Telewizja ma to do siebie, że lubi przyzwyczajać. Jak nie do atrakcji typu popularne seriale, telenowele, to do profesjonalnie wykonanych programów i stałych kącików, choćby kulinarnych.
Jednak ostatnimi czasy i to zaczyna się nudzić. Stare nawyki dają o sobie znać, podobnie jak komary nad rzeką. Przeszkadzają, dokuczają, a Ty nic na to nie poradzisz, w skutek czego zazwyczaj dajesz sobie spokój z dłuższym wypoczynkiem.
Do podobnego zdania musieli dojść szefowie stacji TV, dlatego postawili na tzw. osobistości medialne. Zjawisko już nie jest nowe, ale ostatnimi czasy przybrało bardziej napastliwą formę.
Kim jest taka osobistość medialna? Cóż, wyjaśnień jest wiele, jednak każde sprowadza się do jednego - postać na stale związana z ramówką stacji. A to pociąga to za sobą wszelkie inne działania zmierzające do identyfikacji danej persony ze stacją.
Innymi słowy mówiąc, jest to ktoś, kto jest żywą, chodzącą reklamą, która musi być zawsze i wszędzie skojarzona z "promotorem". Taki pajacyk na sznurkach kontraktu i pieniędzy :).
Jeśli mnie pamięć nie myli, to "pierwszą jaskółką" tego typu była prezenterka Dwójki. Chodzi oczywiście o panią Młynarską. Któż nie pamięta, jak przy byle świątku jej uśmiechnięta gębula niemal nie schodziła z ekranów?
Swojego czasu, w pierwszych numerach AM, mogliście poczytać nawet na jej temat. I to bynajmniej nie "słodkie słodkości" :). Ciekawe, kto pamięta?
Tak czy inaczej, sytuacja ta trwa nadal. Co święto, czy inna uroczystość, to pani Młynarska wespół z "pierwszą śpiewaczką Dwójki" (Marylcią, jakby kto pytał) stąpa triumfalnie po scenie, co tu dużo mówić, robiąc z siebie głupka. Niektórym może się to podobać, lecz ja w tym miejscu świadomie wywlekam wszystkie swe animozje, i dlatego jakoś nie przepadam za panią M. (za panią R. także :)).
O ile chwyt kreowania danej osoby na kanałowe guru stacje publiczne przyjęły ze stosownym umiarkowaniem, o tyle telewizje prywatne poszły na całość. Wystarczy spojrzeć na TVN i Martynę Wojciechowską. Kobieta orkiestra - wszędzie jej pełno. Big Brother, rajdy pustynne, wspinaczka wysokogórska. Nawet słyszałem że chciała się pchać z Rosjanami w kosmos. Całe szczęście dla niej, że nie poleciała. Podejrzewam, że makijaż w stanie nieważkości raczej trudno byłoby zrobić :).
Wracając do tematu - cokolwiek by się nie działo w TVN, zawsze jest duża szansa, że przy okazji zobaczymy Martynę. Ostatnio prowadziła zabawę z Kropkami w roli głównej - jak widać, kosmiczne ciągotki pozostały i mają się dobrze. Ciekawe, gdzie w przyszłości będzie nam dane podziwiać jej majestat? Nie wiem, ale chyba nawet do toalety niedługo strach będzie iść :).
A któż jest Martynką W. Polsatu? Oczywiście! To Krzysiu Ibisz. Sytuacja jest podobna do tej z poprzedniczką, choć jakby w mniejszym stopniu. Ale i tak wszędzie go pełno. Jeśli nie prowadzi jakiegoś teleturnieju będąc przebranym w quasi-sutannę, to stresuje ludzi na krzesłach, które jakoby ktoś podgrzewa.
Ale to oczywiście pryszcz, bo dla Krzysia najważniejsza jest dobra zabawa i popularność. Zupełnie jak w historyjce o nim i Arabach, której tutaj bezczelnie nie przytoczę.
Całkiem inaczej sprawy mają się z Jedynką. Tutaj nie ma zdecydowanego faworyta pośród standardowych prezenterów. Jednakże każdy wie, że kanał ten jest raczej prorządowy. Co z tego wynika?
Ciekawe zjawisko, mianowicie. Tak poważna stacja nie może sobie pozwolić na żadne zboczenia w postaci wywyższania szaraczków-aktorów tudzież byle pismaków/dziennikarzy.
Dlatego też sztandarową personą jest aktualny bohater naszej rzeczywistości politycznej. Obecnie, w okresie okołowyborczym (lub okołowyborowym - zależy od podejścia do polityki :)) jest to najwyraźniej Leszek M. Nie ma on takiej popularności, więc oglądalność, jak by nie patrzeć, zniżkuje.
Już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo odstaje od postaci, która mogła poszczycić się rekordową oglądalnością. Postaci, która tylko pojawieniem się rozgrzewała i przyciągała tłumy. Osoby, która daleko w tyle zostawiła całą konkurencję z prywatnych stacji. Szefowie Jedynki z rozrzewnieniem przypominają sobie czasy, gdy za człowieka z marmuru, filar oglądalności, robił u nich nie kto inny, a sam Andrzej Lepper.
Gregorius
fishbone1@wp.pl