Listopad.

Jest taki... inny. Rozchyla swe zimne dłonie łapiąc otulonych w ciepłe kurtki ludzi. Pierwszy śnieg skrzypi pod nogami, mróz zaczyna targać policzki, zwiastując nadejście zimy.

Czas stagnacji, zadumy. Spokoju. Ludzie idą przez ulice jakby wolniej. Zawieszeni w chmurze uśpienia.
Podążają na cmentarze, przesuwają się wąskimi alejkami. Uliczkami nekropolii, które niejedno już pamiętają. Widzą każdy ludzki dramat, każdą iskierkę zgaszoną przez podmuch życia. Każdą osobę, nawet mnie.
Młodego człowieka z paczką zapałek i dwoma zniczami w ręku. Powoli, krok za krokiem, przemierzającego do niedawna jeszcze tłoczne alejki.

Lubię spacerować po przemyskim cmentarzu. Szczególnie kilka dni po Święcie Zmarłych. Okres wrzawy pozostawia za sobą już tylko gasnące płomyki świec i przygięte ujemną temperaturą kwiaty.


"Kim ty jesteś, ja byłem
Kim ja jestem, ty będziesz,
Przystań i wspomnij tu spoczywającego"


Często zdarza mi się widzieć powyższe wersy wyryte na grobie. Smutne, ale prawdziwe i niemal dramatyczne zawołanie.
Jakaś część tego rozkazu jest w każdym z nas. Nie widziałem jeszcze osoby, której nie przytłoczyłaby, nawet w najmniejszym stopniu, atmosfera miejsca pochówku. Perspektywa śmierci i...

No właśnie - co w istocie pozostaje z człowieka po śmierci? Garść pyłów? Dusza? Czy może też nasz wzorzec, energia, zamknięta w kole przyrody, krąży poszukując spokoju, nirwany? Nie wiem...
Wiem tylko, że żyjemy. Nawet po śmierci.
Żyjemy w pamięci tych, którzy pozostali. Tych, którzy skazani są na podróż. Na przejście przez życie z bagażem cudzych osobowości, zamkniętych gdzieś tam, w zakamarkach umysłu.

Tak, gdzie okiem sięgnąć groby. Setki. Cmentarz przy ulicy Słowackiego nie jest co prawda warszawskimi Powązkami, ale swój urok ma. Szczególnie teraz, gdy tumany śniegu zalegają pomiędzy grobami, szczelnie przykrywając ślady świadczące o niedawnym Dniu Pamięci.
Kolejny rząd grobowców.


H. Niemczyńska, żona adwokata
ur. 1871 zm.16.3.1902
Pozostały mąż z sierotami proszą o westchnienie do Boga za jej duszą.


Zwykły grobowiec. Miejsce ostatecznego spoczynku. Paradoksalnie - trwa dłużej, niż by oczekiwano. A jednak - zapewnia swego rodzaju przedłużenie żywota. Namacalny ślad minionego życia.
Wiele osób twierdzi, że nic po nich nie zostanie. Zginą w odmętach czasu, równie łatwo co kropla deszczu w kałuży. Zapomniani, nikomu nie znani. Odejdą wraz z ostatnią pamiętającą o nich osobą.
Ale pośród nich zawsze znajdzie się ktoś, kto pozostanie w pamięci.


Grobowiec uczniów Bohaterów Gimnazjum na Zasaniu
Dla Ciebie Polsko, dla Twojej chwały
Polegli w obronie Kresów Wschodnich 1918:
A. Różycki, lat 18
F. Nowak, lat 15
T. Durkacz, lat 17
W. Motyka, lat 17
W. Ryż, lat 19
A. Płonka, lat 20
N. Suański, lat 32
S. Artwiński, lat 24
T. Kędzierski, lat 18
J. Kędzierski, lat 17
S. Osastowicz, lat 17
M. Schultz, lat 19
M. Zaleszczyk, lat 17
"Wstanę o Panie gdy mnie będziesz budził,
lecz pozwól spocząć, bom się bardzo strudził."


Dawno nie byłem pod tym grobem. Dziesiątki zniczy. Jednak ludzie pamiętają. Widzą i doceniają, nawet dzisiaj, altruizm i oddanie minionych pokoleń.

Od zawsze zastanawiałem się, czy byłbym w stanie oddać życie za innych.
Nie wiem. Nie jestem w stanie stwierdzić, jak zachowałbym się w sytuacji zagrożenia. Czy uciekłbym, czy też może podniósł rękawicę?
Jakże łatwo rozważa się szereg sytuacji w myślach. W sobie, pod płaszczem próżności i złudnych wyobrażeń, każdy jest bohaterem. Problem istnieje tylko w tym, że nie każdy potrafi przebić się przez warstwę strachu. Tylko nielicznym się udaje.

