DreamWalker

Wiem, że nic nie wiem
Prócz tego, co powyżej

    Patrzę w niebo. Jest noc. I widzę coś pięknego. Prostego, a zarazem złożonego. Stoję chwile, może dwie. Mijają tryliony kwantów czasu. Nie sposób ich pojąć. Patrzę na oko, które otworzyło się na chwilę. Na krótko, bym tylko ja mógł je dostrzec. Brwią jest bujna, pierzasta chmura, źrenicą - księżyc. Obraz na pozór zwyczajny, jednak ile trzeba było wysiłku, by powstał. Ile lat i ile przypadków, bym mógł go teraz podziwiać. Niezliczone ilości atomów dryfują w atmosferze, pyły, kurze, nasze słowa. Mieszają się i oddzielają od siebie według określonych i niezmiennych zasad. Księżyc jakby czekał całą wieczność, by ustawić się w tym miejscu i na chwilę odegrać rolę źrenicy. Chmurę - brew formowały przez lata przypadki i zrządzenia losu. A ja teraz na nie patrzę. Któż namalował ten obraz? Czy ktoś go stworzył, czy powstał sam?

    Żyjemy w systemie. Systemie tak wielkim i wspaniałym, że na razie nie może tego pojąć i zrozumieć nikt. Wokół nas, kilometr dalej i trylion lat świetlnych dalej drgają takie ilości atomów, że niemożliwe jest nawet napisanie ich liczby. Wszystkie mają energię, ruszają się. Każdy z nich żyje własnym życiem i jest niezniszczalny.
W systemie rządzą prawa - surowe zasady, których nie można złamać. Jest ich tyle, co atomów. Czasem czuję, jak drgają i jak przechodzą przeze mnie. System to idealna, nie psująca się maszyna, która będzie działać zawsze. Będzie się niszczyć i odradzać bez celu. Wszystko w systemie zależy od wszystkiego. Ta superstruktura spontanicznie i losowo generuje życie i je niszczy. Przez przypadek tworzą się miliardy świadomości, przez przypadek te miliardy giną. I nie zostaje po nich ślad. Ani łza. Nieustanny strumień nowości, ruchu, przepływ materii i energii. Wszystko dąży z chaosu do doskonałości i równowagi, by potem zginąć i rozproszyć się. Nie pytaj, po co żyjesz. Jesteś tylko produktem systemu. Urodziłeś się i umrzesz. Fakt, jesteś dobrze zorganizowany, materia w Tobie jest idealnie ułożona, przepływa przez nią ciągle energia. Ale i tak umrzesz. Twoje atomy rozproszą się, gdyż każda doskonałość i harmonia musi w końcu ulec zniszczeniu. Jednak masz coś, co być może przetrwa - świadomość istnienia - doskonałość sama w sobie, system w systemie. Coś, co jest iskierką nadziei, że nie wszystko stracone, nadziei, że śmierć nie jest upadkiem w nieświadomość i zapomnienie. Tylko czy świadomość jest wystarczająco silna, by przetrwać tą śmierć?

    Znamy tylko kawałek systemu. Ciągle poznajemy coś nowego i dojrzewamy. Czas przynosi postęp. Dać coś następnym pokoleniom to nasz jedyny cel. Jednak następne pokolenie może już nie nastąpić. Wystarczy kosmiczny okruch, by nas unicestwić. Byśmy w ciągu chwili wszyscy przestali fizycznie istnieć. To wszystko w sumie jest bez sensu. W mniejszych porcjach sens można znaleźć, w tej największej porcji już nie. Po co istniejemy? By zginąć? Powstaliśmy przez przypadek, bo były akurat ku temu warunki. Na szczęście, stajemy się coraz bardziej świadomi. To nasza szansa na wieczność. Być może nie zginiemy tak szybko. Być może niedługo kosmiczny okruch nie będzie już zagrożeniem.

    Ten system to Wszechświat. Najpotężniejszy i niezbadany. Nie widać jego granic. Czasem udaje się musnąć kawałek tajemnicy, który uświadamia nam naszą własną kruchość. To sam Bóg jest Wszechświatem. Doskonałym, niekończącym się systemem, który może zrobić wszystko. Popatrz na to, co jest wokoło. Tylko geniusz doskonały mógł to stworzyć, nikt inny. Wszystkie te prawa, zasady łączą się w większe prawa i zasady. Te z kolei w jeszcze większe i większe. W końcu możemy dojść do kresu eksploracji. Kiedyś ktoś być może wyprowadzi ten ostateczny, definiujący wszystko wzór - wzór na Boga.

    Odbieram zmysłami to, co jest mi dane. Wyciągam z tego logiczne wnioski, choć mogą tylko wydawać mi się logiczne. Wszystko bowiem jest subiektywne, bo tak naprawdę obiektywność nie istnieje. Świat widzimy tak, jak nam jest to potrzebne do przeżycia. Widzimy tyle kolorów, ile jest ważnych dla naszego istnienia. Czujemy tylko takie zapachy, by móc odróżnić gówno od budyniu. Jednak dzięki świadomości możemy poszerzać swoje horyzonty. Wszystko jest idealne, tylko nasze złe postrzeganie świata przeszkadza nam się tym cieszyć. Dochodzę tylko do jednego słusznego wniosku, do którego doszedł już ktoś wcześniej i zapewne jeszcze wielu dojdzie: Wiem, że nic nie wiem. Dlatego cieszę się póki mogę tym, że istnieję i jestem tego świadomy. To proste i piękne.

    DreamWalker

dreamwalker@poczta.fm