| Na
zewnątrz: O tym, za czym czekamy |
Kiedyś miała sen. Czarno biały sen. Piękny sen. Pamięta jego ciepło, jego ciszę, ciszę i szept. Piła wino. Wino słów, upajając się nim. Uśmiechała się lekko.I nie było nic. Znalazła go. Tak blisko. Tak daleko. I bała się. Bała się, że słowem spłoszy sen. Czekała. Był mroźny, strasznie mroźny dzień. Jej było ciepło. Szła powoli do niego. Czekała. Nawet, gdy na nią patrzył, odwracała wzrok. Nawet, gdy do niej mówił milczała. Bała się prawdy. I czekała. Sama nie wiedziała na co. Może na cud, może na wyraźniejszy znak. Wiatr stawał się coraz zimniejszy. Słońce powoli zachodziło. Zaczynało się robić zimno. Czekała. Gdy go spotkała, uciekała. Zamknęła oczy. Bała się patrzeć. Bała się mówić. Bała się odrzucenia. Bała się litości. Bała się, że to jednak nie był sen. Co noc, kładąc się spać, widziała jego twarz. Co dzień, cokolwiek robiąc, myślała o nim. Tylko on się liczył. Słońce lśniło jeszcze pomarańczowo. Skuliła się zmarznięta. I czekała. Bała się, że to jednak nie on. Wmówiła sobie, że nic nie potrzebuje. Wmówiła sobie, że jest szczęśliwa. Zawróciła z powrotem. Zamknęła oczy. Zagłuszyła wszystko. Zamarzła. Odeszła. Nie widziała, jak po drugiej stronie ulicy, stał on. I czekał. Na nią. Potem, czasem żałowała, że się bała. Lepiej jest przeżyć coś, niż siedzieć z boku . A potem odeszło już wszystko. Znieczuliła się na życie. Czasami staje w oknie. Sztucznie uśmiechnięta. Udaje, że już nie czeka. Nadal jest tak samo głupia. Wciąż w kółko śni jej się jeden sen. Proszę Cię. Nigdy nie czekaj.
Nigdy nie tchórz. Proszę Cię.
Idź. Nie czekaj. |
| Novinha theprisoner@wp.pl |