Jest taka indyjska bajka o sześciu niewidomych z Hindustanu, którzy poszli "zobaczyć" słonia. Pierwszy dotknął jego boku i powiedział: "Coś takiego! Słoń jest jak mur!" Drugi namacał jego kieł i oznajmił: "Słoń przypomina włócznię!" Trzeci dotknął jego trąby i wysunął wniosek: "Słoń wygląda jak wąż!" Czwarty natknął się na jego kolano i oświadczył: "To oczywiste, że słoń jest podobny do drzewa!" Piąty dotknął jego ucha i zapewnił: "Ten wspaniały słoń przypomina wachlarz!" Szóstemu trafił się ogon i powiedział: "Wyobrażam sobie że słoń jest jak lina!" Sześciu ślepych długo i namiętnie kłóciło się o wygląd słonia, ale żaden nie opisał go prawidłowo. Bajka pokazuje, że ze szczątkowych informacji trudno mieć pełny obraz jakiejś sprawy.
Poznanie wszystkich szczegółów wyklucza niedomówienia. Omawiając sprawę krwi i Świadków Jehowy miałem okazję przedstawiać różne szczegóły tej sprawy. Teraz doszedł jeszcze jeden na który uwagę zwróciły dwie osoby. Myślę że nudno nie będzie.
W oparciu o dwa cytaty podane przeze mnie dwie osoby wysunęły pewne wnioski. Oto cytaty:
"macie powstrzymywać się od tego co ofiarowano bożkom, i od krwi , i od tego co uduszone, i od rozpusty." Dzieje Apostolskie 15,29
"Ktokolwiek z domu izraelskiego albo z obcych przybyszów, którzy mieszkają pośród nich, będzie spożywał jakąkolwiek krew, zwrócę swoje oblicze przeciwko spożywającemu krew i wytracę go spośród jego ludu, gdyż życie ciała jest we krwi" 3 Mojżeszowa 17,10-11
I wnioski jakie wysunięto:
"w tej całej dyskusji na temat zakazu spożywania krwi w Biblii (później było jeszcze kilka tekstów na ten temat), nikt nie zauważył, że wspomniane fragmenty (ani żadne inne) Biblii nie odnoszą się absolutnie do problemu. Dlaczego? Dlatego, że przetaczanie krwi oraz przeszczepy organów NIE SĄ JEDNOZNACZNE Z ICH SPOŻYWANIEM!!!" Kakadudu w "Jaka jest moja wiara?" (AM 31).
"W pierwszym cytacie możemy domyślić się, że chodzi o kulinarny aspekt używania krwi, w drugim zaś jak byk stoi słowo "spożywać". I bez zaglądania w słownik wiem, że "spożywanie" i "transfuzja" nie są synonimami. Poza tym przetaczanie krwi odbywa się ze szlachetnych pobudek i nie koliduje z dekalogiem czy przykazaniem miłości" John_Doe w "Dzieci Ciekawego Boga" (AM 31 kontrowersyjne txt).
Najpierw proponuję dla przykładu zamienić w tych miejscach krew na narkotyki lub inną rzecz szkodliwą dla zdrowia.
Wiadomo że chodzi o to żeby jej nie używać w żaden sposób, ani doustnie ani dożylnie. Ale wniosek taki wysuniemy na podstawie wiedzy o takim produkcie, na podstawie informacji które mówią że może zaszkodzić to naszemu zdrowiu lub życiu.
