CAT SHOW!
W chwili gdy to czytacie trwa okres świąteczny. Nie wiem czy jest już przed czy po świętach, ale na pewno coś obok tego. Tak więc na wstępie życzę wam Wesołych Świąt, a jeśli już minęły, szczęśliwego Nowego Roku 2003. Oby Małysz skakał jak najdalej!
No dobrze, odfajkowałem co trzeba, ale opowiem wam, o czym chcę pisać. Otóż Cat Show to po prostu wystawa kotów(rasowych). Tak się składa, że mam przyjemność mieszkać pod jednym dachem z jednym, a właściwie jedną z nich. Pochodzi z rasy Maine Coon, a nazywa się... Kicia. Jak wiadomo, każdy posiadacz rasowego kota, czuje w sobie powinność pokazania go światu. W tym celu odbywają się specjalne zjazdy "kociarzy", zwane wystawami. Przyjeżdżają tam hodowcy, zwykli ludzie tacy jak ja, maniacy(o nich później) i inni. Wszystkich łączy fakt, iż bardzo lubią koty. Niezależnie czy to rosyjskie, perskie, czy burmańskie. Ważne, że są kotami. I taka banda zbiera się, pokazując swoje koty i chełpiąc się, że ich koty są najlepsze, najładniejsze, najdroższe... istny chaos. I ja oczywiście się na tym chaosie znalazłem. A było to w sierpniu, w Łodzi, w hali jakiegoś klubu sportowego. Ogólnie było fajnie, a teraz zbliża się kolejna. A więc teraz przedstawię wam, co się tam naprawdę dzieje i ile trudu trzeba znieść, żeby zostać przyjętym do "elity".
Na początku trzeba się dowiedzieć o wystawie. Gdy już wiadomo, mówimy sobie "ooo, jeszcze kupa czasu", lub "o k[BEEP]a, to już? Szybko, szybko, itd." w zależności od dnia wystawy. Później trzeba wygarnąć z zakamarków strychu zgniłe i przestarzałe papiery kota, rodowód, wyniki testów chorobowych(czyli kartę zdrowia), licencję... na ogół wszystko się gubi i trzeba sobie wyrabiać nową na wystawie. Następnie trzeba sprawdzić czy nasza rejestracja jest poprawna, a więc latamy po ulicy jak głupi szukając Cat Clubów i takich tam, podążając 500 pięter w górę po wycięcie wyrostka... ups, pomyliłem arty. No więc gdy formalności są już ok, czekamy cierpliwie do dnia przed wystawą.
Tera zaczyna się piekło. Otóż "eksperci" od kotów, czyli sędziowie, wymagają żeby kot był czysty i uczesany, jak również odpchlony i zaszczepiony. Najpierw do weterynarza. Z tym nie ma problemu, znajomy lekarz robi mojej kotce zastrzyki od paru lat. Muszę kupić u niego płyn na pchły(15 zł za małą buteleczkę!)jednorazowego użytku, który wkrapiam między łopatkami kotki. No dobra, odpchlona, zaszczepiona, a teraz musi być umyta!!! W tym celu trzeba użyć umywalki, bo nie będzie się wyrywać. Life is brutal i musimy zwierzaka dokładnie namoczyć, potem umyć szamponem do sierści, następnie szampon przeciw okazjonalnym insektom(płyn nie daje pełnej gwarancji), odżywka, spłukujemy, znowu szampon i spłukujemy... to dla kota prawdziwa mordęga, więc najlepiej go uspokoić, głaszcząc po główce. Następnie zawijamy kota w ręcznik i dopilnować trzeba, żeby się wysuszył. Gdy większość wody już z niego zejdzie, to jeszcze nie koniec! Kolejnym etapem jest wsadzenie kota do tego pudła, w którym jeździ na wystawy i ustawienie suszarki na niego:( Niestety, ale kot musi być suchy. Po takim zabiegu może być(a raczej musi)wściekły, więc dajemy mu spokój. Finałowym etapem przygotowań jest wyczesanie(dotyczy kotów długowłosych) i rozczesanie sklejonych włosków, ponieważ sędziowie biorą to pod uwagę. To się nazywa katorga...
