Wiedźminada czyli rzecz o Niezwykłym Wiedźminie według prof. WyJąTkOwA ŚwInIa...
Ktoś kiedyś powiedział "Znajdzie się kłonica na d*** Szczerbica" (przepraszam jeśli coś przekręciłem) osobiście dodałbym: "...znajdzie się i armata bo Szczerbic to szm***". Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak wrzucam człowiekowi, którego nawet nie znam osobiście. Odpowiedź jest prosta... dlatego, że powstał film "Wiedźmin". Aleś szybki! - zakrzykniecie.
Ale nie o film "kinowy" mi chodzi a o serial, którym niedawno uraczyła nas TVP2. Na bogów, co za *&*^ to zrobił! No i wiecie już o co chodzi. Zacznę od początku. Otóż na początku (filmu, odcinka) jest napisane "Na podstawie opowiadań "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia" (czy jakoś tak), a toż to największa bzdura ostatnich lat. Ten film nie ma nic wspólnego z tymi opowiadaniami. NIC! Nawet wiedźmin to nie Wiedźmin GERALT. To jakiś pedał (naprawdę ma jakiś taki homoseksualny wygląd) w kasztanowej brodzie i samurajskim ubraniu.
Co oni zrobili z tym wspaniałym światem! Powiem tak, film był sto razy lepszy niż serial. Jeśli nie wierzycie to obejrzyjcie. Mną wstrząsnęły drgawki, gdy zobaczyłem młodą Renfri. I do tego ich spotkanie (Geralta i Renfri). To straszne. Zaciekawiło mnie jedno, przytoczę pewne zdanie, które ona wypowiada w filmie: "będą służyć mi jak psy". Wiecie o kim tak mówi? O szajce goblinów, która ją przygarnęła (w książce to było trochę inaczej, ale...). Przecież wszyscy wiemy, że dawała im d*** za chleb. Co za *&(*& pisał scenariusz? Jeszcze ciekawsze jest to, co powiedział w wywiadzie Szczerbic: "jestem fanem prozy Sapkowskiego i ten film to moja interpretacja. Tak sobie wyobrażam świat wiedźmina..." Rzuciło mnie o glebę. Co za *&^*&&^. On nie zrobił filmu na podstawie sagi, ale sam zabawił się w pisarza i stworzył zupełnie nowe przygody Geralta.
Wiedzieliście, że Geralt został wygnany z siedziby wiedźminów? Nie? Bo ja też? Wiedzieliście, że... ach, szkoda gadać. To nie wizja fana, ale g****.
Szczerbic i Brodzki, do was mówię, NIE RÓBCIE WIĘCEJ FILMÓW. Ja i moi kumple zrzucimy się i zapłacimy wam, ale nie róbcie więcej takiego czegoś. Zapłacę wam... czypięćdziesiąt, to i tak więcej niż zarobiliście na tym filmie. Zgadzacie się? No, wiedziałem, że jesteście rozsądni. A tak swoją drogą, za to co zrobiliście powinny was złapać wiewiórki (te z książki) i wyciąć j****.
Obaj zrobili jeden błąd w życiu... wzięli się za robienie filmów zamiast, wedle talentu, oczyszczać szamba. Po filmie narzekałem... po serialu chyba żyły sobie podetnę. Naprawdę, można policzyć na palcach sceny, które są w książce i filmie takie same. I nie tłumaczcie się, że nie da się zrobić filmu takiego jak książka. Spójrzcie na "Lord of the Rings"… przecież tam fabuła nie odbiega aż tak od pierwowzoru.
Można wprowadzić pewne zmiany, ale żeby sprawić, że ojciec Geralta żył po jego urodzeniu? Albo sprawić, że Vesemir (chyba tak się pisze) był człowiekiem, a nie wiedźminem... i umarł ze starości? Albo renegaci wiedźmińscy? Przytoczę jeszcze jeden tekst z serialu: "elfy... to ludzie starszej krwi, nie możemy z nimi walczyć..." i ciągle to powtarzają w serialu (elfy TO NIE są ludzie, naprawdę). Jeszcze jedna sprawa, skąd wzięły się kobiety wśród wiedźminów? Dlaczego Geralt jest taki naiwny i głupi? Dlaczego każda kobieta się w nim zakochuje?
Można więcej pisać, ale... Wiem, wiem narobiłem im reklamy i teraz wszyscy obejrzą ten serial (TVP będzie się chwaliła oglądalnością :-)), ale wtedy ci co obejrzą zrozumieją o co mi chodzi...
WyJąTkOwA ŚwInIa
Ps. Kiedyś ktoś powiedział „Nawet odrobina gówna psuje smak całej zupy, do której zostało dodane”... autorzy serialu dodali zbyt wiele tej przyprawy do swojej potrawy.
Pss. Następnym razem napiszę o Idolu...
Psss. Przepraszam jeżeli cytaty nie były dokładne, ale zapewniam, że oddają sens wypowiedzi oryginalnej...
{Słowo od Qn`ika: niestety, z jednym się mylisz - panowie Szczerbic i Brodzki zarobili na tym filmie znacznie więcej niż czypieńdziesiąt. A propos - mała ciekawostka. Nasz Ukochany Rząd (niech mu ziemia lekką będzie, byle szybko...) wpadł na pomysł nowego podatku. Ogólnie od kinematografii - będziemy teraz być może więcej płacić za bilety do kina, kasety VHS, DVD, etc. Pieniądze z tego podatku (znaczy te nierozkradzione) pójdą na... wspieranie polskiej kinematografii! Gdy to usłyszałem, miałem ochotę autentycznie wyjechać do lepszego kraju - teraz będę w kinie płacił np. za Road to Perdition więcej o kilka złotych, żeby polskie beztalencia mogły się produkować, tworząc "wiedźminów"?! Cóż, nie ma co kryć - już Wiedźmin powstał za nasze pieniądze, bo dofinansowanie miał niebagatelne. Tymczasem o sukcesie czy porażce filmu powinien decydować tylko i wyłącznie jego poziom. Gówno mnie obchodzi, że polska kinematografia padnie - ona już dawno padła, a jedyne filmy warte obejrzenia robione są za psie pieniądze ze składek. Wybaczcie zdenerwowanie :)}