Ostatnio na łamach AM pojawił się temat o przemocy wobec dzieci. Ja chciałabym zwrócić uwagę na taką sprawę :
"Mamo, tyle lat nie ma cię.
Mamo ciepła brak, a ty gdzie?"
czyli innymi słowy - porzucanie dzieci przez rodziców. Chyba każdy z nas słyszał o tym, że jakaś matka porzuciła swe nowonarodzone dziecko, że wycieńczone niemowlę znaleziono na śmietniku...
smutne to wiadomości.... . Taką matkę się usprawiedliwia, że to depresja poporodowa i takie tam.....fakt jest faktem - psychika ludzka jest bardzo skomplikowana. Świadczy o tym chociażby mnogość chorob psychicznych nawiedzających nasze społeczeństwo. Jak dla mnie nie ma usprawiedliwienia dla takiej matki. Nie chce dziecka, wporządku...niech je zostawi w szpitalu, czy w sierocińcu, ale nie na śmietniku, czy klatce schodowej!
"Człowiek jest w gruncie rzeczy dzikim, obrzydliwym zwierzęciem. Tyle, że poznajemy je w stanie poskromienia i obłaskawienia, który nazywa się cywilizowaniem : dlatego przerażają nas sporadyczne wybuchy jego prawdziwej natury. Gdy tylko i gdzie tylko jednak opadną kłódki i łańcuchy porządku prawnego i zaczyna panować anarchia, wtedy okazuje się, kim naprawdę jest"
Mistrzu mój, Schopenhauerze....nie trzeba nam anarchii do pokazania swego prawdziwego ja. W każdym nawet najbardziej cywilizowanym kraju mają miejsce wypadki powodujące jeżenie się włosów na głowie obywatela.
jak dużo na świecie jest niechcianych dzieci?jak dużo jest bitych i maltretowanych? dokładnie nikt tego nie wie....jak dużo morderstw i innych przestępstw jest popełnianych? możemy to tylko szacować, bo DOKŁADNEJ liczby napewno nie poznamy. Jedno jest pewne...jakakolwiek nie byłaby to liczba.....i tak jest za duża.
"Uciekasz za dom.
Uciekasz jak pies."
tak, porzucamy własne dzieci...krew z naszej krwi, ciało z naszego ciała... . Dlaczego tak się dzieje? Co spowodowało wypaczenie się umysłów ludzkich? Czy to nasza zdolność do myślenia spowodowała zatarcie się zachowań instynktownych niepozwalających matce porzucić własnego dziecka, nakazujących jej opiekę nad szczenięciem? jak to z nami ludźmi tak naprawdę jest...?
"Mamo, tak bym chciał chwalić Cię
Ale jak... skoro wiem?
Mamo, trzech lat kocham Cię.
Chociaż mnie nie chciałaś mieć."
dlaczego dzieci odrzucone przez rodziców myślą o nich, czasem chcą ich odnaleźć...chcą spojrzeć w oczy tej, która je zostawiła...czemu? czy nie prościej byłoby zapomnieć o takiej matce...?
mam przyjaciela....z domu dziecka...jego największym marzeniem jest poznać swoich biologicznych rodziców....mimo, że jest w dobrej rodzinie zastępczej. Czemu tak jest....czy ktoś mi to wytłumaczy...?
"Mamo, pije sam, nie wiem gdzie?
O wszystkie dzieci modle się.
Za twój grzech."
i pytanie postawione przez RUJAN - "A co ja osiemnastoletnia uczennica LO mogę zrobić, oprócz tego, że napiszę tegoż arta? Niewiele... niestety niewiele."
nieprawda, jeśli chcesz możesz zrobić dużo...możesz zbierać pieniądze, zabawki dla sierocińca w Twoim mieście, możesz pracować jako wolontariuszka na pogotowiu opiekuńczym, możesz powiedzieć NIE! kiedy jakieś dziecko z Twojego otoczenia jest bite. Czy to jest niewiele...?jak dla mnie to JEST WIELE. Może w dalszym ciągu mało w morzu zła jakie szumi koło nas...ale zawsze coś. Zmienianie świata zacznijmy od samych siebie....
przy pisaniu tego arta towarzyszył mi utwór "Delirium tremens" ze stajni KATa.
Wilczyca  
UP THE IRONS!