W końcu można pojechać na ten Show. W połowie drogi przypominamy sobie o papierach, wracamy i znów jedziemy. Potem przypominamy sobie, że nie wiemy gdzie ta wystawa jest, więc wysyłamy naszego przyjaciela anglika(taki ze mną jechał), żeby zapytał jakiegoś gangstera o drogę. W odpowiedzi kolega usłyszy: "Pojedzie pan k[BEEP]a tam, o tam, w prawo, na tym ch[BEEP]m skrzyżowaniu skręci pan k[BEEP]a w lewo, tam będzie taki za[BEEP]y kościołek, lewa uliczka i już pan jest". W rezultacie usłyszymy od naszego kolegi, który nie zna polskiego "Ok, i know where it is". Będziemy więc jechać z prędkością błyskawicy, bo wystawa już się zaczęła, a nasz kolega wykonując rajdowe popisy, będzie wymuszał pierwszeństwo przeklinając po angielsku. W tym czasie my musimy uspokoić kota i zatkać mu uszy, żeby nie słuchał tych słów.
Jesteśmy na miejscu. A więc teraz trzeba wyjąć kota w tym pudle na wierzch i nosić go z dumą, chwaląc się, że pozostałe koty to lamery. Przychodząc do rejestracji rzucamy do pani w okienku głosem macho tekst w stylu "Nazywam się Jack, a to mój kot. Wpuść mnie dziecinko bez tej durnej rejestracji, to może zjemy kolacyjkę?" I zadowoleni idziemy do hali wystawowej puchnąc z dumy, że znowu się udało. Następnie zostaje wskazana nam klatka i możemy się urządzać. W trakcie trwania wystawy spotykamy różnych niezbyt ciekawych ludzi, którzy próbują nam wpuścić do kota gaz łzawiący, albo podłożyć bombę pod naszą klatką... odpłaćmy im tym samym. Wystarczy wysypać stado pcheł na oponenta i zwycięstwo murowane. Jeśli to kocur, zapoznajemy go z naszą kotką i wróg jest cały czas rozmarzony, a co za tym idzie - unieszkodliwiony, ponieważ nie będzie chciał wyjść z klatki. Następnie dumnie zanosimy kotkę do sędziego(głównie z zagranicy) i sprzeciwiamy się wszystkiemu, co powie. Najlepiej nazwać go lamerem, w końcu my jesteśmy najmądrzejsi, co z tego, że kot jest zaniedbany? Można pobluzgać trochę po polsku. Kiedy sędzia powie, że kotka jest za chuda, a poza tym nie wyczyszczono jej uszu, wyciągamy nóż, zabijamy sędziego i spokojnie siadamy z powrotem. Nie dostaliśmy się do finału, ale kotka zyskała certyfikat. W ten sposób mniej więcej przebiega dzień wystawy. Ale po co są one tak naprawdę organizowane? Czytajcie dalej!
Wystawy są po pierwsze bardzo tanią formą reklamy swojego kota, ale maja one dziś bardziej charakter handlowy. Hodowcy zbierają się, wystawiając małe kotki do konkursu(dwa lub więcej kociąt zgłoszonych do showu nazywa się miotem), w celu zebrania nagród i sprzedania zwierzątek jak najdrożej. Według mnie płacenie za koty i psy to po prostu głupota, bo równie dobrze mogły by być wystawy dzieci, na których matki sprzedawałyby swoje pociechy.