Zaczyna prószyć delikatny śnieg. Podmuchy wiatru szarpią delikatne kwiaty migotliwych płomieni.

Życie człowieka jest kruche i krótkie. Cóż znaczy te marne kilkadziesiąt lat wobec nieskończoności?
A może świat, który odbieramy jest tylko projekcją? Może nie zawiera się historii ludzkości, ale w historii życia, pojedynczego istnienia. Często krótkiej, burzliwej. Ale własnej, niepowtarzalnej.


Marian Słabicki
6.8.1899 - 8.7.1983
Inwalida wojenny, oficer WP. Uczestniczył w I i II wojnie światowej,
kilkakrotnie ranny, odznaczony Krzyżem Niepodległości,
medalami angielskimi i francuskimi,
sędzia bokserski. Prosi o modlitwę.


Czymże zatem jest życie? Ciągiem zdarzeń, do których trzeba się przystosowywać? Pasmem doświadczeń, z którymi trzeba się pogodzić, aby odejść z poczuciem spełnienia?
Dla każdego jest chyba czym innym. Jedni przejdą przez nie z podniesionym czołem, inni przemkną pod ścianą czasu, ledwie tylko wychylając głowę w poszukiwaniu promieni słońca.

Kolejne osoby, kolejne nagrobki. Jakże wymierny sposób ukazania ludzkich istnień. Niemi świadkowie historii przemijania. Często jedyny ślad obecności. Jakże krótkiej.


Katarzyna Domagalska
Umarła w pierwszej wiośnie życia w 1948
Przyjm ją Panie do grona aniołów


Niektórym nie jest dane cieszyć się pełnią życia. Tym bardziej dziwią mnie ludzie, którzy często zdają się nie doceniać jego wartości. Przez swoje zachowanie starają się udowodnić, że tak naprawdę nie obchodzi ich, co będą robić za dzień, za miesiąc. A przyszłość może przynieść bardzo wiele...


Hier ruhet in Gott Klara Schmidt
Geb.9.8.1887 gest. 8.1.1943


Ludzie przypominają liście. Oderwani od swego drzewa, odcięci od swego korzenia, czekają na to, co przyniesie wiatr losu. Nigdy nie są pewni, tego co przyniesie jutro. Jeśli tak ma wyglądać życie, to ja... się zgadzam.
Niepewność jutra jest wpisana w nasz los. Od zawsze.

Dróżka lekko się wznosi, ciągnąc pomiędzy rzędami drzew. Gdy jest się w cichym miejscu, każdy dźwięk wydaje się grzmotem. Każdy trzask, przywodzi na myśl co innego. A czas płynie pozornie wolno. Jest - grób mojej ciotki.


"Odeszłaś, tak chciał Bóg,
Myśmy zostali sami.
Wieczysty przekroczyłaś próg,
A jednak jesteś z nami."


Ileż razy czytałem ten wiersz wyryty na jej grobie. Pamiętam, jak umierała. Na raka mózgu. Byłem mały, ale pamiętam. Na chwilę przed jej śmiercią zabrali mnie do sąsiadki.
Teraz jestem tu co roku, o tej samej porze.
Jak co roku przynoszę znicz. Mały symbol. Pamięci, zadumy? Także. Ale przede wszystkim świadomości, że ja żyję.
Nadziei na to, że jeszcze wiele przede mną. Nadziei, że jeszcze przez dobre kilka lat dane mi będzie zapalać lampkę.
Wiele jest grobów, często starych, zniszczonych. Dotkniętych zębem czasu. Miejsc spoczynku ludzi, o których nikt nie pamięta. Grób staruszków. Ciekawy jestem, jak wyglądało ich życie. Tak odległe od mojego. Zmarli zaraz po drugiej wojnie światowej. Nikogo nie mają - wystarczy spojrzeć na zaniedbaną mogiłę.
Ten drugi znicz jest właśnie dla nich.

A może tak naprawdę dla mnie?

Chciałbym, żeby na moim grobie także kiedyś zapłonęła lampka. Znicz symbolizujący nie śmierć, a radość życia. Oznaczający świadomość trwania.
Nigdy nie potrafiłem się zgodzić, że życie jest smutne, jak zapewnia nas wielu, nawołując do umartwiania. Jest wprost przeciwnie.
Dlatego chciałbym też na mej tablicy nagrobnej zobaczyć jedno tylko zdanie:


"Potrafił cieszyć się każdą, najmniejszą nawet, chwilą życia."

Gregorius
fishbone1@wp.pl