Katowanie dzieci

Jest to ostatnio głośny temat na łamach AM. Postanowiłem się wypowiedzieć na ten temat, gdyż mam na ten temat ciut odrębne zdanie.

Na początku chciałbym zauważyć pewną różnicę. Bicie dzieci, a katowanie ich. Może na pierwszy rzut oka nie widać żadnej różnicy, ale jak się zastanowić, jest ona olbrzymia.

Nawet kochające matki biją dzieci, gdy te zrobią coś złego. Oczywiście nie mam tu na myśli pobicie dziecka do nieprzytomności, ale solidny klaps w tyłek. Jest to metoda wychowawcza od starożytności. Dopiero ostatnio, wspaniali obrońcy praw dziecka zaczęli protestować i krzyczeć w niebogłosy – jak tak można?!.

Chciałbym zauważyć, że ludzie, który byli w dzieciństwie karani (i nagradzani) mają dużo lepsze poczucie dobra i zła. Wiedzą co można robić, a czego nie. Dzisiaj duża część młodzieży zachowuje się agresywnie, wulgarnie, czy niebezpiecznie wobec innych, nie dlatego, że np. za dużo czasu spędza przy komputerze, ale dlatego, że ich szanowne mamuśki były wyjątkowo łaskawe.

Taki dzieciak pójdzie, wyłudzi od kogoś forsę, kogoś pobije, a mamuśka w domu powie mu, że to złe. Coś mi mówi, że on nie za bardzo się tym przejmie (jeśli w ogóle).

Jak widać z powyższego tekstu, jestem za karaniem, oczywiście w umiarze, dzieci.

O od razu wyjaśnię, co to znaczy „oczywiście w umiarze”: chodzi tu o solidny klaps w tyłek tego smarkacza, a nie cios (obojętnie jaki) w twarz.

A teraz katowanie dzieci. To już nie jest karanie dzieciaka. To jest przemoc w najczystszym tego słowa znaczeniu.

Ponad 60% rodziców bijących dzieci jest alkoholikami. Takie coś (rodzic) w stanie upojenia alkoholowego myśli, że ma nieskończoną władzę. Jego umysł staje się cholernie prymitywny. Wydaje mu się, że jeżeli odpowiednio zbije dziecko, to ono będzie robić wszystko jak należy. A jak jednorazowe bicie nie podziałało, to zbije jeszcze raz (może tym razem podziała). Ktoś taki, gdy nie jest nietrzeźwy zachowuje się zazwyczaj jak normalny rodzic, któremu nic nie można zarzucić (co innego, że on rzadko kiedy jest trzeźwy).

To jest największa i najprostsza do zdefiniowania część rodziców katujących własne dzieci.

Resztę jest trochę trudniej opisać.

Można podzielić ich na grupy:

Wychowani tak w domu
Ćwierćinteligenci
Ludzie uważający przemoc za wspaniały środek pomagający w wychowaniu
Wariaci, którym sprawia radość krzywdzenie dzieci
Chorzy psychicznie, cierpiący na wybuchy agresji

1. Wychowani tak w domu

Często, jeśli któryś z rodziców był wyjątkowo surowo karany w dzieciństwie, zachowuje się brutalnie wobec własnych dzieci. Na początku są to zwykłe kary, potem np. stanie w kącie przez kilka godzin, by skończyć (aby) na pobiciu do nieprzytomności własnego dziecka. Taki rodzic gdy widzi, że zwykła kara nie działa wystarczająco szybko, po prostu ją zwiększa. Potem już sam nie wie jak to się stało, że katuje dziecko, ale to mu już nie przeszkadza. Niestety.

2. Ćwierćinteligenci

Nie mam na myśli ludzi z wyjątkowo niskim ilorazem inteligencji. Często w śród takich ludzi można znaleźć wspaniałych, wartościowych ludzi. Chodzi mi o ludzi, którzy nie potrafią rozwiązywać umysłowo żadnych spraw, przez co często nadużywają siły. Taki „rodzic” potrafi pobić dziecko już w kołysce. Gdy dziecko płacze, ten nie wie jak sprawić by przestało, bije je aż do nieprzytomności. Najgorsze jest to, że on nie widzi w tym nic złego. Nie zaliczam takich ludzi do wariatów, gdyż oni są zdrowi psychicznie (można by się zastanawiać, ale oni w większości zachowują się normalnie. Jeśli można działanie tylko siłowe nazwać normalnym). Uważają po prostu, że siłą mogą rozwiązać wszystkie problemy.

3. Ludzie uważający przemoc za wspaniały środek pomagający w wychowaniu

Taki człowiek postępuje w myśl zasady – „odpowiednia kara zdziała cuda”. Głównie ojcowie tacy są, lecz czasem można znaleźć i matkę. Sami rodzice mówią na to surowe wychowanie. Ale chwileczkę, pobicie dziecka tak bardzo, że trzeba je zawieść do szpitala to już nie jest jakiekolwiek wychowanie. Rodzic nie znosi sprzeciwu, dziecko musi się ze wszystkiego wywiązać w odpowiednim czasie. A jak nie to oberwie. Rodzic nigdy nie uwierzy, że jego metody wychowawcze są niewłaściwe.

