To jest tekst stanowiący kilka polemik i nawiązań zebranych pod wspólnym szyldem - okolice religii i kościoła. Tekst nie ma na celu urażenia nikogo.
Zacznę od najmniej ważnej sprawy - od tekstu autora podpisującego się jako Sly "Największy debilny pomysł roku 2002", który powinien nosić raczej tytuł "Najbardziej debilne poglądy roku 2002". Biedny autor rozpacza tam, że do bierzmowania potrzebuje co najmniej 14 podpisów, że uczęszczał na mszę. Niestety, jako sportowiec nie może chodzić do kościoła. Chce, ale nie może, bo trener wywali go z drużyny :(. Trzeba w takiej sytuacji odpowiedzieć sobie - czy jestem katolikiem i czy chcę mieć bierzmowanie? Jeżeli odpowiedziałeś twierdząco, nie powinieneś mieć dylematu, tylko chodzić do kościoła. Załatwiłeś to jakoś z trenerem? Wydaje mi się, że nawet nie spróbowałeś. Zadajesz pytanie "Po co te podpisy?" Ano po to, żeby ludzie tacy jak Ty nie udawali wierzących. Już mnie skręca, jak widzę takich, którzy mają kościół gdzieś i przyjmują bierzmowanie. Ty byś chciał tak: nie chodzisz do kościoła wcale, potem na jeden dzień idziesz na bierzmowanie, a potem możesz znowu mieć kościół w dupie, bo sakrament już dostałeś Jeżeli jesteś wierzący, ustal sobie pewną hierarchię wartości Najpierw kościół, później sport. Poza tym nie ma co rozpaczać, że do zebrania 14 podpisów. U nas na indeksie były miejsca na... 74 podpisy! Tak! Spowiedź co miesiąc, różaniec, msze, droga krzyżowa. A koledzy, którzy też jeżdżą na mecze i grają, jakoś zdołali pójść do bierzmowania. Zapamiętaj, że życie to sztuka wyboru.
Następny króciutki akapit dotyczy tekstu kakadudu, który(a?) na zdanie Eryka "Nie ma żadnych dowodów na istnienie Boga" odpowiada: "Ale zauważ, że nie ma także dowodów na to, że nie istnieje." Kakadudu nie rozumie pewnej prostej sprawy. To nie nieistnienia czegoś trzeba dowodzić, lecz istnienia. Jeżeli teraz powiem, że np. widzę ducha (wiem, zły przykład) to nie Ty będziesz musiał mi udowodnić, że go nie ma, lecz ja Tobie, że jest. Dowód przedstawiony w skądinąd genialnej książce "Mistrz i Małgorzata" (polecam gorąco każdemu) to, tak jak napisał Qn'ik, jedynie fikcja literacka.
Spróbuję teraz nieco popolemizować z Jackiem Stojanowskim, który napisał artykuł pt. "Chwila refleksji". Nie przytaczam całego tekstu, bo nie zawsze jest co komentować i zajęłoby to za dużo miejsca.
Otóż Szanowni ateiści. Ogłaszacie wszem i wobec z triumfem w głosie: "Bóg nie istnieje." Czujecie się zwycięzcami, bo wydaje się Wam, że poznaliście całą prawdę, z której jasno wynika, że Boga nie ma. Ale przecież każdy rozsądnie myślący człowiek po dojściu do wniosku, że Bóg nie istnieje powinien się załamać. Jaki by bowiem miało sens nasze życie, gdyby nie Pan Bóg? Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez mojego Pana. Dzięki Niemu wiem, że nawet w najtrudniejszych chwilach Pan Bóg jest zawsze przy mnie, mogę się do Niego zwrócić, On się mną opiekuje i nigdy mnie nie opuści. Nie boję się też aż tak bardzo śmierci, bo wiem, że jeżeli będę żył "po bożemu" to zasłużę na życie wieczne i spotkam się z Bogiem i najbliższymi w Niebie. Wiem, że mam dwóch ojców: ziemskiego i niebieskiego oraz dwie matki: ziemską i Maryję, i wiem również, że wszyscy oni bardzo mnie kochają. A jeżeli kogoś jego ziemscy rodzice nie kochają, to jężeli wierzy, to wie, że zawsze może się oddać w opiekę Panu Bogu i Maryi. Każdy wierzący nigdy nie straci nadzieji, bo wie, że może osiągnąć życie wieczne. Wie także, że cokolwiek by się działo, to nie zostanie sam i wie, że życie ma sens, ponieważ jest walką o zbawienie.
