Tatu - mój pobyt na koncercie i wrażenia

Siemka siemka. Nie pozdrowię już naczelnej, ponieważ napisała, że to forma podlizywania się, a tak nie jest :)) Tudzież chciałbym zaznaczyć, iż moją ksywkę należy pisać małą literą, gdyż tak nakazuje tego mój paragraf. Ciesze się, że porozumienie zostało osiągnięte. Tak więc dzisiaj napiszę wam o koncercie TATU we Wrocławiu, w którym to miałem przyjemność uczestniczyć. Tak tak, mam tylko 15 lat, ale z pomocą ojca mającego jakieś tam kontakty dostałem się do tego fantastycznego miejsca i mogłem przeżywać ten minirecital ;) razem z innymi ludźmi. I tu wam właśnie opiszę, jak to wygląda od środka, a jak z telewizji. Oglądałem nagraną na kasecie relację i już tu stwierdzam, że w ogóle nie czuć tam było klimatu, jaki panował na scenie. A więc zaczynajmy ... I jeszcze chciałbym poinformować, że jak na razie to są polskie fonty i módlcie się, aby pozostały do końca :)) I tu pozdrowienia dla naczelnej :)) {:))) No, pomińmy już, że od czasu do czasu palec do [ALT] nie sięgnął ;). Ale postępy są wyraźne :)}

Prologiem całej tej wizyty we wrocławskim Barze był krótki koncercik na hali łódzkiego Towarzystwa Sportowego, czy jak mu tam leci. Tak więc dziewczyny przyjechały na kilka takich koncercików, dając popis swoich umiejętności. Zaznaczam, że jestem wielkim fanem tego duetu, cały czas słucham ich płyty, więc może być to spojrzenie jednostronne bez odniesień do wad i negatywnych wątków całego show. I tak wyruszyłem z ojcem koło godziny 17, a do stolicy Dolnego Śląska mam około 80 km. Już na samym wstępie wzięła mnie ..., gdy zobaczyłem te mnóstwo osób czekających wewnątrz. Ludzie stali tam nawet już koło godziny 10, aby zająć sobie tylko miejsce, które tak ciężko było znaleźć. Jednak przeczekalismy u ciotki te kilkadziesiąt minut [mieszka 10 metrów od Baru] i ruszyliśmy na podbój... Straszny ścisk panował przed tym miejscem, więc trzeba było się przepychać i tak właśnie uczyniliśmy. Bywałem nieraz tutaj, jednak jakoś z każdym następnym razem czułem się dziwnie i inaczej. TO miejsce niesamowicie przyciąga, jak pobędziesz tam kilkanaście minut, powrót stanie się marzeniem. Tak jest w moim przypadku i niezmiernie się cieszyłem, że nie muszę oglądać tego z boku, z zewnątrz, tylko z samego środka, z serca całej imprezy. A więc na początku idziemy do wejścia, patrzy na nas szeroki jak trzy szafy ochroniarz, przez chwile się śmieje i mówi, że mnie nie wpuści, ponieważ jestem niepełnoletni. Odpowiedziałem mu takim samym uśmieszkiem i czekałem... aż przyjdzie kolega ojca. Pilnujący dostał ochrzan, a ja spokojnie, radując się w duchu, wybrałem się do zakamarków tej tajemniczej głębi ...
Najpierw te straszne schody, kto widział, ten wie, co to oznacza :)) Bardzo długie i strome, w każdej chwili można upaść i połamać się w kilku częściach. Powoli dałem susła na dół i moim oczom ukazał się wspaniały, acz zarazem przerażający widok. Mnóstwo ludzi, po prostu tak się cisnęli, ze myślałem o negatywnym zakończeniu sprawy i kilkakrotnym przyjeździe karetki w to miejsce. Dziwnym trafem udało nam się zająć miejsce bardzo widoczne, z dala jednak od sceny, gdyż tamte miejsca praktycznie zostały nieosiągalnie zajęte i byliśmy tam tylko w marzeniach. Kręcili się co chwilę realizatorzy, jacyś ludzie coś majstrowali przy pewnych urządzeniach. Spiker [jest taka osoba !] dodawała smaczku przed nadejściem tej wspaniałej grupy. Ludzie ciągle krzyczeli, darli się w niebogłosy. Nawet jedna zemdlała przed koncertem tylko z powodu atmosfery, jaka tam panowała. Ludzie byli przyjaźnie do siebie nastawieni [przeważnie] i nawiązywali nowe kontakty. Ja chociażby poznałem nową dwudziestoletnią koleżankę z... Lublina :)). Nawet stamtąd można spotkać ludzi i to z tak dalekiej odległości. Klimat powoli narastał i już tylko kilkanaście minut dzieliło nas od koncertu. Piękne barmanki dwoiły się i troiły, aby zadowolić klientów, a ci zostawiali niebotyczne jak na nasze standardy rachunki i napiwki. Pojawiła się grupa uczestników Baru i każdy obecny mógł porozmawiać i wymienić kilka poglądów na temat tego show. Bez problemu zauważyłem, że oni również są zdenerwowani, jednak z uporem chowali swoje zachwianie i lęki. Najbardziej obleganą postacią była Dobruśka - niebieska kobita :)). Sielanka trwała, ja sobie legalnie :)) siedziałem na krześle przy stanowisku barmanów i...

