Świadkowie Jehowy
- według życzenia: Pablo odpowiada

    Jeszcze trochę, a Świadkowie Jehowy będą mieć w AM specjalną rubrykę...
Tekst ten stanowi odpowiedź na waleczne wyczyny aoosteen dokonane w artykule: "Do Świadków Jehowy (a konkretnie do Pablo i Baribala)".
    Cóż, ze względu na charakter owej twórczości powinienem ją zignorować, jednak ze względu na sprawiedliwość, muszę coś odpisać.
    Będzie zatem tradycyjnie: trochę cytatów, a potem odpowiedzi.



        U KOGO SZUKAĆ WYJAŚNIEŃ?


    Cytat: "Pablo namawia czytelników AM, by ci sami zapytali Świadków Jehowy, gdy zapukają do drzwi, o wszystko, co tylko przyjdzie im do głowy. Niemal natychmiast nasuwa mi się pytanie: dlaczego informacji o czymkolwiek mielibyśmy szukać tylko w jednym źródle? Pamiętajcie cały czas słowa Pabla: Ludzie - myślcie, to nie boli... "

    Dlaczego zapytać Świadków Jehowy?
    Dlatego, że inne osoby potrafią zmyślać niestworzone opowieści, wyolbrzymiać jedne fakty a inne pomijać milczeniem, mówić półprawdy, lub też wprost posługiwać się złośliwym kłamstwem (jak czyni to aoosteen, czego dowody znajdziecie poniżej).
    Dlaczego jeszcze zapytać Świadków Jehowy?
    Dlatego, gdyż ma to swoje uzasadnienie w Biblii.
Ukazuje to pewne zdarzenie z życia Jezusa. Ewangelia Jana 7:32, 45-52 donosi:

"Naczelni kapłani oraz faryzeusze wysłali urzędników, aby go schwytali (...). Urzędnicy wrócili więc do naczelnych kapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: Czemuście go nie przyprowadzili? Urzędnicy odrzekli: Nigdy żaden inny człowiek nie mówił jak ten. Faryzeusze zaś odpowiedzieli: Czyżbyście i wy zostali wprowadzeni w błąd? Czyż uwierzył w niego choćby jeden z władców albo faryzeuszy? A ten tłum nie znający Prawa to ludzie przeklęci. Nikodem, który przedtem do niego przyszedł i który był jednym z nich, powiedział do nich: Czyż nasze prawo osądza człowieka, jeśli go najpierw nie wysłucha i się nie dowie, co on czyni? Odpowiadając, rzekli mu: Czyżbyś i ty był z Galilei? Zbadaj i zobacz, że żaden prorok nie ma być wzbudzony z Galilei".
    Jest to fragment, który ukazuje dwie postawy.
Pierwsza, to postawa obłudnych faryzeuszy, których celem było 'uciszenie' Jezusa (w końcu i tak go zabili). Co powiedzieli do urzędników, którzy byli pod takim wrażeniem nauk Jezusa, że go nie zaaresztowali? Pogardliwie powiedzieli:
"Czyżbyście i wy zostali wprowadzeni w błąd?"
Ich zdaniem, uwierzyć w Jezusa mogli tylko ludzie, których wprowadzono w błąd.
    Słysząc to, jeden z faryzeuszy (Nikodem) - który specjalnie wybrał się kiedyś do Jezusa, aby z nim porozmawiać - występuje w jego obronie powołując się na "prawo". Przyjmuje zatem inną postawę. Co mówi? "
Czyż nasze prawo osądza człowieka, jeśli go najpierw nie wysłucha i się nie dowie, co on czyni?"
    A zatem, Nikodem powołując się na prawo, zaleca zaczerpnięcie informacji u źródła, czyli u samego Jezusa. A jak reagują na tą propozycję faryzeusze? Mówią: "Czyżbyś i ty był z Galilei? Zbadaj i zobacz..." Zamiast przyznać mu rację - bo mówi logicznie i w zgodzie z prawem - próbują go raczej złośliwie ośmieszyć w oczach innych; mówią nawet: "zbadaj i zobacz" - jakby faktycznie mieli w ręku jakieś argumenty.
    Jeśli się dobrze temu przyjrzeć, to widać wyraźnie, iż jest to dokładnie ta metoda jaką stosuje aoosteen.

    A oto inny przykład biblijny. Dotyczy apostoła Pawła, a opisany jest w księdze Dziejów Apostołów 28:22. Chrześcijanie, których nazywano sektą byli oskarżani o wiele niestworzonych rzeczy. Jak postąpili w tej sytuacji ludzie rozsądni?
"My zaś uważamy za właściwe, żeby od ciebie usłyszeć, co myślisz, bo doprawdy wiadomo nam o tej sekcie, że wszędzie się mówi przeciwko niej."
    Rozsądek nakazał tym ludziom skierować się do źródła, a nie do oskarżycieli wypaczających prawdę.
    Podam jeszcze jeden przykład (jakich w Biblii jest wiele). Pochodzi także z księgi Dziejów Apostołów i dotyczy również apostoła Pawła. Był oskarżany przed urzędnikami państwowymi i tym razem sami oskarżyciele (nie mając innego wyjścia, gdyż nie udał się ich spisek zamordowania Pawła) mówią do urzędnika:
"Przesłuchując go, sam możesz się dowiedzieć tego wszystkiego, o co go oskarżamy" (Dzieje 24:28).
    Podsumowując: zachęta, aby zapytać Świadków Jehowy o to, o co są przez kogoś oskarżani, nie jest zła. Jest raczej logiczna, świadczy o zdrowym rozsądku, jest zgodna z "prawem" i do tego ma swoje uzasadnienie w Piśmie Świętym. Jeśli zatem aoosteen odradza Wam taką metodę, to sami rozważcie jak to o niej świadczy.
    Osobiście nadal bronię stanowiska: "Ludzie - myślcie, to nie boli..."



        SPRAWDZAĆ, CZY NIE SPRAWDZAĆ?