To straszne, że człowiek musiał wymyślić sobie jakąś marchewkę na kiju, aby widzieć sens życia. Nawet jeżeli po śmierci nie czeka nas NIC - to co?! Tym bardziej trzeba cieszyć się życiem! Byle nie kosztem innych. Człowiek niewierzący nie liczy na wytwór swej wyobraźni, ponieważ daje sobie radę sam. A śmierć? Jeżeli nic po niej nie ma i człowiek "znika" nie dowie się, co stracił. Jeżeli czeka go życie wieczne - tym lepiej. Poza tym ja chcę przeżyć życie jak najlepiej, bo mam tylko jedno.
Zaznaczam, że nieprawidłowym odruchem jest, jeżeli ktoś teraz powie, że życie nie ma sensu. Owszem, życie bez życia po życiu (dobre, nie :)) nie ma sensu. Ale dzięki Bogu tak nie jest. Niech więc wszyscy ateiści nie użalają się teraz nad swoim losem i nie tracą nadzieji tylko biegną do Kościoła pojednać się z Bogiem.
Jestem ateistą i nie uważam, że życie jest bez sensu. Poza tym nie potrzebuję marchewki w postaci wizji wiecznego szczęścia ani kija wiszącego nade mną w postaci wiecznego potępienia, by czynić dobrze. Wy, chrześcijanie, jesteście strasznie interesowni. Jeżeli już robicie dobrze, to tylko po to, by otrzymać nagrodę.
Powiedzcie mi moi drodzy, jak wytłumaczycie wiele Maryjnych objawień, zatwierdzinych przez Kościół? Podam jedynie dwa przykłady: Fatima i Medugorje. Co do przepowiedni Matki Boskiej - to wszystko się sprawdziło, może oprócz cudownego ocalenia Papieża, ale widocznie Pan Bóg postanowił zmienić swe zamiary, zresztą Maryja powiedziała wyraźnie, że przez modlitwę możemy zmienić losy świata. Ponadto 70 tysięcy ludzi w Fatimie widziało cud słońca, w Medugorje na niebie pojawił się wielki napis MIR (pokój), ekshumacja szczątków jednej z wizjonerek z Fatimy - Hiacynty - ukazała jej ciało około 30 lat po śmierci w nienaruszonym stanie. Trzeba róenież wspomnieć o cudownym ocaleniu Ojca Świętego w czasie zamachu na jego życie oraz o tysiącach uzdrowień duchowych (nawróceń) i cielesnych. Zatrzymajmy się na chwilę przy uzdrowieniach cielesnych. Są to trwałe i całkowite uleczenia z choroby dzięki wstawiennictwu Matki Bożęj lub świętych u Pana Boga. Uzdrowienia te są rzeczywiste, gdyż zostały one udokumentowane przez lekarzy. A jeżeli ktoś myśli, że człowiek może się uzdrowić sam, jeżeli intensywnie o tym myśli i bardzo w to wierzy to spieszę z przykładami uzdrowień małych dzieci - kilku lub kilkunastu miesięcznych. Nie zdają one sobie sprawy ze swojej choroby bo są jeszcze za małe, a mimo to często zostają uzdrowione. A co Szanowni Państwo Darwiniści sądzą o stygmatykach? Z naukowego punktu widzenia nie da się ich stygmatów w żaden sposób wytłumaczyć. Przecież w normalnych warunkach człowiek tracący tyle krwi bardzo szybko by się wykrwawił. Ponadto ludzie noszący na sobie rany Chrystusa byli bardzo wnikliwie badani. W ogóle Kościół bardzo rygorystycznie podchiodzi do zjawisk nadprzyrodzonych czego dowodem jest to, że nie uznano jeszcze oficjalnie objawień w Medugorje oraz nadprzyrodzonego charakteru stygmatów Ojca Pio. Nie wiem czy wiecie, ale aby błogosławiony został świętym, to najpierw za jego wstawiennictwem musi dokonać się jakieś cudowne uzdrowienie.