4. Wariaci, którym sprawia radość krzywdzenie dzieci

Takich ludzi trzeba by izolować. O ile staram się zrozumieć każdą z grup, o tyle tej nie mogę zrozumieć. Toż to nie jest nawet choroba psychiczna, to jest coś gorszego. Każdą chorobę można wyleczyć, tego się nie da. Bicie i znęcanie sprawia, że czują się lepiej. Ci ludzie są dla mnie zagadką. Nie potrafię nic o nich powiedzieć.

5. Chorzy psychicznie, cierpiący na wybuchy agresji

Tacy ludzi zachowują się jak normalni rodzice. Lecz czasami mają wybuchy „czystej agresji”. Wtedy nie liczy się czy to dziecko czy ktoś inny. Ważne żeby kogoś uderzyć, pobić. Nic się wtedy nie liczy. Później, gdy rodzic się uspokoi bardzo żałuje swoich czynów. Bardzo przepraszają swoje dzieci i obiecują, że to się już nigdy nie powtórzy. Niestety, są to puste obietnice. Po pewnym czasie sytuacja się powtarza. Wiedzą, że powinny udać się do jakiegoś lekarza, lecz odkładają to na później, aż znowu dadzą się ponieść agresji. I znów odkładają na później. Po prostu tworzy się błędne koło.

Wiele ludzi mówi, że dzieci należy odsuwać od tych rodziców. Dziwią się, że sądy nie rozdzielają dziecka i rodziców od razu. Ale sprawa nie jest tak prosta.

Dziecko, nawet gdy się je odsunie od rodziców, wraca do domu rodzinnego. Nie jest ważne co je tam spotkało. Rodzic jest dla tego dziecka świętością. Wydaje się to dziwne. Ale ja mam na to dosyć proste rozwiązanie (co nie znaczy, że właściwe). Takie dziecko jest opóźnione emocjonalne. Nie potrafi wyrażać miłości, szczęścia itd. Nie potrafi, gdyż tego wszystkiego powinno nauczyć się domu rodzinnym, gdzie znalazło tylko (głównie) przemoc. Jest prawie normalnym człowiekiem, w różnych grupach zachowuje się jak wszyscy dookoła, ale w głębi jest dwuletnim maluchem, który stawia rodzica za wzór.

W większości przypadków dziecko nienawidzi rodzica za to przez co musi przechodzić, ale zabrane do jakiegoś zakładu opieki społecznej, ucieka z stamtąd i wraca do domu.

Praktycznie zawsze maluch uważa, że to on w czymś zawinił.

Ludzi, którzy dokonują tych czynów powinno się zamykać razem z wyjątkowo agresywnym szaleńcem w jednej, malutkiej celi na kilka lat. Może coś takiego nauczy go, iż dziecko odczuwa ból. Jeśli nie, to dożywocie. Ktoś taki nie powinien być na wolności.

Niestety, dziecko rzadko kiedy potrafi opowiedzieć o tym co przeżywa w domu „rodzinnym”, przez co sąd nie może tak po prostu wydać wyroku, ponieważ nie zna całej sprawy.

Powyżej opisałem ponad 90% rodziców znęcających się nad swoimi dziećmi. Reszta należy do specyficznej grupy ludzi, których bym po prostu skazywał na śmierć. Gdybym zobaczył kogoś takiego, nie potrafiłbym się powstrzymać i bym go sam zabił. Zaznaczam, iż jestem osobą wyjątkowo spokojną. Lecz do takich ludzi czuję nienawiść.

Chodzi mi mianowicie o pedofilów. O ludzi, którzy wykorzystują seksualnie własne dzieci. Nad kimś takim znęcałbym się długi, długi okres zanim bym go zabił.

Jest to bardzo trudny i obszerny temat (niestety zazwyczaj przemilczany), który powinien być opisany w osobnym arcie.

Nienawiść którą czuję do tych zakał społeczeństwa jest tak duża, że na razie nie jestem wstanie opisać tego tematu samemu.

Na razie mam jedną prośbę: Nie zachowujcie się tak jakby ten problem nie istniał (pedofilii), z tym trzeba walczyć!

M_Bodzio

M_Bodzio@wp.pl

P.S. Polecam obejrzeć przeróżne filmy na ten temat. W telewizji może nie ma ich na co dzień (a szkoda), ale przestudiowanie programu telewizyjnego na przynajmniej miesiąc, powinno przynieść efekty, czyli jakiś film.

P.S. 2 Jest to wyjątkowo obszerny temat, o którym można by pisać godzinami (katowanie dzieci jak i pedofilia).

P.S. 3 Nie denerwujcie mnie tekstami – „Co ja mogę zrobić, przecież nic nie zmienię”. Jak nie wiecie to ja wam powiem: Najpierw dowiedzcie się gdzie i jak możecie pomóc (zawsze jakoś się da), a potem pomóżcie.