Głupota. Nikt nawet nie myśli, czym jest rozłąka kociej matki z dzieckiem. Wszędzie te pieniądze... oczywiście im więcej nagród, tym droższy kot. A że hodowcy mają (zbyt) wygórowane wymagania, (nie) trzeba się do nich dostosow(yw)ać. Wystawa to też okazja na poznanie miłego partnera kociego. Co zrobić, kiedy kotka jest w okresie rui i 24h na dobę wydaje z siebie jęki i pomiaukiwania? Trzeba zaspokoić jej potrzeby. Nie ma na to rady. Trzeba się z kimś skumać i ustalić cenę za kocura. Niektórzy chcą w zamian tylko jednego kotka, inni 1000 zł... zależy, na kogo trafisz. No i chyba mówić nie muszę, że tylko Maine Coon może się [BEEP] z Maine Coonem? W przypadku mieszania ras efekty wychodzą co najmniej dziwne i potem są problemy z oddaniem lub sprzedażą komuś kotka, którego aż żal się pozbywać. A na jakich ludzi możemy trafić? Na naprawdę różniastych. Tutaj umieszczam opis niektórych dziwnych gatunków wystawowiczów.
Maniakus Catus Hodowcus - Hodowca. Zwykle traktuje swoje koty niezbyt dobrze, bo liczą się dla niego tylko pieniądze. Przed klientami stawia astronomiczne wymagania, ponieważ boi się, że przez niedbałość kot straci na wartości. Pieniądze i pieniądze!!! To się liczy!
Catus Stewardus Pomiatajus - Bardzo niewdzięczny zawód na wystawie. Praca tzw. Stewarda polega na chodzeniu w tą i z powrotem, podawania kawy sędziom, noszenia kotów, sprzątaniu śmieci. Stewardzi są głównie wykorzystywani przez...
Catus Stewardus Szefus Debilus - Czyli szefa Stewardów. On wydaje głupie polecenia, które są ocywiste i każe robić wszystko za siebie. Sam głównie chodzi w te i z powrotem udając że coś robi, chce błysnąć tekstami typu "umyj kotom klatki", w chwili, gdy Steward zabiera się do tego. W ten sposób daje wyraz przywództwa i mądrego zarządzania obowiązkami. Zwykle dostaje za to nic nie robienie jakieś nagrody.
Catus Maniakus - Uważa na każdy twój krok. Nigdy w życiu nie da ci potrzymać, lub pogłaskać swojego kota. Uważa, że tylko on ma do tego prawo. Gdy zamierzasz uspokoić biedne zwierzątko, On wmawia ci, że denerwujesz biednego kotka. A głaskanie niszczy sierść. Nie odpowiada mu nawet to, że kręcisz się obok jego pupila, bo jego zdanie twoja obecność rozprasza jego uwagę. Ponadto oburza się, gdy sędzia sprawdza jego futro.
Człowiekus Catus Normalus - Taki sobie zwykły ludek, przychodzący na wystawę z kotem, którego akurat ma. Nie jest fanatykiem, ani debilem, po prostu lubi koty.
Gapius Catus Paparazzus - Cały czas chodzi po obrębie wystawy fotografując koty ze wszystkich stron, podchodzi do każdego i stara się go pogłaskać. Często ginie z rąk Catusa Maniakusa.
Catus Mafiosos - Na wystawę przychodzi z wszelkimi środkami do sabotażu, gazami, pojemnikami z wąglikiem, kornikami, bombami... jest gotowy na wszystko, żeby wygrać. Na szczęście można go prędko przegonić, strasząc go i używając pseudonimów członków gangu Pruszkowskiego i Wołomińskiego.
To już wszystko, co miałem do powiedzenia. Teraz widzicie jak jest na wystawach. W listopadzie nadejdzie nowa i możecie się spodziewać drugiej części.
Ups, właśnie nadeszła... ale nic ciekawego się nie działo, tylko psy wpuścili i była zabawa...
MiszCZu
PS. Tradycyjne ogłoszenie: Kupię książkę T.Clancy'ego "Rainbow Six"