzy całej Grecji. Aby zrealizować swój cel, postanowił wybudować Akropol, monumentalny kompleks świątynny. Perykles potrzebiwał jednak sporych funduszy, których szukał w budżecie Aten. Wyciągnięcie pieniędzy było zadaniem dość trudnym, gdyż ze względu na panującą demokrację, musiał najpierw przekonać do swego celu przynajmniej większość członków Zgromadzenia. Jak można było przypuszczać, władza niechętnie patrzyła na projekt Acropolis (dosłownie: wysokie miasto) i początkowo była mu przeciwna, to po skutecznej interwencji Peryklesa zmieniła zdanie. Cóż takiego wymyślił? Otóż zagroził, że zbuduje Akropol całkowicie z własnych środków i nazwie go swym imieniem. Nikogo nie trzeba było już dłużej przekonywać...

Perykles dobrał sobie sztab ludzi, w tym rewelacyjnego rzeźbiarza Fidiasza. Do budowy dzieła używano głównie marmuru, który wydobywano w kamieniołomach odległych od placu budowy o ok. 50 km. Wykute tam głazy najpierw wstępnie obrabiano na kształ prostopadłościanu, po czym transportowano do Aten ( W sumie zużyto ponad 20 tysięcy ton marmuru). Dopiero tam kloc był szlifowany na gładziutką kostkę. Co ciekawe, Grecy przy budowie nie korzystali z żadnych zapraw. Bloki układane były po prostu jeden na drugim. Precyzja pracowników była wręcz niesamowita. Dwa kamienie ułożone obok siebie tak przylegały jeden do drugiego, że niemożliwe było wsadzenie między nie chociażby żylety. Dziś wprawdzie wyraźnie widoczne są miejsca spojenia, jednak owe czarne krechy oddzielające poszczególne kloce nie są bynajmniej szparami, a... osadem zanieczyszczeń, czyli pamiątką po XX wieku. Po ułożeniu jednego rzędu kloców, wycinano w nich wąskie rowki, w które wkładano metalowe klamry, których kształt przypominał rozszerzoną literę H. W ten sposób "cegły" były łączone. Co ciekawe (a raczej nieciekawe), archeolodzy poprzedniego stulecia postanowili wymienić stare i - jak to stwierdzili - wysłużone klamry. Niestety, nowe spojenia szybko zżarła rdza, rozsadzając przy okazji budulec. Dopiero po tym fakcie przekonano się, że starożytne klamry były dodatkowo przed zainstalowaniem oblewane ołowiem, w celu uniknięcia przykrych niespodzianek.

Propyleje
To monumentalna brama prowadząca na Akropol. Wybudowana w 432 roku p.n.e. wg. projektu Mnesiklesa została zniszczona w 1645 roku poprzez uderzenie pioruna. Warto dodać, że w chwili wypadku Propyleje służyły za magazyn z prochem...

Partenon
Najsłynniejszy z obiektów Akropolu, poświęcony bogini Atenie, był głównym symbolem miasta. Obiekt zachował się do XVI wieku w stanie wręcz nienaruszonym, jednak gdy Ateny znajdowały się pod rządami Turków, uczyniono z niego magazyn "amunicji". Podczas oblężenia miasta przez Wenecjan, na metropolię spadł grad kul armatnich. Jedna z nich feralnie przebiła dach Partenonu, czego następstw można się domyśleć.

Erechtejon
Najmłodsza świątynia Akropolu, poświęcona Atenie i Posejdonowi. Nazwa wywodzi się od imienia ateńskiego herosa Erechteusza.

Świątynia Nike
Wybudowana w 424 roku p.n.e. według projektu Kallikratesa dla bigini zwycięstwa. Grecy chcieli w ten sposób odwdzięczyć się za wygraną wojnę z Persją. Znajdujący się wewnątrz posąg Nike pozbawiony był skrzydeł, aby bogini, a co za nią idzie - zwycięstwo, nigdy nie opuściło Aten.

Święta droga
Kamienny deptak łączący poszczególne świątynie, wzdłuż którego stały posągi bóstw i bogów.

Mimo swego sędziwiego wieku 2,5 tysiąca lat, Akropol najtrudniejsze chwile ma wciąż przed sobą. To nie najazdy Turków, ani też średniowieczne oblężenia państw zachodnich okazały się najniebezpieczniejsze dla kompleksu. Rywalem, z którym wciąż przegrywa, jest cud dwudziestego wieku, czyli kwaśne deszcze. Opady z nieba wręcz rozpuszczają marmurowe konstrukcje. Specjaliści wciąż nie wiedzą, jak temu zaradzić. Widzoczne na zdjęciach rusztowania wewnątrz objektów to nie bynajmniej prace remontowe, ale podporniki, bez których budynek najnormalniej by się rozsypał. Specjaliści wciąż nie wiedzą, jak poradzić sobie z nowym zagrożeniem. Do ostatnich projektów należało pokrycie zagrożonych obiektów cienką warstwą tytanu, jednak skutki uboczne są trudne do przewidzenia. Nam pozostaje mieć nadzieję, że następne pokolenia będą podziwiać akropol nie tylko na zdjęciach.