...i stało się. Spiker coś krzyczy, z góry głosy ludzi z szumem przenikały do maleńkiego wnętrza lokalu, Krzysiek Ibisz darł się w mikrofon, a ja wiedziałem, że nadejdzie ta oczekiwana przez wszystkich chwila, jedno z moich największych marzeń. Byłem strasznie podekscytowany, to tak jak wygranie kilku milionów w Totka. Obróciłem sie w lewo, na początku schodziła liczna grupa ochroniarzy i szerzej nieznanych mi ludzi, a z tyłu lekko zarysowane postacie dwóch wielkich gwiazd - Leny i Yulii. Uśmiech pojawił sie na mojej twarzy. Wiecie, jak to jest, kiedy stoisz kilka metrów od światowej gwiazdy, swoistego fenomenu muzyki?! Od razu odpływają wszelkie zaniepokojenia, strach czy problemy dnia codziennego schodzą na dalszy plan, a liczy się chwila obecna - to, gdzie w danej chwili jesteś i jaki przyświeca temu cel. Poczułem się poniekąd Bogiem i osobą obdarowaną przez los, tudzież bardziej dowartościowaną. Najlepsze z tego wszystkiego były konsekwencje tego wyjazdu, czyli chwalenie się kolegom, ale przede wszystkim własna satysfakcja. I tak dziewczyny przeszły dwa metry ode mnie i udały się dalej, w głąb sali, w głąb ludzkich umysłów i sumień. Nic nie było słychać w tym całym amoku, tylko krzyki i piski, pokrzykiwania echem docierały do największych zakamarków. Zdjęć zrobiono piekielnie wiele, błyskały flesze aparatów, nagrywały całe zamieszanie kamery, kilkadziesiąt kamer ...

15 minut zleciało na takie właśnie zachowania publiczności. Straszna duchota na sali, nie ma jak złapać oddechu, ludzie tylko liczą na jakikolwiek kontakt z nastolatkami z Moskwy. Początkowo życzenia, składanie sobie wzajemnych próśb, później uroczyste zdmuchnięcie świeczek. Kamery latały niczym wolne ptaki - nad głowami ludzi, mikrofony również. Realizatorzy gdzie tylko mogli pchali swoje łapy, aby udoskonalać audycję. Nawet przemiłe Barmanki były pod wrażeniem i odjęło im mowę, nie podawały przez kilka minut drinków. Oprawa w sercu imprezy była istnie fantastyczna. Nie mogłem się doczekać tych kilku chwil muzyki... i doczekałem się :)). Oczywiście Polsat imitował stację doskonałą wręczając platynowe płyty kolejnym współpracownikom, wreszcie samym zainteresowanym. Dziewczyny kompletnie nie wiedziały, co się dzieje. Zagubienie i niedowierzanie nawet wkradło się chyba w ich umysły. W tak małym lokalu o takiej nikłej powierzchni wytworzyła się niebanalna atmosfera. Skończyło się nareszcie wręczanie płyt i zaraz wszystko ruszy... Poprawiłem sobie koszulę, wypiłem do końca coca-colę :) i dobrze usadowiłem na krześle jednocześnie trzymając jedną ręka poręcz od barowej lady. Wchodzą ...