    Oto dwa fragmenty o wspólnej tematyce:
"Towarzystwo Strażnica namawia by sprawdzać to, w co się wierzy: "Musimy zbadać nie tylko to, w co sami wierzymy, lecz także to, czego naucza wyznanie, do którego należymy. (Prawda, która prowadzi do życia wiecznego, s.14). To bardzo szlachetne, że mówi się innym, by sprawdzali to, w co wierzą. Mogłoby się wydawać, że do weryfikacji swoich wierzeń Towarzystwo Strażnica zachęca nie tylko osoby, które nie są Świadkami Jehowy, ale również i te, które nimi już są. Ale tak mogłoby się tylko wydawać..."
    oraz:
"Świadkowie Jehowy namawiają innych do weryfikowania swej religii, jednak nie czynią tego samego względem swojej."

   
Być może zauważyliście, iż autorka jest doskonale obeznana z treścią różnych publikacji Świadków Jehowy. Cytuje nawet z takich, o których "szeregowi" Świadkowie "nie mają pojęcia" . Czy to zatem zwykły zbieg okoliczności, że nie doczytała się jak to jest w tej kwestii? Czy chodzi raczej o świadome wprowadzenie kogoś w błąd?
    Dla przykładu zacytuję fragmenty z artykułu skierowanego do osób zastanawiających się czy zostać Świadkami Jehowy:

"Publiczne wyznanie swego oddania się Bogu na służbę (przez chrzest) oznacza przyjęcie na siebie wielkiej odpowiedzialności. Na pewno nie chciałbyś zrobić tego pochopnie (...). Powinieneś w pełni zdawać sobie sprawę, co to znaczy być Świadkiem na rzecz Jehowy. Dopiero wtedy zadecyduj, czy rzeczywiście wziąć na siebie taką odpowiedzialność (...). Zachęcam wszystkich młodych Świadków by bez obawy pytali siebie samych, czy to jest prawda. Sprawdzaj! Dociekaj, studiuj. 'Upewniaj się o wszystkim' (1 Tesaloniczan 5:21)." (Przebudźcie się! nr.6 1990 rok).
    Tego rodzaju bezpośrednie zachęty można znaleźć w niejednej publikacji Świadków Jehowy. Jedna z nich zawiera cały artykuł specjalnie skierowany do młodych wychowywanych przez rodziców będących Świadkami. Zachęcono ich do dokładnego zastanowienia się czy przyjąć religię swoich rodziców. W jeszcze innej powiedziano, iż rodzice będący Świadkami Jehowy mają nadal obowiązek troszczyć się o swoje dzieci, nawet jeśli te nie chcą być w ich religii. Ale cóż - oczytana w publikacjach Świadków aoosteen niestety tego nie zauważyła... - wielka szkoda.

    Mówiąc szczerze, to za takie fałszywie rzucone oskarżenie oczekuję na łamach AM przeprosin pod adresem Świadków Jehowy.



        SZCZERE, CZY NIESZCZERE OKAZYWANIE MIŁOŚCI DRUGIM?


    Autorka zarzuca Świadkom Jehowy nieszczerość w okazywaniu miłości. Dowodem na to ma być fakt, iż są przez innych zachęcani do takiego postępowania. Powołuje się na fragmenty z ich książki:

"Kiedy po raz pierwszy przyjdą do Sali Królestwa, mogą się poczuć obco; chcemy, żeby było inaczej - żeby spotkali się z serdecznym przyjęciem...."

"Zachęcaj wszystkich braci i siostry, żeby z własnej inicjatywy podchodzili do nowych i zapoznawali się z nimi. (...) Takie szczere zainteresowanie przekona ich, że wśród ludu Jehowy panuje prawdziwa miłość (Jana 13:35)." ("Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę", str. 22, 23).
"Właśnie w taki sposób kierownictwo w Brooklynie, poprzez starszych w zborach, radzi jak okazywać "miłość" nowym osobom.
Zastanawiające jest, czy osoba zachęcona do czegoś, robi to z własnej inicjatywy ... Czy takie zainteresowanie może być szczere, jeśli ktoś je wcześniej zasugerował?"


    Jest to argumentacja o niezwykle wątpliwej wartości.
Dlaczego?
    Ponieważ stawia pod znakiem zapytania szczerość miłości apostołów oraz wszystkich innych uczniów Jezusa, a nawet jego samego.
W jaki sposób?
    Otóż, gdy Jezus studiował sobie Prawo Boże, znajdował tam takie np. sugestie: "miłuj swego bliźniego jak samego siebie." Rozumując w sposób podany przez autorkę, miłość Jezusa nie była szczera, ponieważ zostało mu to "zasugerowane" . Ponieważ został "zachęcony" do takiego postępowania przez Prawo, nie robił tego z własnej inicjatywy, czyli nie było to szczere.
    To samo odnosi się zatem do apostołów i innych uczniów Jezusa. Np. Jezus "zachęcił" swych uczniów: "Dlatego wszystko, co chcecie, żeby ludzie wam czynili, wy też im podobnie czyńcie" (Mateusza 7:12).
    Oczywiście, jeśli uczniowie Jezusa faktycznie zaczęli tak postępować, to nie robili tego "szczerze" ani "z własnej inicjatywy", ponieważ zostali do tego zachęceni - czy tak mamy to rozumieć?
    A oto kilka (chyba niestosownych) "zachęt" apostoła Pawła i Jakuba co do praktycznych sposobów wyrażania miłości:
"W miłości braterskiej żywcie jedni do drugich tkliwe uczucie. Przodujcie w okazywaniu sobie nawzajem szacunku. Dzielcie się ze świętymi według ich potrzeb. Podążajcie drogą gościnności. Radujcie się z tymi, którzy się radują; płaczcie z tymi, którzy płaczą. Nikomu nie oddawajcie złem za złe. Nie mścijcie się" (Rzymian 12:10-19).

"My jednak, którzy jesteśmy silni, powinniśmy znosić słabości tych, którzy nie są silni. Dlatego serdecznie przyjmujcie jedni drugich, jak i Chrystus serdecznie przyjął nas" (Rzymian 15:1, 7).

"Usta nasze otwarły się ku wam, Koryntianie, serce nasze się rozszerzyło. Nie jest wam ciasno u nas, ale jest wam ciasno w waszych tkliwych uczuciach. Toteż odpłacając się - mówię jak do dzieci - wy też się rozszerzcie" (2 Koryntian 6:11-13).

