No cóż. Tak szperając wśród moich licznych kontaktów mogę stwierdzić jedno: nikt, ale to nikt nie darzy sympatią kleru. I nie zmierzam tutaj do napisania kolejnego tekstu gnojącego instytucję kościoła w Polsce. Nie chcę też pokazać, że satanizm rządzi, ani nawyzywać ludzi za ich wiarę. Chciałbym tylko podzielić się z czytelnikami tego oświeconego maga moim przemyśleniem co do religii i na temat mojego wyznania.
Moja religia? Wierzę w Boga. Jako nadprzyrodzoną istotę, dla której nie istnieją więzy materii. Ma ogromną wiedzę i jest czymś w rodzaju inżyniera wszechświata. Zawiaduje wszystkim i każdym z nas. Ale nie napisał wszystkich książek - żyć. On je tylko zaczął jednym słowem: "I oto urodził się [ktośtam]". Dalsze losy duszy, którą on tchnął w jakieś ciało jest w Twoich rękach. Bóg obserwuje Cię cały czas i nie ocenia twoich wyborów. Wszystko pozostawia tobie. Czy na koniec będzie jakiś sąd ? Czy rozliczy się ze mną za to wszystko, czego zdążyłem dokonać ? Nie wiem. Bóg nie jest ani dobry, ani zły. Twoje uczynki docierają do niego przez gruby pryzmat obiektywnej neutralności. Bóg pozostawia Twoje życie Tobie, ale nie jest tak, że nie ma zasad. Najgorzej jest kiedy nie modlisz się szczerze w chwilach szczęścia, kiedy naprawdę powinieneś być wdzięczny za chociażby dzień. Jednak ośmielasz się uciekać w Jego ramiona kiedy się czegoś boisz, czegoś potrzebujesz. Najgorsi są wyznawcy powiedzenia "jak trwoga to do Boga". Dla nich nie ma miejsca. Mój Bóg nie potrzebuje żadnego kościoła, żadnej świątyni. Najdroższą ofiarą jest dla niego modlitwa w miejscu, które kocham. Taką lokacją jest dla mnie plaża o zachodzie słońca. Kiedy fale są zabarwione na fioletowo i pięknie błyszczą. Kiedy chmury są podświetlone różowo przez naszą kosmiczną żarówkę od tyłu. Chłodny już piasek pod stopami. To najlepsza ze świątyń. Bo wzbogacona moją miłością, jaką tylko człowiek może czuć do miejsca. Modlę się zawsze w samotności. To zawsze jest monolog, bo Bóg nie odpowiada. On tylko słucha i jest bardzo wdzięcznym słuchaczem. Mógłbym jeszcze długo mówić o moim Bogu, ale pewnie trochę Cię to nudzi.
Możecie teraz powiedzieć, że wygodnie jest stworzyć sobie własnego Boga i własne zasady religijne. Ksiądz mówił kiedyś mojej klasie, że tylko słabi ludzie tak robią. Ci, którzy nie potrafią sprostać wymaganiom stawianym przez Boga. Ale ja jestem pewien, że Jego obraz, jaki przekazuje nam dzisiejszy chrześcijański kościół jest błędny. W nim zresztą nie ma miejsca dla Boga. Kościół chrześcijański jest instytucją, a mój Bóg nie może być wiązany przez suche formułki. Jego nie wolno błagać na kolanach, bo on nie znosi tego. Wstydzi się, gdy dzieci padają przed Nim na kolana. Nie lubi wierszyków ułożonych przez kogoś dawno temu. Nie akceptuje takich modlitw. Tylko Twoje serce może się dobrze modlić. Samo, bez pomocy "zdrowasiek". Jeżeli teraz jakiś ksiądz powtórzył, że jestem słaby to nie kłóciłbym się. Może i jestem, ale to ja sam to oceniam. Ty nie musisz, ale możesz mnie bliżej poznać i zobaczyć, jakie zasady wyznaję. Jaka jest moja etyka i jeżeli masz dość cierpliwości możesz prześledzić palcem mój kręgosłup moralny. Tak, jest skrzywiony, ale nie muszę używać żadnego "pajączka". Możesz zastanowić się, czyja wiara jest bardziej szczera. Wierz mi, że życie mnie nie oszczędzało. Nie jest tak dobrze, jak mogłoby być. I nie mam problemów z bijącymi rodzicami, czy nauką. Koledzy mnie nie prześladują i nie mogę sobie niczego zarzucić. Jednak jest we mnie smutek, możesz znależć mój tekst o pokorze, dojrzałości. Naprawdę to osiągnąłem, ale nadal jest we mnie duma, zarozumiałość i niekiedy się wywyższam. Trudno jest prosić o pomoc. Nawet Jego. Kiedy potrzebowałem Go nie było Go. Jedyny Bóg jakiego znałem zmuszał mnie do siedzenia w zimnym kościele i podziwiania swoich kapłanów. Pomaganie im, kiedy oni nie wyciągnęliby do mnie ręki. Jest to może sprzeczne z tym drugim policzkiem. Nadstawianiem go. Chrześcijańska zasada - w agonii, bo żaden z nich już jej nie pamięta. Każdy z nich, zapytany o najważniejszy punkt jego religii, wymienia dziesięć przykazań albo inny zbiór nakazów. To nie jest religia dla mnie. Nie odnajduję się w czymś, co nie daje mi wolności. Co nie pozwala mi na wybranie drogi. Co zmusza mnie do powielania schematów i siedzenie w ławkach wygniatanych przez setki ludzi przede mną.
Byłem szukającym. Próbowałem znależć religię. Biegałem od jednej do drugiej szukając tej, która mnie przygarnie. I odkryłem jedną rzecz. Bóg jest we mnie i nikt nie musi w Niego wierzyć. Nie muszę go nikomu pokazywać. Szukałem i nie znalazłem. A wystarczyło po prostu wejrzeć wgłąb siebie i On tam był. Może Ty też tak zrobisz? Jeżeli szukasz i nie znajdujesz spójrz w Siebie. Bóg zawsze jest w każdym z nas. I naprawdę nie musisz należeć do żadnej z głównych religii świata. Nie musisz być chrześcijaninem, świadkiem Jehowy, ani islamistą. Możesz być sobą. Możesz być stworzonym na podobieństwo. Tworzyć albo niszczyć. Każdy z nas to porafi. Wybór jest Twój.
PS. Nie, nie jestem liderem żadnej sekty. Nie, nie namawiam Was do niczego. Nie, nie chcę widzieć tego tekstu w kontrowersyjnych i nie, po trzykroć nie, nie przyjdę do Ciebie z żdnymi podejrzanymi gazetkami.