No właśnie, jak człowiek nie potrafi czegoś rozsądnie wytłumaczyć, to od razu wyjaśnia to Bogiem. To bardzo wygodne. Poza tym co z tego, że Kościół zatwierdził jakieś objawienia?! A skąd wiesz, że nie zatwierdza tego, co im pasuje?! Kościół często kłamał i zatajał różne niewygodne zdarzenia. Było o tym kilka artów w AM
Mam co do tej teorii kilka pytań: jak mogło powstać coś z niczego? jak mam uwierzyć, że nagle, nie wiadomo dlaczego, zniczego powstał jakiś wybuch, który zorganizował wszechświat? dlaczego nagle z piany morskiej czy innego konglomero-cośtamu powstało życie i w jakim celu ono się dalej rozwijało? aby powstały ludzie i zwierzątka, które się narodzą, a za jakiś czas umrą? dlaczego wraz z ludźmi równolegle nie rozwinęły się na poziom istot myślących na przykład tygrysy? W ogóle nie umiem ewolucji nazwać inaczej jak pięć hipotez na krzyż.
No więc lepiej wymyślić jedną, pasującą do absolutnie wszystkiego, hipotezę i nie zaprzątać sobie tym głowy. Już wszystko jest wyjaśnione. Korzystając z okazji chciałbym przedstawić genialne dowody mojej katechetki na istnienie Boga. Myślałem, że z krzesła spadnę (dla wyjaśnienia: niedługo chyba nie będę chodził na religię).
Katechetka: Mi wystarczy jeden dowód na istnienie Boga. Odpowiedzcie na pytanie, czy człowiek jest w stanie przewidzieć i zatrzymać np. powódź?
Ktoś z klasy: Nie.
Katechetka: No widzicie! To znaczy, że jej nie stworzył! (z miną odkrywcy) No więc stworzył ją Bóg! A powiedzcie, czy człowiek jest w stanie sprawić, by słońce wzeszło w nocy?
Ktoś z klasy: No, niby nie.
Katechetka (znowu z tą miną): Ha! No właśnie! I każdemu trzeźwo myślącemu człowiekowi taki dowód na chłopski rozum powinien wystarczyć!
Nie powiem, przekonała mnie jak cholera :) Z takimi argumentami do ludzi w liceum... Szkoda, że nie powiedziała np. "Trawa jest zielona, więc nie stworzył jej człowiek! A jak nie człowiek, to kto? Tak!!! Bóg!" A o teorii ewolucji, Wielkiego Wybuchu itp. to nie słyszała. Wiem, że są drobne luki w tych teoriach, ale to, że człowiek nie stworzył i nie potrafi zatrzymać dzieł natury, to nie znaczy, że stworzył je Bóg! Poza tym ten argument ze Słońcem był zabijający. Jakoś nigdy nie zauważyłem Słońca w nocy. To znaczy, że Bóg też się nim nie bawi. Wiem, że nie jest to argument przeciw Bogu, raczej przeciw mojej katechetce. Chciałem przez to powiedzieć, że jeśli ktoś chce przekonać mnie do Boga, powinien użyć dobrych argumentów. Kieruję to również do Jacka Stojanowskiego.
Czepiacie się też, że na świecie jest tyle różnych religii, więc dlaczego ta nasza (rzymskokatolicka) jest tą prawdziwą, prowadzącą do Boga. Otóż to w naszej religii mają miejsca wspomniane przeze mnie objawienia Maryjne i cuda, uzdrowienia; to naszą religię wyznawali m.in. siostra Faustyna Kowalska czy Ojciec Pio.
