Pobieranie pliku...................................................
38 %.
No jeszcze chwilka. Chwilka, kilka chwil.
W zasadzie to kilka minut (nie ma to jak
modemik w godzinach popołudniowo-wieczornych)
i na pulpicie na tle dojrzałej kiści
winogron pojawia się charakterystyczna
turkusowo-czarna ikonka. Ręka wślizguje
się do prawej kieszeni polaru i wraca z
niej z małym, czarnym kwadratowym
cackiem. Nie dający się pomylić z
niczym innym odgłos, gdy trafia ono do
stacji dyskietek. Ctrl + C, Ctrl +V. Powtórzyć
operację. Tak just in case. Moje
kochane dyskietki już kilka razy
udowadniały mi, że potrafią być złośliwe
Przezorny, zawsze...
Wieczorem. W domu. Ctrl + C, Ctrl +V. No
i wykrakałem. Zmiana dyskietki.
Niecierpliwe wyczekiwanie ze wzrokiem
utkwionym w zawsze tej samej, monotonnej
animacji. Tym razem poszło gładko.
Jeszcze tylko rozpakować i kolejny
ciemnoniebieski numer stoi przede mną
otworem.  
Na ślad magazynu NoName wpadłem całkiem
niedawno. To znaczy o istnieniu tego zina
wiedziałem już od jakiegoś czasu,
tyle, że nic (co teraz wydaje mi się co
najmniej dziwne) nie popychało mnie wcześniej
ku zagłębieniu się w jego różnorodnych
treściach. Sytuacja pewnie miałaby się
tak dalej gdyby nie pewien dostrzeżony
spod lekko przymkniętych powiek link, w
kierunku którego w oka mgnieniu pomknął
kursor myszki. Nic dziwnego. Tytuł "Rozmowa
z Jerzym Stuhrem", bo właśnie do
niego prowadził ten link, po prostu nie
mógł nie przyciągnąć mojej uwagi.
Tak się składa, że pan Jurek jest
jednym z mich ulubionych aktorów i bądź
co bądź kultową postacią naszego
rodzimego kina. Bo czy znajdzie się ktoś
komu nic nie mówi "Ciemność widzę..."
czy "Bohatera... prądem?!?..."
Pisząc, że wywiad ten czytałem z
wypiekami na twarzy przesadziłbym, choć
niezbyt mocno. Lekko przymknięte powieki
ustąpiły miejsca wyostrzonemu,
zaciekawionemu wzrokowi. Wzrokowi, w którym,
gdy pasek przewijania dotarł do dołu,
zaczęły odbijać się inne nieczęsto u
mnie spotykane acz intensywne uczucia.
Stare przysłowie o apetycie, który rośnie
w miarę jedzenia sprawdziło się po raz
kolejny. Gdyby ktoś zajrzał wtedy do
mnie z pewnością zauważyłby malującą
się na twarzy nieposkromioną chęć,
ochotę na więcej.
Jak burza przeszedłem przez cały NN 25.
Wciąż pamiętam to uczucie gdy już wyłączyłem
komputer, zgasiłem lampkę nad monitorem
jednak dalej nie mogłem ruszyć się z
krzesła Uczucie jakbym odkrył nieznaną
dotychczas część świata.
 
Dobra. Nie ma sensu dłużej z tym zwlekać.
Pora rozczarować tych, którzy po
pierwszych akapitach szykowali się już
na charakterystykę porównawczą AM i NN
(ach te skróty) Nic z tego. Jak chcecie
porównania ala plusy, minusy, zady,
walety, ocena końcowa... to proszę
bardzo - ołówek w rękę, ostatnia
strona zeszytu z matmy, relaksująca muza
i do dzieła. Zanim to jednak zrobisz dla
treningu porównaj "Rower Błażeja"
z "Kawą czy herbatą", trolejbus z
taksówką, Wilki z Myslovitzem, albo Kaśkę
z Jolką, a potem zastanów czy takie porównania
w ogóle mają sens.  
Wracając jednak do NoName'a.
Przygoda z nowym numerem zaczyna się w
moim przypadku w kafejce, gdzie docieram
na stronę maga. Całkiem nieźle
zrobiona, to trzeba przyznać. Raz, że
wszystko idzie łatwo znaleźć, dwa, że
oprawa graficzna naprawdę cieszy oko. W
"centrum uwagi" oczywiście link do
pobrania świeżego, jeszcze ciepłego
numeru. Istnieje także wersja online,
ale szkoda wykupionych 30 minut poświęcać
na coś, czemu można poświęcić się w
domu i to zupełnie offline. Wczesnym
jeszcze wieczorem z dużym zielonym
kubkiem mocnej, gorącej herbaty usiąść
sobie wygodnie, dodać skrót do
Ulubionych, tak na przyszłość, i
najechać na niego myszką. Click. Łyk
herbaty i zaczynamy.
Pierwszym co rzuca się w oczy jest
oczywiście wygląd. Momentalnie
dostrzegam jego największą zaletę -
czytelność. Rzędy kształtnych, białych,
wyjustowanych literek w deseniu Arial
rozmiar 10 odciśnięte w ciemnym błękicie
sprawiają wrażenie miłych dla oka.
Wyczuwa się jednak, że intencją twórców
było niedopuszczenie do przerostu formy
nad treścią stąd nie uświadczymy
fajerwerków graficznych w stylu flash
czy java script. Moim zdanie całkiem słusznie.