"Stańcie się jedni dla drugich życzliwi, tkliwie współczujący, wspaniałomyślnie przebaczając sobie nawzajem" (Efezjan 4:32).

"Mężowie, wciąż miłujcie swe żony, jak też Chrystus umiłował zbór i wydał zań samego siebie (...).Mężowie powinni tak miłować swe żony, jak własne ciała. Kto miłuje swą żonę, ten samego siebie miłuje, bo nigdy nikt nie miał w nienawiści swego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - zbór" (Efezjan 5:25, 28, 29).

"Ponadto usilnie was zachęcamy, bracia: napominajcie nieporządnych, pocieszajcie swą mową dusze przygnębione, wspierajcie słabych, wobec wszystkich bądźcie wielkodusznie cierpliwi" (1Tesaloniczan 5:14).

"Jeżeli brat lub siostra są nadzy i nie mają dość pokarmu na dany dzień, a ktoś z was mówi im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i dobrze najedzcie, ale nie dajecie im tego, co konieczne dla ciała, to jaki z tego pożytek?" (Jakuba 2:15, 16).
    To zaledwie kilka przykładów z całych dziesiątek, a nawet setek zachęt do praktycznego wyrażania miłości. Jeśli zatem ktoś pod wpływem tych zachęt zaczął tak postępować to znaczy, że robił to nieszczerze, nie z własnej inicjatywy, lecz tylko dlatego, że mu to zasugerowano - czy tak?


    Warto w tym miejscu zastanowić się nad dobrymi manierami oraz prawdziwymi przejawami miłości: czy człowiek się z nimi rodzi, czy raczej się ich uczy w ciągu całego życia? Jeśli się z nimi rodzi, to dlaczego dziś dobre maniery oraz miłość są tak rzadko spotykane? A jeśli się ich uczy, to w jaki sposób? Czy nie w ten, że ktoś mu powie i pokaże jak to okazywać?

    Tego rodzaju zachęt jest wiele w różnych publikacjach Świadków Jehowy omawianych przez wszystkich obecnych na zebraniach, a nie w jednej tylko publikacji dla starszych. Dla Świadków jest to normalne, że uczą się jak traktować drugich zwyczajnie "po chrześcijańsku" (w dzisiejszym nieprzyjaznym świecie taka postawa kojarzy się widocznie z jakimś podstępem...).

    Np. w dwutygodniku: "Strażnica" z dnia 15 kwietnia 2002 (żeby powołać się na wydanie nie będące bardzo, bardzo stare), na stronach 24 do 27 jest artykuł zatytułowany: "Empatia - klucz do życzliwości i współczucia" . Powiedziano tam między innymi:
"Choć samo słowo 'empatia' nie pojawia się w Biblii, to jednak pośrednio nawiązano w niej do tego przymiotu. Apostoł Piotr radził chrześcijanom, by okazywali 'wzajemne zrozumienie, uczucie braterskie i współczucie' (1 Piotra 3:8). Grecki wyraz przetłumaczony tu na 'wzajemne zrozumienie' dosłownie znaczy 'cierpieć razem z kimś' lub 'okazywać współczucie'. Apostoł Paweł zachęcał chrześcijan do przejawiania podobnych uczuć: "Radujcie się z tymi, którzy się radują, płaczcie z tymi, którzy płaczą". Dodał też: "Bądźcie do drugich tak usposobieni, jak do samych siebie" (Rzymian 12:15, 16). Czy nie zgodzisz się z tym, że trudno byłoby miłować bliźnich jak samych siebie, gdybyśmy nie wczuwali się w ich położenie? (...) Ale nie wszystkie cierpienia można dostrzec równie łatwo. Naprawdę trudno pojąć uczucia kogoś, kto cierpi na depresję, jest dotknięty ukrytym kalectwem czy nawet zaburzeniami apetytu, jeśli nigdy nie przeżywaliśmy czegoś podobnego! Jednak Pismo Święte pokazuje, że możemy i powinniśmy starać się zrozumieć takie osoby."
    W takim tonie utrzymany jest cały artykuł. Instruktażowy? Jeśli ktoś chce go tak nazwać... Ale czy wszyscy chrześcijanie nie powinni się uczyć traktowania drugich z życzliwością i zrozumieniem? Może inni - tylko tak zwani chrześcijanie - powinni zacząć wzorować się pod tym względem na Świadkach Jehowy i uczyć swoich wyznawców jak okazywać drugim miłość. Jak inaczej wyglądałby wtedy nasz świat...
    W związku z tym nasuwa się poważne pytanie: czy jest coś złego w tym, że Świadkowie Jehowy uczą się jak okazywać drugim osobiste zainteresowanie?
    W czasach bezprzykładnego i nagminnego egoizmu, wiele osób musi się uczyć tego co kiedyś uznawano za dobre maniery. Świadkowie Jehowy uczą się nie tylko jak okazywać zainteresowanie ludziom, którzy przychodzą na ich zebrania, lecz także sobie nawzajem. Jest to część prowadzonego przez nich ogólnoświatowego programu wychowawczego, którego podstawą są zasady biblijne. Dzięki temu Świadkowie Jehowy - jako społeczność - na całym świecie są znani z tego, że się nie upijają, nie narkotyzują, nie kradną, nie dokonują napadów, rabunków itp., nie idą do wojska by uczyć się zabijania innych ludzi. Tą listę można by bardzo wydłużać i co ciekawe, dostrzega to wiele osób nie będących Świadkami. Takie postępowanie nie jest rezultatem bezmyślnego podporządkowania się jakimś zwierzchnikom, lecz wynika ze szczerego pragnienia stosowania w swym życiu zasad Bożych. W słynnym 'kazaniu na górze', Jezus podał taką uniwersalną zasadę, która brzmi:
"Dlatego wszystko co chcecie, żeby ludzie wam czynili, wy też im podobnie czyńcie; takie w istocie jest znaczenie Prawa i Proroków" (Mateusza 7:12).
Jego słowa oznaczają zatem, że powinniśmy okazywać drugim takie zainteresowanie, jakiego sami oczekiwalibyśmy od nich. W podobny sposób wypowiedział się apostoł Paweł:
"Niczego nie czyniąc ze swarliwości czy z próżności, ale z uniżeniem umysłu uważając drugich za wyższych od siebie mając na oku nie tylko osobiste zainteresowanie własnymi sprawami, ale też osobiste zainteresowanie sprawami drugich" (Filipian 2:4).
   
