CZY LECI Z NAMI PILOT?


Z tej strony monitora po raz kolejny wita was Axel Prubaj Hoolaynoga. Co niektórym już sam ten fakt zapewne wystarczy do natychmiastowego powrotu do strony poprzedniej; jeśli jeszcze się do "niektórych" nie zaliczacie, z radością zapraszam do lektury.
Ale może jeszcze słówko. Co by wyjaśnić pewną sprawę, która być może zaintryguje was po ewentualnym przeczytaniu tego arta - z całym przekonaniem, zdrowy na umyśle i świadom znaczenia swych słów stwierdzam: nie jestem anarchistą.
I tak oto kolejny w mojej karierze art uważam za rozpoczęty.

No to jedziemy.

Jak wszystkim powszechnie wiadomo, dawno, dawno temu nasz świat stworzony został przez pewną dobrotliwą transcendencję, zwaną przez nas Bogiem. Okoliczności owego Stwarzania mieliście okazję poznać w jednym z moich poprzednich artów; do niego też odsyłam wszystkich niezorientowanych, a zainteresowanych. Wystarczy powiedzieć, że całość była dość skomplikowanym procesem, który zresztą najwyraźniej wymknął się spod kontroli w swej ostatniej fazie, czyli podczas instalowania na Ziemi ludzi - inteligentnych jej mieszkańców.
Ciężko się temu dziwić - Bóg miał za sobą pięć dni intensywnego Stwarzania, miał więc prawo być zmęczony. Może zresztą był już myślami przy niedzieli, i nie do końca skupił się na robocie?
W każdym razie na skutek tamtej, przedwiecznej niefrasobliwości, coś popierniczyło się w sprawnie dotąd funkcjonującym świecie. Wiecie, na zasadzie jednego wadliwego trybiku, który w końcu wypacza funkcjonowanie całego mechanizmu.
Miast dążyć prostą drogą do światłości, ludzkość zaczęła coraz bardziej zbaczać ze swojej drogi. Ciągnąc przy tym za sobą cały swój padół łez, jak ktoś kiedyś obrazowo nazwał Ziemię.
Wystarczy chwilę się zastanowić, aby dojść do wniosku, że coś tu nie gra. Przykład? Proszę bardzo. Obecnie tkwimy po uszy w tak zwanym ogólnoświatowym kryzysie, czyli, nazywając rzecz po imieniu, na wszystko brakuje nam kasy. Winne są temu rozmaite czynniki, mniej lub bardziej wiarygodne, czasem zgoła bezsensowne. Wszyscy się z tym zgadzają, jednocześnie kiwając głowami i wspominając z łezką w oku minione lata dobrobytu.
Ale czy ktoś się zastanawiał, jakim cudem ludzie byli w stanie wymyślić tak idiotyczny system? Przecież to, co przyjmujemy za normalne i naturalne, "bo tak było zawsze", jest w rzeczywistości tak nienormalne i nienaturalne, że głowa mała. Co za idea przyświecała ludziom wymyślającym system, w którym nic tak na prawdę niewarte papierki decydują o czyimś życiu lub śmierci? W którym nagła strata wartości (umownej zresztą i wyimaginowanej) kilku giełdowych świstków jakby nigdy nic zmusza całe narody do żywienia się korą, choć kupa wszelkich dóbr zalega po magazynach?
Zaraz posypią się na mnie głosy, że chcę utopii, czyli z definicji nieosiągalnego. Owszem, odpowiem. Utopia jest nieosiągalna. Pytanie jednakże brzmi: dlaczego? Czy wymyślenie systemu wykraczającego poza sztywne ramy z wykrochmalonych banknotów naprawdę przekracza ludzkie możliwości? Czy nie da się tak urządzić na tym świecie, abyśmy byli jego prawdziwymi władcami, a nie maluczkimi istotkami ustawianymi przez szereg wirtualnych ograniczeń, które sami sobie radośnie ponarzucaliśmy?

Czy naprawdę tak miało być? Czy stworzenie takiego świata było Boskim celem?

Szczerze wątpię.

Tu dochodzimy do tytułowego pytania. Bóg chyba dawno temu dał sobie spokój i puścił stery naszego świata; doprawdy ciężko mi inaczej wytłumaczyć sobie to, co się pod błękitem nieba wyprawia. Ludzie żyją jak mrówki, podporządkowani pustym paragrafom. Alternatywą dla nich są terroryści, zabijający kogo popadnie w imię sami chyba nie wiedzą czego. A całość sprawia wrażenie coraz bardziej przypadkowego zbioru rozmaitych racji i przekonań, wrzuconych do wirnika pralki automatycznej.
Pozbawiony kierowcy samolot prędzej czy później gdzieś się rozwali, pociąg bez maszynisty musi się wykoleić. Nas też nie czeka nic przyjemnego - zważywszy na absencję Boga jako pilota, chyba pozostaje nam wypaść z orbity.
Co dzieje się z tym światem? Nie napiszę "Bóg wie", bo wychodzi na to, że nawet On nie ma pojęcia.

W każdym razie trzymajcie się mocno.

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. Namawiam jedynie do zastanowienia się nad sensem podstaw, fundamentów, na których nasz świat się opiera. Nikomu nie sugeruję pochwycenia maczugi i powrotu na drzewo, jak być może niektórzy art ten zinterpretowali.
p.p.s. Podczas pisania słuchałem Vangelisa (Blade Runner End Titles, Chariots of Fire, Conquest of Paradise, Blush Response, Voices i inne).
p.p.p.s. Jeszcze jedno. Ostatnio doszedłem do wniosku, że odmiana mojej ksywy jest dla niewtajemniczonych raczej trudna. Informuję więc, że odmienia się wyrazy "Axel" i "Hoolaynoga", nie odmieniając wyrazu "Prubaj". Na przykład: Kocham Axela Prubaj Hoolaynogę. Albo: Uwielbiam arty Axela Prubaj Hoolaynogi. I nie jest to wredne zapychanie miejsca bezsensownym peesem, po prostu jako obyty z gramatyką mojej ksywy boleśnie odczułem cudze błędy w jej odmienianiu.