Spotkać za to można wstawione w niektóre
teksty fotografie, tudzież różnorakie
obrazki. Ot rodzynki i orzechy w dobrze
wypieczonym serniku.
Prawdę mówiąc to zalety wizualnej
strony maga zaczyna się doceniać
dopiero po dłuższym zagłębieniu się
w jego treściach, po paru godzinach
przemykania wzrokiem po kolejnych
linijkach tekstu i kilkuset obrotach
scrolla w myszce. Gdy przestajesz właściwie
zwracać na nią uwagę, a chłoniesz
jedynie myśli w niej pozostawione. A co
do myśli (tych dzikich też) w ciemnym błękicie
pozostawionych czyli artów, opowiadań,
wierszy, recenzji, relacji i wstępniaków
to są one krótko mówiąc klasą samą
w sobie. Napisane rzeczowo,
profesjonalnie wręcz, a przy tym z
polotem i finezją, jakiej nie
powstydziliby się nawet czterej
felietoniści Polityki. Ciekawa rzecz,
spora część testów ma jakby
umiejscowiony gdzieś między wierszami
namacalny niemal sposób myślenia ich
autorów. Czytając je możemy prawie
poczuć myśli, które przelatywały im
przez głowę. Myśli, które, co jest
godne odnotowania, są niezwykle budujące,
stawiające na nogi, przywracające wiarę
w ludzi. Żywy dowód na to, że mimo
wszystko są w tym kraju ludzie ambitnie
i trzeźwo myślący o solidnych i
jednocześnie pachnących świeżością
poglądach. Z kilkugodzinnej lektury
wychodzi się bogatszym o nowe spostrzeżenia,
wiadomości, punkty widzenia czy
ideologie I co jest bardzo przydatne,
gdy się jest początkującym art-writerem -
o nowe techniki pisania, ciekawe sformułowania,
chwyty literackie itp. itd.
Piszą do NN bardzo ciekawi ludzie. Młodzi
nadprzeciętnie inteligentni, o interesujących
postawach życiowych, zmagający się na
co dzień z niebanalnymi problemami. Robią
to oczywiście za darmo, z czystej chęci
podzielenia się swoimi myślami z siedzącymi
po drugiej stronie łącza czytelnikami.
Swoją drogą, zdziwiłem się znajdując
tam sporo artów podpisanych nickami, które
znam już z AM. (jeśli ktoś stęsknił
się za Pasibrzuchem niech zajrzy do działu
polemiki w NN 28 - pełno go tam)
 
Pisząc o autorach tekstów nie sposób
pominąć fantastycznej dziewczyny, "Dobrego
Duszka Redakcji" czyli Pauli. Najjaśniejsza
perełka, diament wypełniający blaskiem
całe pismo. Utalentowana to mało
powiedziane, zdecydowanie za mało.
Potrafi. Tak, potrafi jak nikt inny
cudownie, wspaniale uzewnętrzniać swoje
myśli, przeżycia, wspomnienia, stany
ducha, emocje, uczucia, troski,
niepokoje, ból, miłość, pragnienie życia
całą głębię, wnętrze, swoją duszę.
Treść jej duszy staje się treścią
tych liter, słów, zdań, historii, które
czytam. I gdy skończę pragnę tą piękną
duszę przytulić, poczuć jej ciepło.
Od wieczora, kiedy za pośrednictwem źrenic
wchłonąłem "Myśli nieprzytulone...",
od momentu w którym ostatnią wchłoniętą
nieprzytuloną myślą było zapisane
srebrnymi znakami imię Paula. Od tej
chwili zapałałem do niej strasznie
specyficznym niewyzierającym nigdy z
czeluści mojego wnętrza uczuciem, taką
empatią, taka czysto platoniczną miłością,
nadzieją, taką ufnością w to, że póki
są wśród nas tacy ludzie jak one świat
ten nieprędko zejdzie na psy.
I przytulić jej duszę...
Rozmarzyłem się...
Oj, Rainman, Rainman. Nie umiesz ty chyba
napisać już arta bez odejścia od
tematu, bez zapędzenia się w ostępy
wyobraźni...  
Faktem jest, że już sama twórczość
Pauli wystarczy by polubić NoName. Teksty
pozostałych writerów z pewnością również
warte przeczytania. Zaręczam, że jeśli
złapiesz właściwy rytm czytania (a o to nietrudno), to
parę następnych wieczorów masz już z
głowy, stracony dla świata i co gorsza
dla edukacji, dla sprawdzianu z fizyki,
który się nieubłaganie zbliża...
Echhh ...
Czas może i stracony dla świata, ale na
pewno nie zmarnowany. Choćby, dlatego,
że po skończonej lekturze mam ochotę
usiąść wygodnie z kubkiem herbaty, z
zeszytem, zaostrzonym ołówkiem i napisać nowy
tekst.
#Rainman#
27 X - 2 XI 2002
shappy_rainman@gazeta.pl
PS. No ciekawe, ciekawe czy art ten trafi do AM~33. W końcu opisałem wrażenia z czytania konkurencyjnego maga {Jak widać - pojawia się :) - Qn`ik}
PS2. Ale z drugiej strony, skoro oba pisma są darmowe i niekomercyjne to czy można mówić o konkurencji? PS.3 No dobra. Jeśli trafi to obiecuję napisać do NN o tym jak po odszyfrowaniu ROT-13 (za pomocą Worda :-)) przywiązałem się do Action Maga. Ominę może tylko opisy miłości (w 100% platoniznej ofc.) do redakcji ;-)  
|