..::INFORMATYKA ::..

 

    O nauczycielach informatyki pisało się już wiele, ale zawsze wszyscy tylko narzekali. Teraz ja sobie trochę ponarzekam, i wygłoszę swoją opinię ;). Tyle mianem wstępu, którego nikt nie lubi ani pisać, ani czytać, więc przejdźmy do sedna.

    Informatykę mam od niedawna, bo od początku roku szkolnego (jestem w I gimnazjum), ale już zdążyłem się załamać :-(. Na pierwszą lekcję przyszedłem z nadzieją, że będzie znośnie, lecz zawiodłem się. Nie dość, że uczyła nas kobieta to jeszcze blondynka dosłownie i w przenośni (nie żebym coś miał do nauczycielek, ale wierzcie mi - ona wyglądała jak typowa blondynka). Komputerów zaczęliśmy używać po dwóch lekcjach jak ich nie uszkodzić. Ja rozumiem trochę teorii, ale pół, góra jedna lekcja. Gdy pewnego razu zawiesił się jej (tak jej, nie uczniowi) komputer, to pokombinowała, pokombinowała i w końcu triumfalnie, z dumą na twarzy wcisnęła RESET :). Baba o komputerach wiedziała tyle, co ja się naumiałem po pierwszej połówce roku użytkowania kompa tzn. grania, dopiero po pół roku zacząłem odkrywać inne możliwości mojego PC (moje maleństwo mam od prawie 5 lat, ach jak te dzieci się zmieniają :-P). W dodatku chyba wykuła cały podręcznik na pamięć, bo gdy z ciekawości zajrzałem do niego, to było tam słowo w słowo to, co było na lekcji (pozostaje możliwość, że to podręcznik wzorował się na nauczycielce ;-P). Teraz nasuwa się pytanie; czy to ma być nauczycielka ??? W mojej klasie jest może pięć osób, które czegoś się od niej nauczą, z czego jeden naprawdę nigdy nie używał komputera. Reszta albo jest na równym poziomie wiedzy z Wiewiórą (tak ją przezywamy), albo ją przewyższa. Do mojego załamania przyczyniło się jeszcze jedno; temat lekcji. Uczyliśmy się już jak poprawnie trzymać myszkę, nazw okien, i kilku innych, ale nie uczyliśmy się jak zainstalować program, albo chociaż coś przydatnego w nim zrobić. Może będzie to w późniejszych klasach? Popytałem się starszych kolegów, ale niestety NIE. Komu się przyda w ewentualnej pracy jak nazywa się jakiś tam pasek? Przecież bardziej przyda się np. instalacja programu.

     Według mnie nasz kochany rząd powinien coś z tym zrobić, przecież tyle genialnych reform wprowadził, że jedna więcej nie zrobi różnicy. Ale co zrobić? Przecież o tych uczniach, którzy z komputerem nie mieli styczności nie można zapomnieć, ale tych, co PC mają od wczesnego dzieciństwa też nie można skazywać na przynudnawe lekcje. Tak sobie nad tym myślałem i wymyśliłem! Skoro poziom wiedzy jest tak zróżnicowany, nie lepiej podzielić uczniów na klasy pod względem wiedzy(oczywiście tylko z informatyki)? Na początku pierwszej klasy byłby sprawdzian wiedzy, który przydzielałby do odpowiedniej klasy. W ten sposób wszyscy czegoś by się nauczyli. Może i nie jest to najtańszy sposób, więc jest jeszcze inny: można zwiększyć poziom nauczania ale znowu, co by było z tymi, którzy nie umieją dobrze myszki trzymać? Ale kto uczyłby tych bardziej zaawansowanych (bo do tych mniej, wystarczy taki nauczyciel, jakiego mam obecnie)? Przypuszczam, że uczyliby ich tacy sami "specjaliści" jak inni informatycy w szkole :-/ ale co zrobić. Takie życie, na to już nic nie poradzę. Ogólnie, jeśli chodzi o pomysł wprowadzenia informatyki w szkołach, to myślę, że może i był dobry, ale powinno się z nim jeszcze trochę poczekać.

 

PS. Pisząc arta słuchałem System Of a Down, Limp Bizkit, Linkin Park, Offspring, trochę techno (wielu wykonawców) i kilku innych

PS2. Korzystając z okazji (w końcu nie codziennie masz okazję napisać coś, co przeczyta kilka tysięcy ludziów :-P) pozdrowię mojego kuzyna Jędrka :-)

PS3. Proponuję wprowadzić nową tradycję w AM aby pisać ile się pisało arta :-D ja tego pisałem ok. 3 godziny :-)

PS4. Gdyby co, to piszcie na poniższy adres

PS5. I to by było na tyle ;-) papa

 

--->>> CEZ@R<<<---