MOJA WOLNOŚĆ

Wolność... Magiczne słowo. Każdy jej szuka, każdy chce być wolny, nie-
skrępowany, wyzwolony. Czym ona właściwie jest? Czy możliwością robie-
nia wszystkiego, co się żywnie podoba? Czy prawem do ubzdryngolenia się
w każdy piątek? Czy po prostu świadomością tego, że wszystko, czego
się podejmujemy, robimy z własnej woli, świadomością która daje nam
szczęście? Myślę że każdy patrzy na nią inaczej. Postaram się tutaj
wyłożyć swój punkt widzenia.
Wolność jest dla mnie bardzo ważną, jeśli nie najważniejszą wartością.
Czasami sam sobie wydaję się dziwnym człowiekiem - bo nie np. miłość
albo rodzina. Mam dopiero dwadzieścia lat, jestem młody, chcę się
wyszaleć. Odrobina mojej wolności jest w tym szaleństwie. Czasem idę
sobie ulicą po paru warkach i wydzieram się przez całą drogę do domu.
Niekiedy podchodzę do kogoś grającego na ulicy, siadam i śpiewam razem
z nim. Dużo rzeczy robię dla jaj, jestem wesoły. Ktoś powie: "To nie
wolność, to samowola i robienie z siebie durnia." Może i tak, ale to
właśnie odrobina wolności, która, jak pisałem, tkwi w tym błaznowaniu,
pozwala mi dobrze się z tym bawić i nie zwracać uwagi na to, co mówią
postronni.
Druga mała część tkwi w moich przyjaciołach. Zawsze bardzo starannie
dobierałem znajomych. Szukam ludzi, którzy w jakiś sposób ujmą mnie
za serce, niektórych lubię tylko za to, że są, jednym mogę się wyżalić,
z drugimi przyświrować, od niektórych czegoś się nauczyłem, dzięki
innym coś zrozumiałem. Staram się dawać im to, co mam w sobie najlep-
szego. Wierzę w człowieka, kocham ludzi i ich potrzebuję. Jeżeli
ktoś mnie rozumie, toleruje moje liczne dziwactwa, patrzy na mnie jak
na oryginała a nie jak na wariata, staram się być dla niego jak brat.
"Wolność - jak spiewał Marek Grechuta - "to wsród mądrych ludzi żyć,
widzieć dobro w oczach ich, i szczęście". Jako człowiek wolny otaczam
się takimi przyjaciółmi, jakimi chcę.
Trzeciej cząstki doszukałbym się w tym, co mnie otacza. W wielu
rzczach, które zobaczę, znajduję coś, co mnie inspiruje. Kocham Tatry,
te dzikie, wysokie szczyty, tam mogę poczuć się naprawdę wyzwolony.
Kiedyś gdy szedłem przez miasto zobaczyłem kobietę tak piękną, że nie
da się tego opisać słowami. Wspaniałe oczy, długie włosy... poczułem
że mogi zaczynam mieć jak z waty. Poszedłem dalej swoją drogą cały czas
myśląc o tym, co widziałem. Potem już wszystko potoczyło się lawinowo,
zacząłem sobie wyobrażać piękne krajobrazy, góry, morze... poczułem się
wspaniale, błogo, z nieskrępowanym umysłem, i to w samym środku
brudnego miasta. Leopold Staff potrafił dostrzec "wyzwoloną duszę" w
koronach wysokich drzew. W tym, co mnie się przydarzyło, też tkwiła
jakaś cząstka wolności.
Największa część mojej swobody jest we mnie, w tym co robię, co
myślę i czuję. Studiuję bo jestem wolny. Cieszę się z tego. Znów ktoś
może powiedzieć: "Jaki wolny, toż to zakuwanie jak nie wiem". Tak, ale
sam wiedziałem w co się pakuję, gdy szedłem na prawo. Teraz ucząc się
po parę godzin dziennie jestem wierny swojemu wyborowi sprzed roku.
Czasem piję, bo jestem wolny. Dziwnie brzmi, prawda? Tak mogą mówić
gówniarze którzy nie czują nad sobą kontroli rodziców i walą siódme
piwo z rzędu. Ale ja powiedziałem to z premedytacją. Jestem wolny, bo
po którymś browarze mogę powiedzieć "nie, nie chcę więcej". I w miarę
pewnym krokiem wrócić do domu po wesołym wieczorze z kolegami. Trawy
nie palę. Bo jestem wolny. Właśnie dlatego że jestem, to nie palę. Mam
prawo nie palić, mogłoby się zdarzyć, że zapaliłbym raz i drugi,
a potem przerzucił się na twarde i w rezultacie skończył gdzieś
w rynsztoku. Cieszę się każdym dniem, jestem optymistą do bólu.
Nie załamuję się, mógłbym powtórzyć za Ryszardem Rynkowskim:
"Gdziekolwiek rzuci mnie mój dobry kumpel los, tam znów spróbuję sobie