Załóżmy że taki zapis powstaje w okresie kiedy narkotyki można tylko spożywać i nie ma innego sposobu na wprowadzenie ich do organizmu. Czy zasada zawarta w takim zakazie traci zastosowanie w momencie gdy zostanie wynaleziony inny np. dożylny sposób wprowadzenia takiej substancji do organizmu? Nie. Opieramy się na - że tak to nazwę - osądzie wydanym na ten temat, na całokształcie wiedzy o takim produkcie, na zasadzie: nie spożywam bo jest to produkt zakwalifikowany jako "nie dla mnie" ("nie używać") i na tej samej zasadzie nie wprowadzę go w inny sposób do organizmu. (Zaznaczam że nie dyskutuję tu o narkotykach tak naprawdę)
Jaki jest wobec tego wasz całokształt wiedzy co do zakazu spożywania, powstrzymywania się od krwi? W momencie spisywania tych słów nie stosowano transfuzji. Ktoś może powiedzieć: to dlaczego Bóg tego nie przewidział i taki zapis się nie znalazł? Bo tak drobiazgowy sposób przedstawienia pewnych praw byłby bez sensu. Podano zasady na podstawie których można ustalać jakieś prawa bez względu na czasy w jakich będą żyli ludzie. O co mi chodzi? Załóżmy na przykład że w Biblii znajdowałoby się prawo zakazujące transfuzji. Mija powiedzmy ileś czasu i w miejsce krwi wynaleziono by inny o wiele tańszy i skuteczniejszy środek zamiast krwi przez co krew nie byłaby do transfuzji używana a samo prawo pozostało by bezużyteczne. Za to wymyślono by inny sposób zastosowania krwi - nie przychodzi mi żaden do głowy więc - powiedzmy jako paliwa (co ja wypisuje?). Nie ma prawa tego zabraniającego więc można krwi tak użyć. Ale w momencie jeśli jest zasada że krew jest święta i można jej używać tylko w sposób określony przez Boga (na ołtarzu w celu przebaczenia) nie ma problemu z ustalaniem do czego krwi można użyć a do czego nie - nie jest do użycia (Podano zasadę: "nie używać").
Nie ma w Biblii wielu jednoznacznie określonych zakazów które jednak dzisiaj się stosuje. Chociażby Biblia nie wspomina że kanibalizm jest zabroniony ale czy to oznacza że jest dozwolony? Nie ponieważ opieramy się w tej sprawie nie na konkretnym prawie a na zasadzie np. o miłowaniu bliźniego.
W kwestii krwi wchodzi w grę poznanie całokształtu różnych zagadnień które składają się na zrozumienie lub uznanie zakazu jej stosowania. Świadkowie Jehowy powstrzymują się od krwi nie dlatego że znaleźli dwa wersety na ten temat, tylko dlatego że poznali różne aspekty tej sprawy, które wskazują że krwi między innymi nie powinno się używać do transfuzji.
I jeszcze jedna sprawa, która ma tu istotne znaczenie to, to jak bardzo człowiek jest gotów trzymać się reguł postępowania wyznaczonych mu przez Boga? Obaj autorzy cytowanych wyżej tekstów z AM 31 zgadzają się że zakaz dotyczy spożywania krwi. Mam więc do nich pytanie: Czy usłuchaliby tego zakazu będąc teoretycznie na bezludnej wyspie na której nie ma żywności tylko lodówka pełna
krwistej kaszanki? Jeden z nich to ateista więc odpowiem sobie sam: zakaz ten nie ma dla niego znaczenia uzna go za niedorzeczny i będzie spokojnie jadł. A czy osoba wierząca i trzymająca się Bożych praw będzie jeść nawet w obliczu śmierci głodowej? Właściwie nie załapałem z tekstu Kakadudu czy wierzy w Boga czy nie, a poza tym jeśli wierzy to i tak nie wiem w jakiego, więc załóżmy teoretycznie że wierzy. (Za wszelkie pomyłki w domysłach przepraszam) Czy zastosuje się do prawa zakazującego spożywania krwi czy nie? Jeśli zje to narazi na szkodę stosunki ze swoim Bogiem i zostanie potępiony. Jeśli nie zje to umrze z głodu.
Wydaje mi się że znam odpowiedź. Zje, bo dojdzie do wniosku że Bóg nie jest aż tak drobiazgowy i nie uzna mu tego za złe.