Tak przy okazji: jeśli aoosteen ma za złe Świadkom Jehowy, że okazują osobiste zainteresowanie drugim, to chyba nie z nimi jest coś nie w porządku lecz z nią. Czy na pewno jest chrześcijanką stosującą się do zaleceń podanych przez Jezusa i apostołów?


Kontynuując ten temat, autorka pisze dalej:
"Dlaczego zatem tak bardzo chcą zwrócić uwagę nowo zwerbowanych, potencjalnych członków właśnie na nią? Czemu tak bardzo się nią chlubią? Czy takim zachowaniem naśladują Jezusa lub pierwszych apostołów (Apostoł Paweł pisał: "Co zaś do mnie, Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata; Gal 6:14; BW)"
    Dlaczego chcą zwrócić uwagę?
    Otóż, odpowiedź jest bardzo prosta. Znajduje się w Piśmie Świętym. Jezus powiedział:
"Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będzie wśród was miłość" (Jana 13:35).
    Jest to znak rozpoznawczy, dlatego musi być widoczny.
Ponadto, gdyby aoosteen dobrze znała Biblię, to wiedziałaby, że apostoł Paweł chlubił się także przejawami miłości swoich braci w wierze (i nie tylko). Przykład tego znajdujemy np. w:
2 Koryntian 5:12: "Dajemy wam bodziec do chlubienia się z naszego powodu, abyście mieli odpowiedź dla tych, którzy się chlubią wyglądem zewnętrznym, a nie sercem"

i 2 Koryntian 7:4, 14: "Mam wobec was wielką swobodę mowy. Mogę się wami wielce chlubić (...). Bo jeśli w czymkolwiek chlubiłem się wami przed nim, nie zostałem zawstydzony; ale jak mówiliśmy wam wszystko zgodnie z prawdą, tak też nasze chlubienie się przed Tytusem okazało się prawdą"

i 2 Koryntian 8:24: "Pokażcie im więc przed obliczem zborów dowód waszej miłości oraz tego, czym się w związku z wami chlubiliśmy"

i 2 Koryntian 9:3: "Ale posyłam braci, żeby pod tym względem nasze chlubienie się wami nie okazało się puste"

i 2 Koryntian 10:8: "Bo nawet gdybym się trochę za dużo chlubił władzą, którą nam Pan dał ku budowaniu was, a nie ku burzeniu, nie zawstydziłbym się"

i 2 Koryntian 11:18: "Skoro wielu chlubi się według ciała, ja też będę się chlubił"

i 2 Koryntian 11:30: "Jeżeli trzeba się chlubić, to będę się chlubił tym, co ma związek z moją słabością"

i 2 Koryntian 12:5: "Takim człowiekiem będę się chlubił, ale nie będę się chlubił samym sobą, chyba że swymi słabościami"

i 2 Koryntian 12:9: "Bo moc moja doskonali się w słabości. Najchętniej więc będę się chlubił raczej ze swoich słabości".
    To kilka przykładów z jednego zaledwie listu apostoła Pawła. Jak widać chlubił się on z wielu powodów, w tym także wyrazami miłości chrześcijan w Koryncie. Świadkowie Jehowy nie czynią więc nic nadzwyczajnego, ani nagannego, gdy "chlubią" się swą miłością. Takim zachowaniem naśladują apostołów. Jeśli kogoś to razi, to chyba jedynie tych, którzy takiej miłości nie okazują...



        TAJEMNICZY PODRĘCZNIK


    Autorka radzi zapytać napotkanego Świadka Jehowy: "czy słyszał o takowej książce. Niech jednak nie będzie to Świadek Jehowy, który ma dostęp do Internetu, tylko taki, który bazuje tylko na publikacjach, jakie otrzymuje w zborze. I o ile nie zapuka do Waszych drzwi akurat jakiś starszy zboru, to ręczę, że się o niej nie dowiecie. Skąd ta pewność? Z informacji, jaka znajduje się na samym wstępie do tej książki, a brzmi ona tak:
"Każdy zamianowany starszy otrzymuje egzemplarz tego podręcznika i może go mieć u siebie, dopóki usługuje jako starszy w jednym ze zborów. Jeśli przestanie być starszym, musi oddać swój egzemplarz zborowemu komitetowi służby. Nie wolno robić kopii żadnych fragmentów tego podręcznika."

Tu mamy do wyjaśnienia dwie sprawy:

Po pierwsze: Sam podręcznik.
    Autorka nawiązuje do niego nie pierwszy już raz. Czyni to w taki sposób, aby wywołać wrażenie, iż przed "przeciętnymi" Świadkami istnienie owego podręcznika jest ukrywane. Ale, czy 'nie trąbienie' o jakimś fakcie jest równoznaczne z jego ukrywaniem?
    Poza tym skoro podręcznik ten został przez kogoś (z naruszeniem praw autorskich) opublikowany na stronie internetowej, to jak długo można by ukrywać jego istnienie?
    Pomijając jednak tego typu rozważania, odpowiedzi wymaga pytanie: czy prawdą jest, że przeciętni Świadkowie Jehowy nie mają szans dowiedzieć się z ich własnych źródeł o istnieniu takiego podręcznika?
    Otóż, w ogólnie dostępnym skorowidzu do publikacji Świadków Jehowy, pod hasłem: Publikacje Towarzystwa Strażnica, wymieniono całą ich listę, w tym także:

