WOJSKO... czyli krótka historia przedpoborowego by GDF (część 1)




Text ten nie będzie do końca typowym tekstem o wojsku. Będzie o tym, od czego to się zaczyna i jakie metody już na samym początku stosuje samo wojsko.
A zaczyna się to (dla chłopaka, oczywiście) szybko, bo w młodym wieku ok. osiemnastu lat. Wtedy to przychodzi do niego pierwsze poważne urzędowe pismo. Tak zwana rejestracja. I w sumie gdyby do mnie ostatnio nie przyszła takowa to tego artu by nie było.
Pamiętam te czasy jak dzisiaj, kiedy to miałem może z 16 lat a w telewizji leciała "kawaleria powietrzna", oglądało się ten serial jak dobry film akcji, albo jakieś fantasy. Pamiętam też jak dzisiaj, że się śmiałem z mojego starszego brata, bo go już wtedy wojsko "ścigało", a tu ani się obejrzałem i on może się śmiać zemnie. No nie do końca, bo go jeszcze też problem dotyczy. Ale to tak na marginesie, bo nie miałem tu się rozczulać nad sobą, tylko o stosowanych metodach wojska pisać.
A więc tak: wracam sobie pewnego pięknego dnia ze szkoły ok. 20 godziny i wbijam się do mojego pokoju, a tam na honorowym miejscu na biurku stoi biała koperta, w sumie to niczego nie podejrzewałem, bo mimo wielu naklejek i pieczątek na kopercie już w samym moim adresie był wielki błąd a jako, że myślałem, że wojskowi są poważnymi ludźmi to pomyślałem, że może coś wygrałem ale wiecie, co naiwny jestem, co nie. O kurcze, ale długie zdanie mi wyszło. Jednak wracając do koperty to otwieram i czytam: "Na podstawie art. (...) wzywam Pana doosobistego (...)" (podkreślenie moje). Tak sobie potem myślałem, dlaczego wojskowi zrobili ten głupi błąd i wiecie, do jakich wniosków doszedłem? Ano do takiego, że jest to jakiś ponadprogowy przekaz, uświadamiający nam, że jak się nie będziemy uczyć to nas do wojska wezmą. Ale już się nie będę czepiał tego głupiego błędu, tylko będę kontynuował. Otóż odwracam to pisemko i patrzę a tam pouczenie. Pomyślałem sobie wtedy, co taki wojskowy, co robi błędy w urzędowych pismach będzie mnie pouczał. Ale nic, czytałem dalej. "Niezgłoszenie się do rejestracji w określonym terminie albo nieprzedstawienie dokumentów (...) jest zagrożone karą do 3 miesięcy lub karą grzywny (...)" Bardzo poważne zdanie, prawie przechodzi w szantaż. Tylko czemu nie napisali 3 miesięcy czego? Wywozu na Syberię, albo może pracy w kamieniołomach? Albo może 3 miechy mieszkania z Juzefem w jego domku?, albo jeszcze gorzej: 3 miesiące wąchania skarpetki Juzefa. Po tym stwierdziłem, że wojskowi naprawdę są niepoważni. Jak więc widzimy, nikt nie wie chyba, do czego zdolne jest wojsko. Ja więc też nie będę sprawdzał, do czego jest zdolne i zgłoszę się gdzie należy w odpowiednim terminie. I stało się. Dziś zostałem zarejestrowanym przedpoborowym. W sumie jestem wdzięczny wojsku, bo spotkałem się z kumplami, których nie widziałem od dobrych czterech lat, czyli od zakończenia podstawówki. Taki jest ten świat, spotyka się człowiek osiem lat z wiarą dzień w dzień w szkole, nagle szkoła się kończy i wszyscy jakby się nie znali, z dnia na dzień zapominają o sobie. Ale nie rozpisuję się na ten temat, bo ten temat nie jest związany z tematem tego tekstu. ( Jeśli chcecie o tym poczytać zapraszam do przeczytania arta pt "Na zawsze..." autorstwa Piccola daimaho). Dobra, nie ma co się rozczulać, wróćmy do tematu wojska.
Otóż cała impreza miała się zacząć dokładnie o ósmej zero zero rano w urzędzie gminy. Jako, że wojsko kojarzyło mi się zawsze z punktualnością stawiłem się na miejscu za dwadzieścia ósma. Jak więc widzimy miałem dwadzieścia minut zapasu, ale na wojskowego musieliśmy jeszcze czekać około trzydzieści pięć minut. Byście widzieli tego gościa. Cały w szarym płaszczu, z siwymi włosami (na głowie) i wąsami takimi zakręconymi jak u pana Kleksa (też siwymi). Jednym słowem wszystkim się poprawił humor. Gościu na początku gadał głupoty związane z wojskiem. Zajęło mu to jakieś pół godziny. Gdy już skończył to wiecie co zrobił? Zamiast przejść do rejestracji to powiedział, że jesteśmy w większości pełnoletni i będziemy w tym roku brali udział w wyborach, poczym zaprosił do sali wójta naszej gminy i zarazem kandydata na ten urząd. Tak dokładnie tego wójta, tego złodzieja co myśli tylko o własnej kieszeni i przez którego straciłem bezpowrotnie 15 minut mojego krótkiego życia. Gościu pieprzył od rzeczy przez 14 minut poczym życzył wszystkim szczęśliwej rejestracji. Przynajmniej znów było wesoło. Po tych dwóch ciekawych monologach pan wojskowy przeszedł do głównej części imprezy, czyli alfabetycznie zaczął nas wszystkich spisywać. Dzięki Bogu moje nazwisko zaczyna się na literkę "g" i byłem 29 w kolejności na jakieś 120 osób. Pół godziny później, gdy załatwiłem, co miałem udałem się w kierunku wyjścia śmiejąc się szyderczo z tych, co mają nazwisko na "z".
Tym miłym akcentem zakończę tego arta.


p.s. części drugiej oczekujcie gdzieś w połowie przyszłego roku, czyli po wstawce na komisji lekarskiej :-)




pisał dla was przedpoborowy GDF gdf@wp.pl