CO MOŻESZ ZROBIĆ W NUDNY WIECZÓR

Załóżmy hipotetyczną sytuację, szanowny Czytelniku. Nie masz co robić
w szary, jesienny wieczór, snujesz się po domu niczym własny cień i
liczysz sekundy, każdą bardziej nudną od drugiej. Chciałbyś zrobić coś
ciekawego, ale biblioteka już zamknięta, nowej gry nie kupiłeś od
dawna, w telewizji osiemset dwudziesty dziewiąty odcinek "Klanu", a
telefon jakoś milczy. Pragniesz uczynić cokolwiek, żeby się z tego
wyrwać, może chodzi Ci po głowie coś mądrego, wspaniałego i niepowta-
rzalnego. Ale możesz też nudzić się tak, że chciałbyś zrobić nawet coś
głupiego. Nawet coś bardzo głupiego. Nawet coś tak niewyobrażalnie
głupiego, że aż przez to bardzo śmiesznego.
Może się w ten nieciekawy wieczór zdarzyć, że ktoś nagle zadzwoni do
twoich drzwi i zaproponuje wyjście na piwo. Pewnie się wtedy ucieszysz,
zostawisz niedojedzony posiłek na stole, pomyślisz: "Niektórych ludzi
to ja po prostu kocham" i pobiegniesz w dół klatki schodowej. Może
tam na ciebie czekać kolega z wojska, z roku, z klasy, jeden, dwóch
albo i trzech. Załózmy, ze będzie ich dwóch. Jeden może nieć na imię
Marcin, drugi Rafał, ale wcale nie muszą się tak nazywać, mogą nosić
imiona: Adam i Tomek, Filip i Łukasz, jakiekolwiek.
W dalszej kolejności może się zdarzyć, że pójdziecie do sklepu kupić
kilka piw a potem zadekujecie się u któregoś z tych kolegów.
Jedno piwo może być jasne, drugie ciemne, może to być jasne pełne
i strong, jak tam sobie chcesz, Czytelniku. Może zaistnieć sytuacja,
że pierwsze piwo Ci nie posmakuje, chociaż może ono być reklamowane
nawet jako prawdopodobnie najlepsze na świecie, i z utęsknieniem
otworzysz drugie. Drugim piwem może być np. Żywiec, o którym powiesz,
że jest jeszcze gorszy od tamtego, lub też, dajmy na to, Warka Strong,
która może Ci posmakować jak żadne inne piwo pod słońcem.
Możliwe jest też, że gospodarz zaprosi Cię do innego pokoju, aby
pokazać Ci wiszącą na ścianie kolekcję, np. białej broni albo trofeów
łowieckich. Prawdopodobne, że zaczniesz rozglądać się po pomieszcze-
niu i zobaczysz jakiś fajny przedmiot, może zasuszony kwiatek, albo
fajkę. Gospodarz może uchwycić Twoje spojrzenie i zaproponować
wypalenie fajki, gdyż może przypadkiem mieć znakomity tytoń. Możecie
się na to zgodzić lub nie, możecie mu nie dowierzać albo przystać,
gdyż mogliście dotąd nie mieć okazji palić fajki.
Idąc dalej tym tokiem myślenia można wywnioskować, że prawdopodobne
jest, iż któryś z kumpli wyjmie z barku jakiś mały worek z ziołami
i nie mówiąc co to jest, nabije nimi fajkę. Może to być marycha albo
haszysz, czemu nie. Ale może też się zdarzyć, co jest dużo bardziej
prawdopodobne, że szanowny kolega tylko robi sobie z Was jaja, tym
bardziej że niezły z niego jajcarz a poza tym dobrze wiecie, ze
brzydzi się narkotykami. Wy zaś możecie z obawy przed zielskiem nie
wziąć fajki do ust lub wiedząc że jest to żart, zdrowo pociągnąć.
Wtedy przyjaciel z uśmiechem powie, że paliliście np. oregano, tymianek
albo zieloną herbatę, na co prawdopodobnie zareagujesz salwą
śmiechu.
Z dużą dozą pewności można przypuszczać, ża spodoba się wam palenie
fajki i zapragniecie przedłużyć sobie przyjemność. Niestety, tytoń
może się skończyć albo możecie nie mieć ochoty na dalsze jego
palenie. Szczęśliwie może jednak okazać się, że gospodarz ma w barku
pełno innych rzeczy nadających się do nabicia w faję, takich jak
mięta, lipa, earl grey czy jakiekolwiek suche zioło. Możecie
powiedzieć, że to wyjątkowo durny pomysł palić zioła i przyprawy.
Możecie również dławiąc się ze śmiechu przyklasnąć i zacząć pchać
do fajki co tylko się da lub robić wieloskładnikowe mieszanki.
Może się na przykład okazać, ze wyjątkowo dobra jest mieszanka mięty,
lipy, rumianku, goździków i zielonej herbaty, albo też earl grey`a,
wegety i cynamonu, bo z rozpędu możecie przecież zacząć przynosić
z kuchni to, czego Wasz przyjaciel nie miał w pokoju. W kuchni
przy odrobinie szczęścia możecie znaleźć: wspomniany już cynamon,
a także np. majeranek, rumianek, trochę kawy, bazylię. Z nabijania
poszczególnych ziółek w fajkę w róznych proporcjach i konfiguracjach
może wyniknąć niezła zabawa, tym bardziej że prawdopodobnie robiąc to,
będziecie zanosić się od śmiechu. Możecie też rozpędzić się w
wymyślaniu nowych mieszanek do tego stopnia, że któryś z was nabije
fajkę pokruszonym podgrzybkiem lub urwie kilka liści jakiegoś kwiatka
z parapetu. Pewnie zdarzy się też, że Ty albo któryś z kumpli
wytrząśnie sobie przez nieuwagę odrobinę żaru na sweter. Możecie
mu o tym powiedzieć lub nie, prędzej czy później, gdy poczuje swąd,
sam się zorientuje.
Z pewnością zdarzy się, że w którymś momencie zaczniecie zbierać się
do wyjścia, być może będziecie spieszyć się na film albo też do nauki.
Już wracając do domu, może dojdziecie do wniosku, że to, co robiliś-
cie, było szczytem głupoty. Możecie też myśleć o tym jako o znakomitej
zabawie i zastanawiać się jak smakowałaby np. palona paprotka, gałka
muszkatołowa, jałowiec czy curry i już cieszyć się w duchu na
następny wieczór z fajką a nawet myśleć o zakupie własnej.
Powyżej opisałem historię, która może się zdarzyć w pewien nudny,
szary jesienny wieczór. Teoretycznie jest szansa, że wszystko
potoczy się tak, jak to przedstawiłem. Szansa ta jest oczywiście
tak mała, ze prawie żadna, ale istnieje. Być może jakichś trzech
gości będzie na tyle głupich lub tak oryginalnie śmiesznych, by
spędzić wieczór w taki właśnie sposób, paląc zioła i przyprawy. A może
gdzieś, kiedyś, w Ameryce lub w Azji, w Paryżu lub w Londynie,
w Rzeszowie lub w Warszawie spotkało się już trzech albo więcej
podobnych narwańców, którzy właśnie tak się bawili? Kto wie,
mówią że wszystko jest możliwe...

Donald

10-10-2002 (Rocznica być może wyzwolenia Korsyki albo też ukazania
się pierwszego numeru dziennika "Polska żyje")

PS1. Zaglądnijcie do Rzeszowa
PS2. Kupcie sobie sierp