"1977 Uważajcie na samych siebie i na całe stado (pierwsza broszura)"
"1979 Uważajcie na samych siebie i na całe stado (druga broszura)"
"1981 Uważajcie na samych siebie i na całe stado (trzecia broszura)"
"1991 Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę (książka)".
    W ogólnie dostępnej książce: "Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego" (z której aoosteen cytowała w swoich tekstach - co oczywiście oznacza, iż wie jakie treści zawiera), na stronie 231 można przeczytać:
"W roku 1959 wprowadzono jeszcze jedno niezwykle ważne szkolenie, mianowicie Kurs Służby Królestwa, którego uczestnikami byli nadzorcy obwodów, okręgów, oraz zborów. Początkowo kurs ten trwał cały miesiąc. Przez rok odbywał się tylko w USA, a potem materiały szkoleniowe zostały przetłumaczone na inne języki i stopniowo zaczęto z nich korzystać na całym świecie (...). Od roku 1966 okres szkolenia skrócono do dwóch tygodni."
Wymienione tu materiały szkoleniowe, to nic innego jak podręcznik do Kursu Służby Królestwa, którego zdjęcie zamieszczono zaledwie jedną stronę dalej, czyli na 232-ej. Ale oczywiście przeciętny Świadek Jehowy nie ma szans się o tym dowiedzieć... Czy ze strony aoosteen jest to niewiedza, czy kłamstwo? Tak czy inaczej: wypowiadając się autorytatywnie, podaje ona informacje niezgodne z prawdą. Nie jest to przypadek odosobniony, co oznacza, że wątpliwą wartość ma wszystko co ona mówi (pisze) - bądźcie ostrożni.

    Świadkowie Jehowy wydają wiele publikacji. Jest to częścią ich biblijnej działalności. Publikacje te - wśród nich dosłownie dziesiątki książek - są zawsze oparte na Piśmie Świętym. Podobnie jest z podręcznikiem: "Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę", o którym pisze aoosteen. We wstępie do tej książki wyjaśniającym cel jej wydania powiedziano, że jest to podręcznik dla starszych zboru i nadzorców podróżujących, aby mogli się wywiązywać z obowiązków pasterzy trzody Bożej.
    Co z tego wynika? Mianowicie to, że podręcznik ów został wydany z myślą o konkretnym celu, dlatego nie jest ogólnie dostępny. Nie jest jednak żadną tajemnicą jego istnienie.
    Nie jest to zresztą jedyny podręcznik, który nie jest ogólnie dostępny dla wszystkich. Niektórzy - określeni przez aoosteen - "szeregowi Świadkowie" (oczywiście określenie to zupełnie nie ma racji bytu) otrzymują specjalistyczny podręcznik, którego nie dostają nawet starsi w zborach (ale tego pewnie nie wie nawet aoosteen). Dzieje się tak z prostej przyczyny: są to podręczniki specjalistyczne, omawiające specyficzny rodzaj pracy i dlatego są one zupełnie nieprzydatne dla innych osób. Nie ma w nich jakiś tajnych informacji, lecz po prostu do niczego nie przydadzą się one osobom nie wykonującym takich zadań.

Po drugie: Mamy tu do czynienia z ewidentnym naruszeniem praw autorskich.
    Jaki fragment przytacza autorka (świadcząc tym na swoją niekorzyść)?
"Nie wolno robić kopii żadnych fragmentów tego podręcznika."
    To mówi chyba samo za siebie. Czy naruszenie praw autorskich nie jest w naszym kraju przestępstwem...?
Do czego to się ludzie nie posuną jeśli tylko istnieje szansa, że da się kogoś zniesławić...



        NIEUCZCIWE TECHNIKI AOOSTEEN - NA ŻYCZENIE


    Cytat: "Pablo pisze, że posługuję się nieprawdą, przekłamaniami i innymi technikami , o które oskarżam Świadków Jehowy (liczba pojedyncza, Pablo; liczba pojedyncza: autor, nie autorzy). To bardzo nieuczciwa gra, a właściwie walka - kontynuuje Pablo... Niestety, ale zarzut Pablo tyczący się rzekomego kłamstwa w moim poprzednim tekście to nic więcej jak tylko gołosłowie, stwierdzenie nie mające swego uzasadnienia i tym samym bez żadnej wartości. Czemu Pablo nie pofatygował się, by podać choć jeden błąd w moim artykule? Czyżby dlatego, że go nie znalazł? Kto więc tak naprawdę prowadzi nieuczciwą grę czy też walkę, jak to nazwał Pablo?"

    Naprawdę szczerze mi się nie chce, ale na Twoje życzenie...

Cytat (dorzucam jako bonus - nie numerowany):
"... izolacja od reszty społeczeństwa... Nie tworzą wspólnot izolujących się od krewnych i innych ludzi - pisze Baribal... Rzeczywiście, nie przyjęło się, żeby SJ zamieszkiwali w jakiś komunach, jednak już wykazaliśmy, że kontakt z SJ w jakimś stopniu..." - wyróżniony fragment, to jak sądzę liczba mnoga. Może nie miałem samych szóstek z polskiego, ale liczbę pojedynczą od liczby mnogiej jeszcze potrafię odróżnić.
Ponieważ jednak taki fragment pojawił się w tekście tylko raz, dlatego w odpowiedzi napisałem: "Powiem szczerze, iż nawet nie chce mi się dyskutować z tym tekstem, gdyż autorka, czy autorzy chcą toczyć jakiś bezsensowny spór."
Rozumiem, że czepiasz się nieistotnych szczegółów, z braku rzeczywistych powodów... Cóż, niech i tak będzie; każdy ma jakąś tam metodę.




Przykład nr.1:
Historia opisana powyżej z rzekomo tajemniczym podręcznikiem: "Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę". Pisząc: "Nie dowiesz się, drogi czytelniku, iż starsi mają książkę, o której szeregowi SJ nie mają pojęcia, że taka publikacja istnieje", oraz: "Podręcznik dla starszych (ten oficjalnie nieistniejący)", wysuwasz kłamliwe twierdzenia i wprowadzasz czytelników w błąd (przy tej okazji masz wyjaśnienie innej kwestii, na którą strasznie się oburzasz, mianowicie: ponieważ kłamiesz, nie jesteś wiarogodnym źródłem informacji o Świadkach Jehowy).

Przykład nr.2:
Dużym zniekształceniem prawdy jest pojawiające się tam określenie "szeregowi ŚJ". Sugerujesz czytelnikowi istnienie podziału na "szeregowych" i jakiś ważniejszych niż szeregowi. Chociaż podziały takie (na duchownych i laików) istnieją w innych religiach, nie ma ich wśród Świadków Jehowy.

