Wszystkiego najlepszego z okazji Święta Zmarłych...

Chmury leniwie przesuwały się po niebie, zataczały kręgi i odpływały w dal. Obserwowałem je z zapartym tchem. Jakże wolne one były!

Święto Zmarłych, dziwne święto. Skoro to ich święto to powinniśmy im dać spokój, przynajmniej tego dnia. Tyle razy ich wspominamy, że pewnie chcieliby trochę spokoju... Jak wszyscy musiałem jednak zakłócić spokój zmarłych w ich święto. Poszedłem na cmentarz rano, jeszcze było mało ludzi odwiedzających groby, ale było już wielu sprzedawców próbujących zarobić na nieswoim święcie. Przechadzałem się alejkami żalnika, obserwowałem i słuchałem...

-         Obwarzanki! Świeże obwarzanki, kto nie spróbuje ten pożałuje...- krzyczał jakiś chłopiec, jakaś kobieta kupiła je i łapczywie zaczęła jeść. Tak jakby nigdy ich nie widziała.

Poszedłem dalej. Błoto pod moimi butami niemiło chlupało. Wczorajsze świeczki już zgasły, dzisiejsze- pękały od żaru. Wosk rozlewał się po pięknych grobach wystawionych na pokaz. Odgłos pękającego szkła roznosił się po całym cmentarzu.

Głowy pochylone nad grobami kiwały się lekko. Oczy tak smutne, nie wyrażały żadnych uczuć. Nie widziałem w nich żalu po zmarłych, ale chęć jak najszybszego opuszczenia tego miejsca. 

Trzask, kolejna świeczka pękła.

Deszcz zaczął siąpić. Spojrzałem na niebo, ciemne, zachmurzone, smutne. Odkąd tylko pamiętam w ten dzień zawsze padał deszcz. Dzwon na dzwonnicy odezwał się smutnym, metalicznym głosem. 

Spojrzałem na jakiś grób... „Bóg tak chciał” było napisane na nim. Wcale tak nie chciał! Tak musiało być. 

Inny grób. „Powiększył grono aniołków”... a jeżeli nie? Jeżeli zabrakło dla niego miejsca? 

Piękny grób z czarnego marmuru. „Zginął śmiercią tragiczną” a kto nie ginie śmiercią tragiczną? Czyjaś śmierć zawsze jest dla kogoś tragedią...

-         Zbieramy na zabytki cmentarza!- Kobieta bogato ubrana potrząsała skarbonką.

Za bramą przejechał autobus z plakatem wyborczym... to była jej podobizna. Podobizna za dużą sumę pieniędzy. Teraz zbiera na następną kampanię.

Dalej, byle dalej. Dwóch złodziejaszków, dobrze znanych, kręci się po ulicy przed cmentarzem. Wpatrzyli już ofiarę... „Bóg tak chciał”.

Dziecko szarpie swoja matkę za rękaw i krzyczy:

-         Chodźmy już bo deszcz pada...

...to nie deszcz pada to umarli płaczą. Dajmy im spokój!

Smutny Wędrowiec