nowe gniazdo wić (...)". Że optymizm jest głupi?, może, ale mogę być
głupi bo jestem wolny.
Nie mam za dużo pieniędzy, łażę po mieście w spranych ciuchach, miesz-
kam w chlewie. W tym miejscu moje "bo jestem wolny", tak wiele razy
tutaj powtórzone , może zabrzmieć jako próba usprawiedliwienia
lenistwa; że nie chce mi się zarobić, ani tego "chlewu" sprzątać. Ale
ja naprawdę dobrze się czuję w spranym i podprutym polarze, naprawdę
uważam, że odkurzanie nie ma sensu, bo za tydzień i tak się nabrudzi.
Mogę sobie tak uważać, bo jestem wolny. Zresztą, gdy juz nic nie widać
spod kurzu, sprzątam, gdyż zaczyna mnie to drażnić. Sprzątam, chociaż
tego nie lubię. Bo jestem wolny. Prawie wszystko co robię, sprawia
mi przyjemność, nawet gdy na pierwszy rzut oka wydaje się, że jakieś
zajęcie jest całkowicie nudne i nieatrakcyjne, potrafię w nim znaleźć
coś frapującego. Czasem lubię się nudzić, bo umiem to robić. Gdy
nigdzie się nie spieszę, wałęsam się po moim Rzeszowie. Mogę sobie
pozwolić na komfort tracenia czasu. Dzięki wolności mogę się wyrazić
jak chcę - może właśnie przez znoszone ciuchy, lekko ześwirowany styl
bycia, szwendanie się po mieście. Nie muszę robić tego co wszyscy.
Nie mam prawa jazdy, nawet nie umiem prowadzić samochodu, nigdy nie
było mi to potrzebne. Znakomicie radzę sobie bez telefonu komórkowego.
Mogę być taki jak chcę, bo jestem wolny.
Po lekturze powyższego akapitu ktoś może domniemywać, że nic poza tą
swoją wolnością nie widzę i wszystko sobie nią tłumaczę. Tak nie jest,
tzn. już nie. Do niedawna myślałem że nic więcej mi nie potrzeba, że
skoro jest mi dobrze na dzień dzisiejszy, to nie muszę już nic
zmieniać. Zaczynałem być niewolnikiem swojej wolności, na wszystko
patzeć przez pryzmat tego, czy aby nie będę przez to w jakimś stopniu
hamowany. Doszedłem nawet do tego, że nie chciałem się wiązać z żadną
dziewczyną, gdyż, jak sądziłem, tylko by mnie ograniczała i z wolności
zostałyby nici. Spytacie co mnie zmieniło? Nie, nie zakochałem się,
poczułem ledwie miętę do jednej z przyjaciółek. Dzięki temu, co mi
potem powiedziała, zrozumiałem, że jednak trzeba kogoś mieć, pojąłem
to, co śpiewał wspomniany już przeze mnie Grechuta: "Wolność to nie
cel (jak zaczynało być w moim przypadku) lecz szansa, by spełnić
najpiekniejsze sny, marzenia" .Dzieki temu, że jestem wolny,
mogę kształtować swoją osobowość w kierunku takim, jaki sam wyznaczę,
dążyć do coraz większego szczęścia nowo odkrywanymi drogami.
Stoicy uważali, że wolność to stan ducha, nie stan fizyczny. Według
nich mądry człowiek, nawet jeśli faktycznie był w kajdanach, mógł być
wolny. Chyba też tak uważam w jakiejś części. Czy gdybym był nieprzy-
zwoicie nadziany kasą, miał masę aut i panienkę na każde życzenie,
byłbym wolny? Czy byłbym niewolnikiem tego wszystkiego? Wysnułbym
stwierdzenie, że być prawdziwie wolnym to uświadomić sobie, czego
mi na dłuższą metę NIE wolno. Bo gdybym zaczął pozwalać sobie
na więcej i więcej, pewnego dnia mógłbym stwierdzić, że to nie ja
mam to wszystko, ale to wszystko ma mnie. I że tak naprawdę jestem
niewolnikiem.
Mógłbym tak nawijać dużo, dużo więcej, ale byłoby to tylko
ubieranie w inne słowa tego, co napisałem wyżej. Trudno było mi
wymyślić coś sensownego na ów temat. Dla kogoś ten art może się
nie trzymać kupy, być chaotyczny, może wydać się "wypocinami gościa,
któremu się wydaje". Mimo wszystko spróbowałem sklecić parę zdań,
żeby pokazać, jak odbieram to wspaniałe uczucie jakim jest wolność.
Być może w czyimś mniemaniu moje wyobrażenie jest złe, niedoskonałe,
głupie, płytkie, bezsensowne, mylne, nieskładne. Ale mam prawo
postrzegać ją jak chcę. Bo jestem wolny.

Donald

9-10-2002 (rocznica otrzymania Nagrody Nobla przez Czesława Miłosza)


PS1: Zaglądnijcie do Rzeszowa
PS2: Kupcie sobie sierp
PS3: Bądźcie wolni