Przykład nr.3:
Cytat: "Podręcznik dla starszych (ten oficjalnie nieistniejący ;-)) mówi wyraźnie: "W razie klęski żywiołowej trzeba się zatroszczyć o podtrzymywanie braci na duchu i pomaganie im pod względem fizycznym i materialnym" (Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę, strona 25). I nie ma ani słowa o pomocy dla innych..."

    Skoro ten 'oficjalnie nieistniejący' podręcznik został przez kogoś zamieszczony w internecie, to każdy może sobie speawdzić jak jest naprawdę.
    A zatem: zaledwie jedną stronę dalej (czyli na 26), w ramach kontynuacji omawianego zagadnienia, jest napisane:
"W rejonie klęski żywiołowej bracia mogą dobrze wykorzystywać sposobność podtrzymywania drugich na duchu oraz w miarę możliwości udzielać im praktycznej pomocy, stosownie do potrzeb."
To jak: jest, czy nie ma?
    A czy Świadkowie Jehowy niosą praktyczną pomoc innym w razie klęsk żywiołowych?

Oto przykład:
    Francja, grudzień 1999 roku. Na skutek powodzi oraz huraganu, w 69 departamentach Francji spośród istniejących 96, oficjalnie ogłoszono stan klęski żywiołowej. Świadkowie Jehowy niezwłocznie powołali specjalne komitety w celu niesienia pomocy miejscowym Świadkom oraz innym poszkodowanym. Regionalne Komitety Budowlane zorganizowały brygady ochotnicze. W południowo-zachodniej części kraju 3000 Świadków wzięło udział w akcjach ratunkowych i porządkowych, pomagając ofiarom usunąć błoto i wodę z zalanych budynków. Do niektórych wsi Świadkowie dotarli jako jedni z pierwszych wolontariuszy. Doprowadzili do należytego stanu budynki użyteczności publicznej, takie jak: szkoły, poczty, ratusze, domy starców, a nawet cmentarze. Pomocy udzielano wszystkim bez względu na przekonania religijne. Wśród naprawianych obiektów był także budynek księdza. Wspomniana akcja niesienia pomocy została szczegółowo opisana w Przebudźcie się! nr.12 2000 roku.

    Różne publikacje Świadków Jehowy każdego roku zamieszczają co najmniej kilka doniesień o takich akcjach niesienia pomocy na terenach klęsk żywiołowych (takie mamy czasy).
   
Nasuwa się w związku z tym pytanie: skoro aoosteen tak dobrze zna wydawnictwa Świadków Jehowy, to nie zauważyła takich sprawozdań? Wydaje się to mało prawdopodobne. Dlaczego w takim razie informacje takie nie tylko pomija milczeniem, lecz raczej wmawia czytelnikom, iż w ogóle nie ma nic na ten temat? Czy to jest uczciwe? lub jak kto woli: Czy to po "chrześcijańsku"?

    Osobiście mieszkam na terenie, który w tym roku (2002) został dotknięty klęską. Huragan szalejący w Puszczy Piskiej zniszczył ogromne połacie lasów oraz wiele zabudowań. Tam gdzie mieszkam, nie słyszałem aby jakiś kościół (a jest tu kilka wyznań uważających się za chrześcijańskie) zorganizował akcję niesienia pomocy swoim wiernym (nie mówiąc już o ludziach innego wyznania). Czy fakt, iż o tym nie słyszałem oznacza, że coś takiego na pewno nie miało miejsca? Odpowiedzcie sobie sami. To co wiem, to fakt, iż Świadkowie Jehowy zorganizowali ekipę remontowo budowlaną, która pomagała naprawić uszkodzone budynki swoich współbraci.
    Dlaczego to robili skoro - według aoosteen - nie zachęcał ich do tego żaden podręcznik? Może wśród nich rzeczywiście panuje prawdziwa, szczera miłość, jakiej brakuje w innych wyznaniach...

Przykład nr.4:
Cytat: "Świadkowie Jehowy będą Ci mówić, że znajdziesz wśród nich prawdziwych przyjaciół, że wśród nich panuje prawdziwa miłość, ale biada Ci, drogi czytelniku, gdy zostaniesz jednym z nich i dopiero wtedy przejrzysz na oczy. Twoi, do niedawna, przyjaciele, nie będą z Tobą rozmawiać, nie będą się z Tobą witać - dla nich przestaniesz istnieć."

    Nie wiem sam czy nazwać to kłamstwem, przekłamaniem, czy jeszcze inną techniką - ocenicie sami. Autorka ma zapewne na myśli osoby, które zostały Świadkami Jehowy, a po jakimś czasie postanowiły od nich odejść. Jednak pominięcie tego niby drobnego szczegółu całkowicie zniekształca prawdę i wprowadza w błąd - może nawet zniesławić społeczność, do której ma się odnosić (aoosteen pominęła to przypadkowo, czy celowo...?). Zaryzykuję w tym miejscu twierdzenie, iż tak sformułowane zdanie: "gdy zostaniesz jednym z nich i dopiero wtedy przejrzysz na oczy...itd", było obliczone na zniesławienie społeczności Świadków Jehowy, ponieważ ukrywając prawdę przed czytelnikami, wywołuje uprzedzenia oraz kształtuje złą opinię w ich umyśle.