Pierwsza piosenka to 'Ya soshla s uma'. Przed sceną całkiem ciekawa interpretacja do tego utworu, a tam Eryk -jeden z uczestników, bardziej przygląda się tej choreografii niż dziewczynom. Ale ruszyły... wszystko ruszyło. Kilkadziesiąt świateł dawało o sobie znać. 'Ciemno już, zgasły wszystkie światła ...' - to na pewno nie pasuje do klimatu panującego na scenie. Tu Peja się mylił :)) Teraz dopiero spostrzegłem te minispódniczki, skąpo ubrane dziewczyny dawały z siebie na tyle, aby zadowolić 'klientów'. I nadszedł moment, na który wszyscy czekali - całowanie. Patrzyłem się na to i nie mogłem oderwać oczu od tej zaistniałej sytuacji. To takie niewinne, a zarazem szczerze. Jedni byli wprost oburzeni, inni bili brawa, musieli znosić jedną dziewczynę, gdyż na ten widok zemdlała. Cała widownia oniemiała, a człowiek siedzący przede mną zatrzymał w połowie odległości do ust kieliszek. Po kilku sekundach ocknąłem i zacząłem zastanawiać nad reakcją ludzi. Koło mnie dyskutowano, że to poniżej wszelkiej krytyki, taktu i wartości moralnych. Śmiałem sie w duchu, bo taka inscenizacja i rozmowa naprawde może rozśmieszyć. Przecież od początku wiadomo było, że całowanie i czułości na scenie wystąpią, ponieważ taki jest klimat i styl bycia dziewczyn. Ja bynajmniej nie czułem się urażony, ale ludzie udawali, że im takie zachowanie nie odpowiada. Uważam, że każdy wyznaje taką orientację sexualną, jaką chce i niech się tego trzyma. A tutaj takie głosy zdziwienia i oburzenie...

Ooooo, WOW - takie okrzyki ciągle jednak leciały z 'trybun' i cieszyłem się, że ludziom się podoba. Muzyka później mnie pochłonęła, ojciec poszedł gdzieś do przodu, a ja stojąc na krześle chciałem zobaczyć więcej i odkrywać nowe horyzonty, nowy teren... Dziewczyny skończyły w takim momencie, że nawet się nie zorientowałem. Nie biłem braw, ponieważ coś mnie blokowało od środka. Później tak samo minęła druga piosenka 'Nas nie dogoniat', a wszyscy niesieni jej rytmem i podkładem muzycznym śpiewali razem z duetem Tatu. Sala oszalała, dziewczyny piszczały i patrzyły na ten duet z dziwną zazdrością. Kilka chwil i skończył się sen, dziewczyny przez chwilę jeszcze zostały w lokalu, rozdając autografy i dyskutując chyba ze swoim menedżerem, po czym udały się do wyjścia. Strasznie smutno mi się zrobiło, ale 'spełniłem' się duchowo i radość ogarnęła moje serce, że mogłem być tym wybranym i ujrzałem je na żywo. Znalazłem ojca, który gdzieś tam się kłębił po lokalu i udaliśmy się do wyjścia, a tłum nie mógł pogodzić się z takim szybkim końcem imprezy. Właściwie to im się nie dziwię, bo co to za koncert na dwie piosenki ?! Kilkanaście minut po wyjściu dziewczyn nadal przed Barem plątało się mnóstwo osób - zawiedzionych, ponieważ nie oglądali Tatu zbyt długo. Jednak z mojej krótkiej rozmowy z tamtejszym obywatelem wywnioskowałem, iż cały koncercik było genialnie słychać, więc uroku artystycznego ludzie stojący na zewnątrz nie stracili. Ale mnie już to nie obchodziło i udałem się do auta z ojcem, aby wracać powoli do naszego miasteczka. Zmęczenie mnie ogarnęło i usnąłem ...

Następnego dnia oglądałem telewizyjne nagranie i załamałem się. Nic, co zostało tam pokazane nie odzwierciedliło atmosfery, jaka krążyła na tym 'wydarzeniu narodowym'. Nie pokazali tylu ciekawych momentów, ale przynajmniej zobaczyłem, jak wyglądało to okiem realizatorów. Podsumowując, pobyt tam jest o wiele bardziej satysfakcjonujący niż oglądanie TV. I po dziś dzień mam się czym chwalić, a eskapadę uwieczniłem na zdjęciach, które gdy zeskanuję, wyślę wam. {A ja z mojej strony obiecuję, że jeśli zdjęcia będą ciekawe, znajdzie się w kąciku miejsce na jedno czy dwa :). A w wersji on-line może na więcej :)} Dzięki za uwagę i liczę na publikacje. {Jak widzisz, nie przeliczyłeś się :)} To były moje odczucia na temat pobytu w Barze, kiedy gościł tam duet TATU. Bez wątpienia muszę stwierdzić, że to obecnie mój ulubiony zespół i tylko tego słucham. Tak jak teraz pisząc ten art... Postarałem się i napisałem ten art polfontami, mimo że mi się nie chciało tego w ogóle robić, ale z czytej przyjaźni do naczelnej wykonałem swój plan i jestem z tego dumny. {A ja czuję ulgę. Stanowczo za dużo byłoby haczyków do dorabiania :).} Anwłajaż :)) A stylu ubrania Yulii (brunetki) to chyba nie zapomnę nigdy, piękno z niej emanowało na wielkie odległości ...

sly
slyther@go2.pl

God Save Tatu * Me * God Save Tatu II [nowe wcielenie i druga młodość] :))