Wynoszę więc z tego, że sprawa nie dotyczy tego czy jest napisane spożywać czy przetaczać, tylko na ile osoby wierzące w Boga, który kazał zapisać takie prawo będą go słuchać, oraz jaką wiedzę zdobyli na temat Bożego poglądu na krew. I tego dotyczy spawa Świadków Jehowy i krwi. Są gotowi stosować się do rzeczy, które w oczach innych nie są ważne. Bo co z tego że ktoś wykazałby nawet że zakaz dotyczy tylko spożywania jeśli i tak nie uznałby go za istotny na tyle żeby się do niego stosować? W takiej sytuacji nawet gdyby było wyraźnie napisane że krwi nie wolno przetaczać to i tak mało kogo by to przed tym powstrzymało w obliczu zagrożenia życia. Gdyby więc był taki konkretnie sprecyzowany zapis w Biblii o zakazie transfuzji to i tak byłaby ta cała dyskusja.
Jest więc tak że wielu wierzących nauczyło się wierzyć w Boga na swoich zasadach. Że tak powiem - dzisiaj to nie Bóg określa im w co mają wierzyć tylko oni sami tworzą sobie Boga w, którego chcieliby wierzyć. Przykładem jest masa Chrześcijan która żyje w sprzeczności z zasadami Chrystianizmu. Mimo tego że np. jest wyraźne przykazanie "nie zabijaj" to i tak prawie żaden chrześcijanin się do niego nie zastosuje jeśli przyjdzie mu walczyć z chrześcijańskim wrogiem w czasie wojny. Przykazanie sobie, życie sobie. Wielu potępia więc Świadków Jehowy w omawianej sprawie raczej za ich drobiazgowość w stosowaniu się do Bożych ograniczeń niż za samą sprawę krwi. Osobom takim obca jest możliwość zaryzykowania życia w celu stosowania się do tego w co wierzą.
To tak jak ktoś kiedyś napisał: "Dla religii ludzie zrobią wszystko: będą się kłócić, pisać, walczyć, umierać, tylko nie będą zgodnie z nią żyć" (Charles Caleb Colton - duchowny angielski z XIX wieku).
W kwestii transfuzji krwi przy okazji wypadku przez, który zginął Świadek Jehowy a wcześniej odmówił transfuzji, profesor filozofii Bartłomiej Kozera powiedział: "Dla nas, ludzi zglobalizowanych, którzy nade wszystko cenią sobie przyjemności, taka sytuacja rzeczywiście jest szokująca. Ale z tego wypadku wynika, że są ludzie, którzy mają inne cele, ważniejsze niż życie. Kiedyś, dawno też je mieliśmy" (Gazeta Wyborcza - Opole, 11.06.02).
O tym samym wypadku profesor filozofii Maria Szyszkowska: "Ten przypadek szokuje, bo małą wagę przywiązujemy do przekonań światopoglądowych. (...) Jestem pełna szacunku dla jej wielkiej, żarliwej wiary" (Dziennik Łódzki, 15,16.06.02). I o wykazanie tych kwestii w zasadzie mi chodziło.
Nie jest więc tak że jakieś oszołomy przeczytały dwa wersety i już ślepo bez poznania szczegółów, bez rozróżniania co to transfuzja a co to jedzenie wpadli na pomysł że będą umierać bo chyba o to chodzi.
Teraz trochę innych drobiazgów. Kakadudu nie odniósł się do znaczenia słowa "powstrzymywać się" (od krwi) przez co wydaje mi się że osłabił swoją argumentację.
Zrobił to John_Doe i napisał, że "chodzi o kulinarny aspekt". Ale mam pytanie: w jaki sposób wspomniana w tym samym wersecie "rozpusta" (od której także należy się "powstrzymywać") zawiera "kulinarny aspekt"? (Czy to ma coś wspólnego z praktykami Modliszki? ;) ). Pisze też o szlachetnych pobudkach z których stosuje się transfuzje. Szlachetne pobudki zależą jednak od punktu widzenia i mimo takich szlachetnych pobudek można wyrządzić komuś szkodę. Ile to razy ktoś chciał dobrze a wyszło całkiem co innego. Chociażby tacy Talibowie terroryści, którzy dokonują samobójczych napadów w ich oczach ze szlachetnych pobudek.
Pisze jeszcze: "po prostu szkoda mi dzieci, które umierają nie mogąc nawet samodzielnie podjąć decyzji, ponieważ ich rodzicom zdaje się, że znają porządek wszechrzeczy" .