   
A teraz nieco szersze wyjaśnienie:
    Ekskomunika w dzisiejszym tolerancyjnym społeczeństwie, to praktyka prawie całkiem zapomniana. Jest jednak nadal stosowana wśród Świadków Jehowy - społeczności religijnej ściśle trzymającej się Pisma Świętego. Ale kto jest ze zboru usuwany? I co jest podstawą takiego działania?
    Zacznę może od tego, że nie każdy może zostać Świadkiem Jehowy. Zanim ktoś sam podejmie taką decyzję musi dokładnie poznać nauki i zasady biblijne na specjalnym studium Biblii. W miarę zdobywania wiedzy, osoba taka musi dostosować swoje życie do przedstawionych w tej księdze wymagań Bożych. Niejeden człowiek musi wtedy dokonać wielu zmian, musi uporządkować w swym życiu wiele spraw. Dopiero jeśli to zrobi może zostać Świadkiem Jehowy. Jeśli takich zmian nie dokona, nigdy nie zostanie przyjęty do tej społeczności.
    Zdarza się jednak, że ktoś, kto świadomie dostosował swój tryb życia do mierników biblijnych zaczyna powracać do poprzednich uczynków łamiąc tym zasady Boże. Z osobą taką spotykają się starsi ze zboru aby ustalić dlaczego tak się stało, czy to chwila słabości czy raczej rozmyślne działanie. Starsi starają się pomóc tej osobie w uporaniu się ze złym postępowaniem. Nie wykluczają ze zboru nikogo jeśli tylko zechce on naprawić popełnione zło. Usuwane są jedynie takie osoby, które pomimo napomnień nie zamierzają niczego naprawić w swym życiu.
    Wykluczenie ze społeczności Świadków Jehowy osób nie okazujących skruchy, ma swoje uzasadnienie biblijne.
    W 1 Koryntian 5:1, 11, 13b apostoł Paweł wyjaśnia:
"Doprawdy, mówi się o rozpuście wśród was i to takiej rozpuście, jakiej nie ma nawet wśród narodów, mianowicie, że pewien mężczyzna ma żonę swego ojca. Ale teraz piszę wam, żebyście przestali się zadawać z każdym kto jest zwany bratem, a jest rozpustnikiem albo chciwcem, albo bałwochwalcą, albo człowiekiem rzucającym obelgi, albo pijakiem, albo zdziercą - żebyście z takim nawet nie jadali. Usuńcie niegodziwego spośród siebie."
    Czyż nie jest to jasno wyrażone? Należy usunąć ze zboru osobę postępującą niewłaściwie i nie okazującą skruchy.
    Jak należy traktować takie osoby wykluczone?
    Wyjaśnił to apostoł Paweł w 1 Koryntian 5:11 mówiąc: "żebyście przestali się zadawać" z kimś kto zostaje wykluczony ze zboru za niegodziwe postępowanie.
    Pragnienie przebywania w gronie braci i radowanie się ich towarzystwem mogło skłonić serce grzesznika do odrzucenia złego postępowania. Zrywając z taką osobą swoje kontakty, członkowie zboru dawali jej do zrozumienia, że coś się już zmieniło i nie jest tak jak dawniej. Dawali tym też do zrozumienia, że nie popierają jej nagannej postawy.
    Jeszcze dobitniej wagę tej sprawy ukazuje 2 list Jana 10, 11:
"Jeśli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, wcale go nie przyjmujcie do domu, ani nie zwracajcie się do niego z pozdrowieniem. Bo kto się do niego zwraca z pozdrowieniem, ten jest współuczestnikiem jego niegodziwych uczynków."
    Oznacza to, że jeśli ktoś utrzymuje - choćby luźne - kontakty z osobą wykluczoną - np. zaprasza do siebie, lub tylko zwraca się ze zwykłym pozdrowieniem - w oczach Boga może uchodzić za współuczestnika jego niegodziwych uczynków... Dlaczego? Otóż, Bóg postanowił skarcić niepoprawnego grzesznika, tymczasem osoba utrzymująca z nim kontakty jak gdyby mówiła: 'nie martw się, właściwie to nic się nie stało...' W ten sposób pokazuje, że postępowania owego grzesznika nie uważa za naganne. Może z czasem też zacząć postępować tak samo...
    Należy przy tym zaznaczyć, że pozostali Świadkowie nie odczuwają żadnej wrogości do osób, które zostały wykluczone. Nie pochwalają jedynie ich grzesznego postępowania oraz postawy dalekiej od skruchy. Starsi zboru co roku spotykają się z takimi osobami, aby ustalić czy dokonały niezbędnych zmian by ponownie przyłączyć się do nich. Jeżeli osoby te zawrócą od nagannego postępowania i zechcą ponownie przyłączyć się do czystego zboru Świadków Jehowy, zostają serdecznie przyjęte. Dopóki jednak to nie nastąpi, Świadkowie Jehowy będą nadal postępować według jasnych zasad Bożych w tej sprawie. Nie jest to czyjeś prywatne widzimisię, lecz wierne trzymanie się Bożych wymagań.
    Wyjaśnienie może trochę przydługie, ale ukazujące sprawę w innym świetle. Sposób w jaki chciała to przedstawić aoosteen, jest jak widać bardzo nieuczciwy.

Teraz już chyba widać "Kto więc tak naprawdę prowadzi nieuczciwą grę czy też walkę".
Tyle przykładów powinno wystarczyć. Więcej naprawdę mi się nie chce.



        MORALNI, CZY NIEMORALNI?


    Cytat: "Przekonajmy się zatem, czy Świadkowie Jehowy są tak moralni, za jakich chcą uchodzić w oczach innych" - i w tym miejscu pojawił się szereg cytatów. Skąd? Z publikacji, które wydają sami Świadkowie Jehowy. Cóż to zatem za wybitne odkrycie?
Oto jeden przykład:
"w minionym roku służbowym wykluczono ze społeczności zboru chrześcijańskiego ponad 40 tys. osób..." kto czytał, ten wie.
Fragmenty te opatrzone zostały takim oto komentarzem: "Pablo w swoim podsumowaniu pisze, że na świecie dokonuje się co roku milionów napadów, setek tysięcy zabójstw, rozbojów, gwałtów itd., itd, następnie zaś zapytuje: Ile z nich dokonują Świadkowie Jehowy? Mogłoby to sugerować postronnemu czytelnikowi, że Świadkowie Jehowy prowadzą życie niemalże bez grzechu... Gdyby jednak tak było naprawdę, nie czytalibyśmy na łamach publikacji Świadków Jehowy o tych wszystkich wydarzeniach...