Jeżeli te "cuda" będą udokumentowane i racjonalnie wyjaśnione przez instytucję niezależną od Kościoła, to pogadamy. A to, kto wyznawał Waszą religię, nie stanowi argumentu na nic i ma się tak do tematu, jak ryba do roweru.
A co do różnego rodzaju "proroków", wróżek czy jasnowidzów. Zajrzyjcie z łaski swojej po raz kolejny do Pisma Świętego. Powiedziane jest tam wyraźnie, że na świecie żyją fałszywi prorocy, mający wprawdzie moc czynienia cudów i prorokowania, lecz pochodzącą od szatana. A kto się im oprze i wytrwa, ten będzie zbawiony. A tak przy okazji, nie pomyśleliście, że ludzie tworzący wszelkie dziwaczne teorie, w których nie ma miejsca dla Pana Boga, to po prostu fałszywi prorocy, mający odciągnąć was od Boga? Zapytacie się w tym momencie, jak rozróżnić prawdziwych proroków od fałszywych, bądź sprawdzić prawdziwość objawień? No cóż, Bernadetka z Lourdes zrobiła to za pomocą święconej wody.
Już biorę kropidło i wyruszam na krucjatę! (w tle słychać demoniczny śmiech). Musiałem po prostu to dopisać. Więc to jest jedyny sposób na sprawdzenie prawdziwości proroctw? Jeżeli tak, to chyba rzeczywiście trzeba będzie naszykować pistolet na wodę święconą... Przepraszam za taki słaby argument, ale zostałem już dobity...
A zresztą wszystkie powyższe rozważania nie mają większego sensu, bo przecież wierzyć to znaczy ufać mimo cudów i dowodów. (Pozwolę sobie zacytować fragment wiersza ks. Twardowskiego: "Wierzyć to znaczy ufać kiedy cudów nie ma / Cud chce jak najlepiej / A utrudnia wiarę".) A więc proście Pana Boga o wiarę dla Was i nie bójcie się uwierzyć.
Moim skromnym zdaniem modlitwa o wiarę jest równie sensowna, co nabieranie wody sitkiem. Jest to istny paradoks filozoficzny, w stylu "Paradoksu Chińczyka". Chińczyk ów wyszedł przed dom i powiedział: "Wszyscy Chińczycy to kłamcy". Myślę, że wyjaśnienie nie jest konieczne. Tymczasem z tą modlitwą sprawa przedstawia się następująco: nie wierzę, więc się nie modlę i nie wierzę w siłę modlitwy. Jak więc mogę modlić się o to, żebym zaczął wierzyć, skoro adresat moich modlitw moim zdaniem nie istnieje/nie słucha mnie. Bez sensu. Co do mnie, jestem na 99% ateistą. Na 99%, bo jeszcze resztki wiary na dnie się tlą, poza tym nie do końca wierzę w śmierć duszy razem z ciałem. Może energia człowieka po śmierci dalej krąży po świecie... Może źle to ubrałem w słowa - nie jestem filozofem i raczej nie zamierzam, wolę studiować w przyszłości raczej dziennikarstwo i pisać artykuły do gazet. No, ale jak zwykle odbiegam od tematu.
Jeśli chodzi o Radio Maryja i ojca Tadeusza Rydzyka to postawa wroga wobec niego dziwi mnie. Narzekacie, że księża nic nie robią, a gdy ojciec Rydzyk ciężką pracą rozkręcił radio oraz wybudował szkołe i hospicjum, również to krytykujecie. Wniosek z tego taki, że na księży ujadać będziecie zawsze - cokolwiek by nie zrobili. A poza tym, dlaczego bronicie starej, samotnej kobiecie czy mężczyźnie słuchania Radia Maryja i śmiejecie się z niej czy z niego? To radio to całe ich życie.
To ja im współczuję takiego życia. Ojciec Rydzyk rozkręcił radio i wybudował hospicjum za nie swoje pieniądze! Tak to i ja potrafię. A Radio Maryja jest tak samo prawdomówne jak gazeta "NIE", o której raczyłeś wspomnieć w wyciętym fragmencie.