Zapraszam żebyś zapoznał się z całą dyskusją na ten temat we wcześniejszych wydaniach AM, bo omawiam tą sprawę. A po za tym mi też szkoda dzieci które muszą wdychać dym papierosowy wydychany przez palących rodziców.
Szkoda mi dzieci które podejmowały ryzyko utraty życia w powstaniu Warszawskim i zginęły.
Szkoda mi dzieci, których rodzicami byli Żydzi w czasie II wojny światowej i zginęły z ręki chrześcijańskich hitlerowców.
Szkoda mi 50 milionów dzieci rocznie, które się nie urodziły w wyniku podjętej przez kogoś decyzji o aborcji .
Szkoda mi dzieci które zginęły w wypadku samochodowym jadąc Polonezem a nie Mercedesem, na którego nie stać rodziców (czemu ryzykowali i wsadzili ich do Poloneza?).
Szkoda mi dzieci i dorosłych którzy umarli przez podjęcie ryzyka o nie przyjęciu transfuzji krwi, chociaż mam nadzieję spotkać się z nimi po zmartwychwstaniu.
Fanatyczny katolik (tak dla przykładu) mógłby jeszcze powiedzieć że szkoda mu dzieci, które rodzą się ateistom i nie mają szansy zostać ochrzczone po katolicku (zdaje mi się, że według nich jeśli umrą bez takiego chrztu to nie pójdą od razu do nieba).
Tak to na szczęście jest, że rodzice wychowują dzieci i biorą za nich odpowiedzialność. Przekazują im nie tylko geny, przyzwyczajenia, dobre lub złe maniery ale i wierzenia i zasady postępowania. I we wczesnym okresie ich życia decydują za nich, kierując się troską o ich dobro (po za przypadkami patologii oczywiście).
Podsumowując: W swoich tekstach na temat krwi podałem tylko dwa wersety dla przykładu. Jeden mówi o zakazie spożywania , drugi o powstrzymywaniu się od krwi. Dla mnie wzmianka o "powstrzymywaniu" się mówi już dużo, ale widać nie wszystkim (jeśli lekarz zaleciłby mi powstrzymywać się od substancji na które mam alergię, to znaczyłoby dla mnie że mam ich nie wprowadzać do organizmu jeśli są w jedzeniu i lekach podawanych doustnie lub dożylnie). Zacytowane wersety nie ukazują całokształtu sprawy. Pogląd na krew jaki mają Świadkowie Jehowy wynika z przeanalizowania wielu zagadnień, które Biblia w tej sprawie porusza i z których wynika, że krew jest "nietykalna". (Jeśli ktoś chce się z tym naprawdę zapoznać to może do mnie napisać).
Dyskusja dotyczy - według mojego punktu widzenia - tego jak skrupulatnie trzymać się przykazań Bożych. Wychodzę z takiego założenia dlatego, że gdybyśmy omawiali sprawę tego czy zjeść
kaszankę, czy umrzeć z głodu to głosy sprzeciwu byłyby takie same, mimo wyraźnego zapisu o nie spożywaniu krwi (w aspekcie kulinarnym). W grę wchodzi kwestia czy życie jest tym co należy ratować za wszelką cenę, nawet jeśli trzeba dopuścić się przykładowo: zdrady przyjaciół, złamania zasad moralnych lub złamania zakazów Bożych - jak daleko można się posunąć żeby ratować życie i za co można je oddać. Chociaż więc nie potępia się a nawet uważa za bohatera kogoś kto odda życie za przyjaciela, to gdy w grę wchodzi kwestia czy oddać życie stosując przykazania Boże - powstaje oburzenie.
Chodzi jak już pisałem o to, jak bardzo osoby wierzące w Boga będą mu posłuszne.
"Bo kto by chciał wybawić swą duszę, ten ją straci, ale kto by strącił swą duszę ze względu na mnie i na dobrą nowinę, ten ją wybawi" (Mateusza 8:35).
PS. Czy ktoś zastanawiał się dlaczego w ogóle pojawił się taki zakaz spożywania krwi?
Dziękuję za uwagę.