    ...to tak, jakby wziąć pisma pierwszych chrześcijan - np. ewangelie - i powiedzieć: 'no... zobaczmy, czy byli tacy święci za jakich uchodzą; ooo... proszę, co chwila się kłócą, kto z nich jest największy; a jakiś Judasz to nawet za pieniądze wydał Jezusa na pewną śmierć - o jej, co to za ludzie!"
    Przypatrzmy się zatem pierwszym chrześcijanom, o których czytamy w Piśmie Świętym (w tym miejscu trochę się powtórzę). Czy byli wśród nich ludzie dopuszczający się czegoś złego? Owszem, ale byli wśród nich bardzo krótko. Ukażę to na dwóch przykładach. Pisząc list do chrześcijańskiego zboru w Koryncie, apostoł Paweł napisał:

"Doprawdy, mówi się o rozpuście wśród was i to takiej rozpuście, jakiej nie ma nawet wśród narodów, mianowicie, że pewien mężczyzna ma żonę swego ojca" (1 Koryntian 5:1).
Drugi przykład pochodzi z tego samego zboru:
"Lecz brat idzie z bratem do sądu, i to przed niewierzących? Przecież już samo to oznacza dla was klęskę, że prowadzicie ze sobą procesy" (1 Koryntian 6:6, 7).
    Chrześcijanie ci, zanim nimi zostali, byli różnymi ludźmi. Niektórzy byli złodziejami, pijakami, rozpustnikami itd., itd. Ale żeby zostać chrześcijanami musieli dokonać w swym życiu zmian i stać się innymi ludźmi (czyli trochę inaczej niż to jest w dzisiejszych kościołach). Jednak z upływem czasu niektórzy z nich zaczęli dopuszczać się ponownie dawnych złych uczynków. Jeśli ktoś się nie pilnuje, to może się zdarzyć. Dlatego apostoł zwrócił im na to uwagę. Podobnie też czynią Świadkowie Jehowy, na co wskazują cytaty przytoczone przez aoosteen.
    Ale: czy na zwróceniu uwagi sprawa się kończy? U Świadków Jehowy - podobnie jak u pierwszych chrześcijan - sprawa na tym się nie kończy. Apostoł napisał dalej:
"Ale teraz piszę wam, żebyście przestali się zadawać z każdym kto jest zwany bratem, a jest rozpustnikiem albo chciwcem, albo bałwochwalcą, albo człowiekiem rzucającym obelgi, albo pijakiem, albo zdziercą - żebyście z takim nawet nie jadali. Usuńcie niegodziwego spośród siebie." (1 Koryntian 5:11, 13b).
    Podobnie Świadkowie Jehowy usuwają ze swego grona osoby dopuszczające się jakiegoś zła (więcej informacji na ten temat znajduje się nieco wyżej). Traktując sprawę ogólnie, Świadkowie Jehowy - jako cała społeczność - są znani z nienagannej postawy i otrzymują dobre świadectwo od osób postronnych.

    A jak ta sprawa wygląda wśród innych organizacji religijnych uważających się za chrześcijańskie? Powiedz aoosteen czytelnikom AM, czy w twojej religii łamiący przykazania członkowie kościoła są z niego wykluczani czy też nadal pozostają jego członkami? Czy twoja religia jest oczyszczana z niegodziwych członków, czy raczej "zakwaszają" oni tą społeczność? Przecież apostoł Paweł napisał, iż "trochę kwasu zakwasza całe ciasto" (Galatów 5:9). Bardzo proszę o odpowiedź - naprawdę mnie to ciekawi.



        CZY JUŻ CZAS NA PODSUMOWANIE?


    ...w końcu ile można to męczyć...

    Otóż, podtrzymuję swoje twierdzenie, iż autorka posługuje się nieprawdą, przekłamaniami oraz innymi nieuczciwymi technikami (przedstawiłem tego dowody). Informacje jakie podaje są albo niesprawdzone, albo kłamliwe. Tak czy inaczej: wprowadzają w błąd. Nie pierwszy już raz autorka udowodniła, że nie można wierzyć jej wypowiedziom. Może zatem czas już dać sobie spokój?

    Ponadto autorka chce uchodzić za autorytet w objaśnianiu Pisma Świętego, a tymczasem wykazuje żenujący wprost brak jego znajomości. Jeśli ma jeszcze choć odrobinę honoru, to albo zacznie dokładnie studiować, albo zakończy swą żałosną twórczość w tej dziedzinie (patrz dodatkowo artykuł: "Dusza - odpowiedź na tekst Joanki" w AM#31").

    Naruszanie praw autorskich - do czego autorka sama się przyznaje - także nie zjednuje szacunku, ani zaufania (powiedziałbym, że umieszcza ją w pewnej szczególnej grupie społecznej - jakiej? to dopowiedzcie sobie sami).

    Do tego wszystkiego, aoosteen chyba sama nie bardzo wie o co jej chodzi. Raz ma za złe Świadkom Jehowy, że uczą się jak okazywać miłość innym, kiedy indziej zaś ma im za złe, iż nie zachęcają do tego (nie ma wprawdzie dowodów, jednak zarzut taki wysuwa). Może by się zatem na coś zdecydować...co?

    Jak wspomniałem powyżej, oczekuję jeszcze wyjaśnienia, czy łamiący przykazania członkowie kościoła autorki są z niego wykluczani czy też nadal pozostają jego członkami? Czy jej religia jest oczyszczana z niegodziwych członków, czy raczej "zakwaszają" oni tą społeczność?

    Oczekuję także na łamach AM przeprosin pod adresem Świadków Jehowy za fałszywie rzucone oskarżenia, których fałsz udowodniłem.

   


P S - Mam pytanie: Czy można w AM rzucać na kogoś fałszywe oskarżenia bez żadnych konsekwencji? Qn`ik - jak to jest?

"Kto kradnie mi dobre imię, wcale się nie wzbogaca, a mnie czyni prawdziwym nędzarzem" (W. Szekspir).
        Czy w AM można jakoś temu zaradzić?


    Pablo

{Od Qn`ika: szczerze mówiąc, o ile na początku uważałem tę dyskusję za bardzo wzbogacającą, to teraz zaczynam jej mieć powoli dosyć. Zwłaszcza, że dwoje ludzi - niewątpliwie obdarzonych dużą wiedzą i elokwencją - obrzuca się wzajemnie błotem. Dyskutujcie, nawet ostro - w porządku. Ale nie obrażajcie się, nie proście o wstawienie drugiej strony do Księgi Lamerów (Jak to zrobiła Joanka). Nie o to chodzi - wasze teksty czyta duża liczba czytelników, których macie okazję przekonać do swoich racji - wzajemne inwektywy temu na pewno się nie przysłużą. W związku z tym chciałbym już powoli kończyć tę actionmagowską telenowelę. Tłumaczcie wszystko spokojnie i jasno, argumenty przemawiają najlepiej."}