Następna sprawa - dewotki. Na wstępie wyjaśnijmy sobie coś: dewotki to nie kobiety często chodzące do kościoła, lecz kobiety, które chodzą do kościoła tylko po to by zbierać plotki.
Dewotka to baba, która jest fanatyczką wierzącą ślepo księdzu. To ta, która pisze artykuły typu: "Pokemony i Harry Potter kierują nasze dzieci w stronę Szatana!" (autentyk!) Twierdzi, że "Mistrz i Małgorzata" to podstawowa książka każdego satanisty. Biega z transparentem "Zakazać pornografię", ewentualnie "Nie dla filmu "Dogma"" (chociaż filmu ani ona, ani ksiądz nie widzieli i nie zobaczą). Stoi pod kinem i chlapie wodą święconą każdego, kto idzie na "Stygmaty" i uważa The Beatles, Queen, Rolling Stones czy Metallicę za zespoły satanistyczne. No i oczywiście słucha Radia Maryja. Na upartego pod definicję dewota można podciągnąć Tartuffe'a ze sztuki Moliera "Świętoszek".
Nie podoba wam się stanowisko Kościoła w sprawie aborcji i antykoncepcji. Co do aborcji - jest to zabójstwo człowieka, który nie potrafi się temu sprzeciwić bądź obronić; po prostu barbarzyństwo. A antykoncepcja? To przez nią w obecnych czasach zanika prawdziwa rodzina. Przez pigułki kobiety odkładają macierzyństwo, nieraz do czasu, gdy jest już za późno na potomka. Następnie obserwujemy model rodziny "dwa plus jeden" bądź "dwa plus pies". W tym momencie przytoczę opinię zakonnika, ojca Grande: jedno dziecko w rodzinie oznacza najczęściej, że rodzice tego dziecka spędzą ostatnie lata życia w domu starców.
Co tam warunki finansowe! Jazda, lenie! Trzaskać bachory taśmowo! Model rodziny powinien wyglądać "dwa plus dwanaście"! A jak chcesz mieć jedno dziecko, to uprawiaj seks tylko raz w życiu, potem sobie odpuść Seks jest tylko do prokreacji. Poza tym ja też jestem przeciw aborcji - chyba, że matka została zgwałcona.
A jeżeli chodzi o to, że obecnie ludzie z Ciemnogrodu (tradycjonaliści, wierzący i praktykujący katolicy) są obecnie wyśmiewani, a chodzenie do kościoła jest niemodne to powiem Wam jedno: a czy wy jesteście stado baranów, żeby iść za większością!? Aż tak boicie się przyznać do Waszych poglądów, boicie się, co inni pomyślą, tacy z Was słabeusze? Nie macie w sobie choć trochę oryginalności, jesteście aż tak bardzo szarzy?
Czyli większość ludzi to ateiści? A ja myślałem, że nie. No cóż, widocznie ludzie zaczynają mieć własne zdanie i nie idą za tłumem wierzących. Kto tu jest szary? Zabiłeś się własnym argumentem.
A tak w ogóle bardzo się Wam dziwię, że nie przywiązujecie większej wagi do religii. Nie boicie się wiecznego potępienia?
Nie. A Ty tylko dlatego wierzysz?
Wiedzą bowiem (wierzący - przyp. Doorshlaq), że życie ma sens, mają nadzieję, prawidłowy system wartości, zakładają liczne rodziny, a więc mogą cieszyć się sukcesami swoich dzieci i wnuków, nie są samotni. A więc wyzwólcie się wreszcie z pęt szatana i wracajcie w czułe objęcia Waszego Stwórcy!
Co za patos. Jestem ateistą i wiem, że życie ma sens, mam nadzieję i prawidłowy system wartości. A antykoncepcja jest nie po to, żeby mieć mało dzieci, lecz po to, żeby mieć tyle, ile się chce!
Jak zwykle - dziękuję, przepraszam, pozdrawiam.
Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>
PS. Specjalne pozdrowienia goes to: Piccolo daimaho, pod którego artem pt "Człowiek - słoń" mógłbym się podpisać.
PS2. Słuchałem składanki Genesis, nagranej z radia.